Blondynki na eksport

Amerykanie, Niemcy, Szwedzi, Belgowie - wielu z nich chce mieć żonę z Podlasia. Mit wyjątkowej urody Polek nadal funkcjonuje w świecie, a naszym pannom nie przeszkadzają dużo starsi, łysiejący i ze sporym brzuszkiem obcokrajowcy. Ważne, aby byli majętni.

"Przede wszystkim żony na Podlasiu poszukują obywatele innych państw, których rodzice czy dziadkowie pochodzili z tych stron" - tłumaczy "Gazecie Współczesnej" Mieczysław Ligowski z białostockiego biura matrymonialnego "Ada". "Oczekiwania względem przyszłych żon mają bardzo zróżnicowane. Zdarza się jednak, że oczekują młodej i ładnej blondynki. Chociaż czasami uroda nie odgrywa roli, a chodzi wyłącznie o sentymentalny stosunek do kobiet z tej części Polski".

Reklama

Zdarzają się panowie, którzy za sprawą zasobnego portfela, czują się siódmym cudem świata, chociaż mają już dobrze po pięćdziesiątce, łysą głowę i wydatny brzuszek. Szukają młodej, ładnej i układnej żony, niezbyt wykształconej i nie afiszującej się swoją wiedzą. Ważne, żeby atrakcyjnie wyglądała i była domatorką, dbającą o dom i ewentualne potomstwo.

Zdarzają się także Arabowie czy Murzyni, którzy z braku powodzenia wśród obywatelek innych państw, poszukują małżonki w naszym kraju.

Wśród Amerykanek, Francuzek czy Niemek mężczyźni z polskim rodowodem nie cieszą się wielkim powodzeniem, nawet pomimo wysokiego statusu materialnego. Poza tym portfel, wyglądający grubo w Polsce, za granicą jest bardzo przeciętny.

"Nie tylko mężczyźni z innych państw poszukują na Podlasiu swojej drugiej połowy. Mamy również klientki z Litwy, Łotwy czy Ukrainy. Wbrew pozorom te panie nie zawsze chcą tylko bogatego męża. Często w ankietach piszą o miłości" - usłyszeli dziennikarze "Gazety Współczesnej" w białostockim biurze matrymonialnym "Mariaż".

Kobiety z zagranicy bardzo chętnie godzą się na przyjazd do Polski. Natomiast Polki, którym małżeństwo proponują Amerykanie czy Niemcy, niezbyt chętnie decydują się opuścić kraj. Brak im odwagi, a poza tym bardzo szybko problemem staje się kwestia nieznajomości języka i braku kontaktu z kandydatem na męża.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje