Bułgarzy nie chcą oddać dzieci!

Dębiczanka odzyskała już córeczkę, teraz walczy o syna. - Mam już przy sobie córkę, teraz chcę odzyskać syna - zapewnia Barbara Barnaś-Wasiljew, dębiczanka, która zgodnie z prawomocnym wyrokiem sądu, uzyskała prawo do opieki nad swoimi dziećmi: 10-letnią Nikoletą i 7-letnim Pawłem.

Problem w tym, że ich bułgarski ojciec Teodor Wasiljew - w żaden sposób nie chce się na to zgodzić. Popierają go tamtejsi nacjonaliści i kibole klubu Lewski Sofia.

Reklama

Koszmar rozpoczął się w kwietniu ubiegłego roku w Warszawie. Teodor Wasiljew korzystając z tego, że żona przebywała w rodzinnej Dębicy, wywiózł dzieci do Bułgarii.

Kiedy kobieta wróciła, zastała puste mieszkanie. Zszokowana obdzwoniła szpitale i komisariaty policji. Bez skutku. Dopiero po jakimś czasie, kiedy jej mąż dotarł do rodzinnych stron, zadzwonił i oznajmił, że dzieci zabiera do siebie. Definitywnie.

I od tego czasu zaczęła się wojna pani Barbary o odzyskanie dzieci. Jej racje poparły dwa prawomocne wyroki sądu: Bułgarii i Polski. W związku z tym, w środę (24 maja) dębiczanka wraz z policją przyjechała do Asenowgradu, aby zgodnie z prawem, przejąć od bułgarskiego męża swoje dzieci. Ale na nic się to zdało. Kobieta została zaatakowana przez tłum. Cudem udało się jej odzyskać córkę, Pawełek został z ojcem.

Dwa dni później pod polską ambasadę w Sofii pojawiła się grupa członków jednej z nacjonalistycznych organizacji, którym towarzyszyli szalikowcy klubu Lewski Sofia. Rozkrzyczany tłum domagał się pozostawienia obojga dzieci przy ojcu. Oliwy do ognia dolewają bułgarskie media, które przedstawiają panią Barbarę jako alkoholiczkę i prostytutkę.

Wojciech Gałązka, polski konsul w Bułgarii, zapewnia, że zrobi wszystko, aby Barbara-Barnaś Wasiljew, zgodnie z wyrokami sądu, odzyskała swoje dzieci. - Mamy zapewnienie ze strony bułgarskich władz o pomocy w tej sprawie - zaznaczył Gałązka.

pg

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje