Afera sopocka: Prokuratura złożyła apelację

Gdańska prokuratura apelacyjna złożyła w sądzie apelację od wyroku uniewinniającego prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego i dwie inne osoby w sprawie tzw. afery sopockiej. Zdaniem śledczych sąd niewłaściwie ocenił fakty i błędnie zinterpretował prawo.

Wyrok w tej sprawie zapadł w październiku ub.r. przed Sądem Rejonowym w Sopocie. Prezydent Sopotu został wówczas uniewinniony od zarzutu przyjęcia dwóch łapówek. Oprócz Karnowskiego, na ławie oskarżonych zasiadali także diler samochodowy Włodzimierz Groblewski (zgodził się na ujawnienie swoich danych osobowych) oraz właściciel firmy budowlanej Marian D. Ich także sąd uniewinnił od zarzutu wręczenia łapówki.

Reklama

Jak poinformował w środę prokurator Wojciech Szelągowski z gdańskiej PA, we wtorek jednostka, którą reprezentuje złożyła do Sądu Okręgowego w Gdańsku apelację od wyroku, który zapadł w październiku. Szelągowski wyjaśnił, że apelacja dotyczy wszystkich trzech osób, które zostały w tej sprawie uniewinnione od zarzutów związanych z łapówkarstwem.

W apelacji podniesiono dwa argumenty. Pierwszy z nich mówi o "rażącej obrazie przepisów kodeksu karnego", a konkretnie artykułów 228 i 229 kk mówiących o przyjmowaniu oraz udzielaniu korzyści majątkowej. - Według naszej oceny z łapownictwem mamy do czynienia także w takim przypadku, kiedy osoba pełniąca funkcję publiczną przyjmuje korzyść majątkową, która nie jest związana w konkretnym momencie z jakimś działaniem lub zaniechaniem jakiegoś działania, ale ma służyć zapewnieniu sobie życzliwości czy przychylności danej osoby w przyszłości - powiedział  Szelągowski.

Wyjaśnił, że drugi zarzut apelacji dotyczy "błędów w ustaleniach faktycznych przyjętych za podstawę orzeczenia przez sąd pierwszej instancji". - Zdaniem prokuratury w oparciu o ten materiał dowodowy, który zgromadzono w postępowaniu przygotowawczym, można dojść jednoznacznie do przekonania, że wina w zakresie przyjęcia i udzielania korzyści majątkowej w tej sprawie nie budzi absolutnie wątpliwości - powiedział Szelągowski.

Według prokuratury, Karnowski skorzystał z łapówek w postaci napraw aut wartych w sumie około 10 tys. zł od sopockiego dilera samochodowego (początkowo zarzuty dotyczyły napraw wartych ponad 17 tys. zł, suma zmalała na skutek ustaleń poczynionych w trakcie procesu) oraz prac ziemnych o wartości ok. 2 tys. zł od miejscowego przedsiębiorcy budowlanego. Prezydent miał też zarzut złożenia fałszywego oświadczenia w związku z przetargiem na auta dla Urzędu Miejskiego w Sopocie.

W październiku ub.r. uniewinniając oskarżonych od zarzutów łapownictwa, sąd argumentował, że przyjęcie łapówki powinno być ściśle związane z pełnieniem funkcji publicznej, a prokuratura powinna wykazać, jaki ekwiwalent i korzyści mieli otrzymać od prezydenta przedsiębiorcy.

Karnowski zażądał od niego łapówki w postaci dwóch mieszkań?

Sąd uznał, że w przypadku obu zarzutów korupcyjnych, przedsiębiorcy nie uzyskali od prezydenta Karnowskiego żadnych dodatkowych korzyści. Według sądu, nie byli oni w żaden sposób preferowani przez prezydenta Sopotu i urzędników magistratów, zdarzało im się przegrywać przetargi, a np. dilerowi Groblewskiemu odmówiono ważnego dla rozwoju firmy zmiany planu zagospodarowania przestrzennego.

W przypadku zarzutu złożenia fałszywego oświadczenia związanego z ustawą o zamówieniach publicznych przez Karnowskiego w związku z przetargiem na auta dla Urzędu Miejskiego w Sopocie, iż nie zna Groblewskiego, sąd uznał, że czyn ten cechował się znikomą szkodliwością społeczną i postępowanie w tym zakresie zostało warunkowo umorzone na rok.

Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku zajmowała się śledztwem ws. Karnowskiego od lipca 2008 r. Na początku oskarżyła go o osiem czynów, w tym siedem natury korupcyjnej. Najpoważniejszy zarzut związany był z zawiadomieniem złożonym przez przedsiębiorcę Sławomira Julkego.

Twierdził on, że w marcu 2008 r. Karnowski zażądał od niego łapówki w postaci dwóch mieszkań. Zdaniem biznesmena, który planował przebudować strych kamienicy w Sopocie, prezydent chciał dostać lokale jako zapłatę za pomoc w uzyskaniu od swoich urzędników koniecznych pozwoleń na przebudowę. Jako dowód Julke dostarczył śledczym kopię nagrania rozmowy z Karnowskim. Dyktafon, na którym znajdował się oryginał, został przez biznesmena zniszczony.

Prokuratura dwukrotnie - w 2010 i 2011 r. - kierowała do Sądu Rejonowego w Sopocie akt oskarżenia w tej sprawie. Za każdym razem sąd zwracał prokuraturze akta do uzupełnienia o dodatkowe opinie, a w przypadku drugiego aktu oskarżenia sąd zdecydował też o umorzeniu niektórych zarzutów.

W toku sprawy w sumie pięć korupcyjnych zarzutów zostało umorzonych przez samych śledczych lub sądy, które nie dopatrywały się przestępstwa w działaniach prezydenta Sopotu. Ostatnie z pięciu umorzeń miało miejsce pod koniec 2013 roku: szczecińska prokuratura apelacyjna umorzyła wówczas wątek związany z rzekomą korupcyjną propozycją, jaką Karnowski miał złożyć Julkemu. Śledczy uznali, że zgromadzone dowody, w tym kopia nagrania, nie pozwoliły na stwierdzenie, że doszło do przestępstwa.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL