Skosił łąkę w 4 minuty i 24 sekundy

Około 30 dwuosobowych drużyn kosiarzy wzięło udział w rozegranych w sobotę w Biebrzańskim Parku Narodowym (BPN) IV mistrzostwach Europy i VIII Mistrzostwach Polski w koszeniu łąk bagiennych dla przyrody "Biebrzańskie sianokosy".

Celem tej organizowanej cyklicznie od kilku lat imprezy w największym polskim parku narodowym jest popularyzacja tradycyjnego rolnictwa na takich terenach jak Dolina Biebrzy, bo służy to przyrodzie.

Reklama

Wykoszone łąki i otwarte tereny lubią rzadkie gatunki ptaków wodno-błotnych, m.in. wodniczka i batalion. Na koszonych łąkach częściej kwitnie też rzadka roślinność. Biebrzański Park Narodowy jest przykładem parku, gdzie czynna ochrona przyrody, choćby w formie tradycyjnego rolnictwa, to konieczność i dobrodziejstwo dla przyrody, także korzyść dla ludzi.

W tym roku na Bagnie Ławki w BPN łąki kosili rolnicy-pracownicy parków narodowych. Mieli na czas skosić wyznaczony pas podmokłej łąki o długości 100 metrów. Liczyła się też jakość pokosu. Indywidualnie mistrzem Europy został Bogdan Mocarski z Mocarzy w gminie Trzcianne. Skosił łąkę w 4 minuty i 24 sekundy, ale doliczono mu dodatkową 1 minutę jako karę za niedokładność. Drugie miejsce zajął Bohumir Gazda z Tatrzańskiego Narodnego Parku na Słowacji (TANAP) - 5 minut 38 sekund. Trzeci był Peter Haunyadvari z parku narodowego Hortbagy na Węgrzech. On skosił łąkę w najszybszym czasie 3 minut i 59 sekund, ale miał dodatkowe dwie minuty kary za niedokładność koszenia i nierówny pokos.

W drużynie najlepsi byli Leopold Mróz i Eugeniusz Popławski z gminy Trzcianne nad Biebrzą z łącznym czasem 10 minut 37 sekund. Bogdan Mocarski i Sebastian Mocarski zostali wicemistrzami, a Bohumir Gazda i Michał Gazda ze Słowacji zajęli trzecie miejsce.

Kilkadziesiąt osób startowało też w konkurencji dla amatorów. To m.in. samorządowcy, przedstawiciele instytucji wspierających ochronę środowiska i biznesmeni. Tu nie chodziło o czas koszenia i jego jakość, lecz raczej o spróbowanie swoich sił w koszeniu kosą.

Jak powiedział wicedyrektor Biebrzańskiego Parku Narodowego Andrzej Grygoruk, jeszcze nie wiadomo, ile bagiennych łąk na terenie parku uda się z pożytkiem dla przyrody wykosić w tym roku. Jest to bowiem - jak wyjaśnił - rok mokry, nie wszędzie da się dotrzeć, by łąki skosić, a potem zebrać siano. Skoszonych powierzchni może być - jego zdaniem - wyjątkowo mało. Kosiarze rywalizowali na zawodach stojąc w wodzie sięgającej do 30 cm.

Ręczne wykaszanie nad Biebrzą na dużą skalę miało jeszcze miejsce do lat 70. ubiegłego wieku. Wtedy m.in - wraz mechanizacją rolnictwa - ręczne użytkowanie łąk przestało się rolnikom opłacać, zaczęli oni się też wtedy wycofywać z hodowli bydła. Koszenie podmokłych łąk, niedostępnych dla ciężkiego sprzętu rolniczego, przestało być opłacalne.

Jak podkreśla Grygoruk, teraz to się zmienia m.in. za sprawą dopłat z UE. Za użytkowanie takich terenów rolnicy mogą dostawać pieniądze z programów rolno-środowiskowych. W tym roku Biebrzański Park Narodowy wydał rolnikom około 320 dokumentów i zaświadczeń potrzebnych do starania się o dopłaty. Grygoruk ocenia, że to sporo, co znaczy, że rolnicy coraz bardziej interesują się dopłatami, wzrasta także ich świadomość, że mogą pomagać przyrodzie.

Biebrzański Park Narodowy (BPN) to ponad 59 tys. hektarów terenów chronionych, w większości bagiennych łąk.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy