Adamowicz: Nie mam zaufania do kierownictwa MON

Wojsko Polskie od 20 lat jest na Westerplatte, będzie w tym roku, przyszłym i zawsze, ale harcerze mają prawo odczytać Apel Pamięci - powiedział prezydent Gdańska Paweł Adamowicz na specjalnej konferencji prasowej nt. obchodów rocznicy wybuchu II wojny światowej na Westerplatte.

"Mamy wielkie zaufanie do polskiego munduru. Wojsko Polskie jest integralną częścią Westerplatte i jak co roku przedstawiciele służb mundurowych są zapraszani i uczestniczą w uroczystościach o godz. 4.45 1 września na Westerplatte. Będzie też i tak w tym roku. Ale nie mamy zaufania do politycznego, partyjnego kierownictwa Ministerstwa Obrony Narodowej" - zaznaczył prezydent Gdańska.

Reklama

Jak dodał, rok temu "poszedł na ustępstwa" i zgodził się zmienić formułę obchodów rocznicy wybuchu II wojny światowej. "Zostałem oszukany, zostałem okłamany przez funkcjonariuszy MON, którzy obiecali mi, że Apel Pamięci będzie odczytany na przemian przez harcerza i oficera. Zgodzili się na to, wszyscy się zgodziliśmy. Poszedłem na kompromis" - mówił Adamowicz.

Jak podkreślił, ostatecznie apel został w całości odczytany przez oficera. "1 września 2017 roku ubrany po cywilnemu żandarm na rozkaz jakiejś urzędniczki MON zablokował swoim ciałem przejście harcmistrza Lemańskiego do mównicy, aby odczytać Apel Pamięci" - mówił prezydent Gdańska.

"Oczekuję przeprosin od ministra"

Prezydent Gdańska odniósł się też do słów szefa MON Mariusza Błaszczaka, który wcześniej w czwartek mówił, że - decyzją Adamowicza - wojsko ma być wykluczone z odbywających się 1 września na Westerplatte uroczystości związanych z rocznicą wybuchu II wojny światowej. Zażądał jednocześnie od prezydenta Gdańska zmiany decyzji w tej sprawie. Szef MON podkreślił, że nie wyobraża sobie, żeby 1 września na Westerplatte nie było Wojska Polskiego.

Szef MON ocenił też, że decyzja prezydenta Gdańska wpisuje się w szerszy trend podejmowanych przez niego "zadziwiających" inicjatyw, takich jak nazwanie jednego z rond w Gdańsku mianem ronda Wolnego Miasta Gdańska.

"Prezydent Gdańska na nowo pisze historię naszego kraju, wpisując się w kłamstwa, wpisując się w retorykę, która była retoryką tych, którzy na Polskę napadli, a dziś jest retoryką tych, którzy próbują postawić znak równości między sprawcami a ofiarami, tych, którzy próbują zatrzeć swoje zbrodnie, zatrzeć pamięć o tym, czego złego dokonali" - mówił szef resortu obrony.

Nawiązując do słów szefa MON, prezydent Gdańska stwierdził na konferencji prasowej, że Błaszczak "rzadko przyjeżdża na Westerplatte", pojawia się tam "dopiero jako dygnitarz rządowy" i nie zna lokalnej tradycji obchodów 1 września. "Jakim prawem pan ma czelność oceniać nas gdańszczan i wartościować nasz patriotyzm, nasze zachowania, nasze rytuały pamięci i obchodzenia tak ważnej dla gdańszczanek i gdańszczan rocznicy, jaką są kolejne rocznice wybuchu II wojny światowej?" - pytał.

"Jesteśmy Polakami nie gorszymi od pana. Ja oczekuję od pana, że pan przeprosi gdańszczanki i gdańszczan, że pan znajdzie w sobie odrobinę honoru i odwoła te słowa (...) o wpisywaniu się w retorykę, która była retoryką tych, którzy na Polskę napadli. To jest skandal, żeby w XXI w. konstytucyjny minister obrony narodowej takie rzeczy mówił; tego się nie da już ocenić, to jest jakiś poziom szaleństwa w wykonaniu tego ministra" - powiedział Adamowicz.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje