2,5 roku dla Rywina

Lew Rywin jest winny oszustwa - uznał warszawski sąd, skazując go na 2,5 roku więzienia i 100 tys. zł grzywny. Sędziowie zmienili kwalifikację czynu. Rywin był oskarżony o płatną protekcję wobec Agory.

Dzisiejszy wyrok to finał najgłośniejszej afery ostatnich lat.

Reklama

Prokuratura twierdziła, że Rywin domagał się od Agory 17,5 miliona dolarów w zamian za korzystne dla tego koncernu zmiany w kontrowersyjnej ustawie o mediach. Żądała dla niego trzech lat więzienia i 250 tysięcy złotych grzywny, bo - jak przekonywała prokurator Katarzyna Kwiatkowska - brak jest bezpośrednich dowodów oraz dowodów z poszlak, pozwalających na przyjęcie istnienia grupy trzymającej władzę w określanym personalnie składzie.

Pod koniec procesu sąd uprzedzał strony o możliwości zmiany kwalifikacji prawnej czynu - z płatnej protekcji na oszustwo (zagrożone nie karą do trzech lat więzienia, a do ośmiu).

Sąd uznał jednak, że nie ma mowy o płatnej protekcji, ale o oszustwie. Jego zdaniem Rywin oszukiwał, bo - jak stwierdził w uzasadnieniu - nie ma żadnych dowodów na istnienie "grupy trzymającej władzę". Takich osób nie można wskazać i nie można też doszukiwać się związku korupcyjnej oferty Rywina z ówczesnym prezesem TVP Robertem Kwiatkowskim. Za płatną protekcję grozi do trzech lat więzienia, za oszustwo do 8. Wyrok zapadł niejednogłośnie - przewodniczący składu Marek Celej złożył zdanie odrębne.

Rywin przyjął decyzję sądu to kręcąc głową, to uśmiechając się. Do końca przekonywał sąd, że padł ofiarą prowokacji Agory. Wtórowali mu jego adwokaci: czarnym charakterem w aferze miała być - według nich - szefowa Agory Wanda Rapaczyńska, która wykorzystała zaufanie Rywina i wciągnęła go do swojej cynicznej gry. W te wyjaśnienia sąd też nie uwierzył. Podkreślił, że taśma z nagraniem korupcyjnej propozycji jest autentyczna, a oceny biegłych są kompetentne i rzetelne.

- Wyjaśnienia oskarżonego są tylko linią jego obrony, a zeznania przedstawicieli Agory są spójne, logiczne i zgodne z innymi dowodami - powiedziała sędzia Ewa Grochowska-Szmitkowska.

Według sądu, wyjaśnienia Rywina pozostają w "zasadniczej sprzeczności" z treścią nagrania jego rozmowy z redaktorem naczelnym "Gazety Wyborczej" Adamem Michnikiem. Sąd uznał, że nie dokonano żadnych manipulacji na tym nagraniu - jak utrzymywała obrona - a jego autentyczność nie budzi najmniejszych wątpliwości.

- Szkodliwość społeczna czynu Lwa Rywina była olbrzymia; skutkiem afery Rywina było przyczynienie się do upadku rządu Leszka Millera - uznali sędziowie uzasadniając wyrok.

Sąd uznał też, że "Gazeta Wyborcza" dopuściła się bezprecedensowej próby wywarcia presji na sąd przed wyrokiem publikując 21 kwietnia artykuł w tej sprawie. "Największa afera korupcyjna III RP skończy się zapewne porażką wymiaru sprawiedliwości" - te słowa z artykułu "Gazety Wyborczej" zacytował przewodniczący składu sędziowskiego Marek Celej. - A co nie byłoby porażką? Taki wyrok, jaki życzy sobie "Gazeta Wyborcza"? - oświadczył sędzia.

W wygłoszonym po wyroku oświadczeniu sądu, co jest precedensem w historii wymiaru sprawiedliwości, sąd podkreślił, że nie zamierza wypowiadać się ani komentować wypowiedzi członków sejmowej komisji śledczej, ani publicystów na temat sprawy Rywina, natomiast nie mógł przejść do porządku dziennego nad artykułem "GW" pt. "Ten wyrok jest przed wyrokiem", ponieważ uznał go za "niedopuszczalny i karygodny".

Obrona zapowiedziała apelację - w opinii mec. Wojciecha Tomczyka szanse na podważenie wyroku przed sądem II instancji są tym większe, że sędzia Celej miał odrębne zdanie co do kwalifikacji czynu Rywina.

Rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie Zbigniew Jaskólski powiedział, że jutro prokuratura złoży w sądzie wniosek o odpis wyroku wraz z jego pisemnym uzasadnieniem. Zapytany, czy to oznacza faktyczną zapowiedź apelacji, Jaskólski przyznał, że taki wniosek umożliwia jej złożenie. - Teoretycznie. Nie można jednak wykluczyć, że po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wyroku prokuratura uzna, że jest on słuszny - dodał prokurator.

Rywin na razie nie trafi do aresztu. Stanie się tak dopiero po uprawomocnieniu wyroku skazującego. Na razie środkiem zapobiegawczym jest zatrzymanie paszportu. Posłuchaj komentarza Piotra Kardasa z Katedry Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego:

Miller: chciałbym usłyszeć "przepraszam"

- Wyrok sądu potwierdza, że ani ja, ani SLD, nie mieliśmy nic wspólnego z tzw. sprawą Rywina. Nie było grupy trzymającej władzę, a ja nie wysyłałem pana Rywina do kogokolwiek w jakiejkolwiek sprawie - twierdzi premier Leszek Miller. - Chciałbym teraz usłyszeć słowa "przepraszam" od tych wszystkich, którzy przez ten cały czas łączyli mnie z tą sprawą - powiedział.

Michnik: prezent dla "grupy trzymającej władzę"

Ten wyrok jest wielkim prezentem dla "grupy

trzymającej władzę" - powiedział redaktor naczelny "Gazety Wyborczej" Adam Michnik.

Według niego, "sąd nie podążył śladami, by ustalić grupę trzymającą władzę".

- Wysoki sąd nie dał wiary temu, co Rywin mówił w zarejestrowanej rozmowie ze mną. On mówił wprost, że jest wysłannikiem grupy trzymającej władzę. Zostało ustalone ponad wszelką wątpliwość, że zapytany przez premiera: "Kto cię przysłał Lwie", Rywin odpowiedział, że Robert Kwiatkowski - powiedział Michnik. Dodał, że "bezspornie ustalono", że w tym czasie Rywin bardzo często kontaktował się z byłym prezesem TVP.

- Bezsporne jest również to, że Robert Kwiatkowski na przesłuchaniu w prokuraturze powiedział, że to Agora przyszła do Rywina, a nie odwrotnie - przypomniał.

Na uwagę, że sąd nie dał wiary wyjaśnieniom Rywina Michnik odpowiedział: - Sąd dał wiarę temu, że Rywin był absolutnie sam i wszystko sobie wymyślił.

- Wiem, że sądy w naszym kraju potrafią orzekać nieprawidłowo i przypuszczam, że to takie właśnie orzeczenie było - powiedział Michnik. Dodał, że mówi to z pozycji człowieka, który miał z sądami do czynienia i bywał przez sądy skazywany, a później rehabilitowany.

Jego zdaniem, ani prokuratura, ani sąd nie podążyły śladem, który wskazywał projekt uchwały sejmowej komisji śledczej badającej sprawę Rywina, sporządzony przez wicemarszałka Tomasza Nałęcza. Jak podkreślił, projekt ten "wydaje się najbardziej logiczny i rozumny nie tylko mnie, ale i prezydentowi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu". Rano prezydent przyznał, że dziwi się, iż w komisji śledczej badającej aferę Rywina SLD poparło raport Anity Błochowiak, bo to "działa przeciwko SLD". Oświadczył, że on sam nie zagłosowałby za tym sprawozdaniem, bo jest ono "zbyt jednostronne, nie uwzględnia całego splotu wydarzeń, które miały miejsce". - W tym sensie raport przewodniczącego komisji (Tomasza Nałęcza - red.) wydaje się bardziej obiektywny - ocenił prezydent.

27 grudnia 2002 roku "Gazeta Wyborcza" napisała, że Rywin domagał się w lipcu 2002 roku 17,5 mln dolarów od spółki Agora. W zamian miał oferować przeprowadzenie korzystnych dla Agory zmian w projekcie nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji. Rywin miał występować w roli pośrednika, w imieniu - jak twierdził - "grupy ludzi, która trzyma w ręku władzę".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje