Rzeszów: Zażądają odszkodowania za ich straty!

Kilkanaście zakładów usługowych i niewielkich sklepów może wkrótce upaść. Od pół roku klienci omijają ich przedsiębiorstwa, bo nie ma do nich dojazdu, a w czasie deszczu trzeba dojść do nich po głębokim błocie. Przedsiębiorcy winią za to miasto, które pod ul. Langiewicza w Rzeszowie buduje olbrzymi kolektor kanalizacyjny.

- To jest ogromne przedsięwzięcie - tłumaczy Marek Ustrobiński, wiceprezydent Rzeszowa odpowiedzialny za inwestycje. - Budujemy pod ziemią kanał o średnicy 2,5 metra. Większy jest tylko w Warszawie.

Reklama

Kanał ulgi dla Mikośki ma 2,5 km długości. Będzie odprowadzał wody deszczowe ze Wzgórz Staroniwskich do Wisłoka. Jego budowę rozpoczęto w październiku ubiegłego roku. Miasto zawarło umowę z Inżynierią Rzeszów i ustaliło, że kanał będzie oddany do użytku do 22 maja 2009 r.

- Nie negujemy potrzeby tej inwestycji - mówi Zbigniew Szafraniec, właściciel warsztatu samochodowego. - Nie rozumiemy tylko dlaczego budowa trwa tak długo. Przed rozpoczęciem prac informowano nas, że odcinek ulicy Langiewicza w okolicy torów będzie zamknięty do końca ubiegłego roku. Tymczasem prace trwają już o trzy miesiące dłużej, a ich końca nie widać.

- Inwestycja jest wykonywana w rekordowo krótkim czasie - odparowuje Marek Ustrobiński. - W czasie audytu projektu i harmonogramu prac zwracano nam uwagę, że czas realizacji jest zbyt krótki.

- Te prace są źle zorganizowane - twierdzi pan Jerzy, mieszkający przy ul. Langiewicza. - To jest śmieszne, jak oni pracują. Zaczynają dopiero około 8 rano a o 16. już nic się na budowie nie dzieje. W miniony piątek pracowali do 15, a w sobotę tylko do 13. Dlaczego nie mogą pracować przynajmniej na dwie zmiany?

- Przy tak ogromnej inwestycji na pewno można dopatrzyć się różnych uchybień organizacyjnych zarówno u wykonawcy, jak i u nas - przyznaje Marek Ustrobiński. - Przygotowywaliśmy tę budowę trzy lata. Staraliśmy się tak zorganizować roboty, żeby były jak najmniej uciążliwe dla mieszkańców i osób dojeżdżających w ten rejon. Być może są jakieś niedopatrzenia, ale jestem przekonany, że prace zorganizowane są optymalnie.

W wielu miejscach rzeczywiście tak jest. Pomiędzy obwodnicą a ul. Boya Żeleńskiego ulica Langiewicza była zamykana odcinkami na możliwie krótki czas. Do znajdujących się tam firm można było dojechać raz z jednej, raz z drugiej strony. Newralgiczny jest jednak odcinek od ul. Boya Żeleńskiego do ul. Chmaja, który został zamknięty na początku października, a końca trwających tam prac wciąż nie widać. To właśnie tam zlokalizowane są firmy, których właściciele czują się pokrzywdzeni.

- Mogę tylko przyrzec, że prace zostaną zakończone do połowy maja - zapewnia Marek Ustrobiński.

- To o wiele za długo - podsumowują przedsiębiorcy.

Krzysztof Rokosz

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje