Reklama

Reklama

Była wiceprezydent Poznania: Prezydent Jaśkowiak kłamał

Była zastępczyni prezydenta Poznania Katarzyna Kierzek-Koperska zarzuciła Jackowi Jaśkowiakowi kłamstwo. Oceniła również, że samorządowiec nie lubi kobiet w swoim otoczeniu. Prezydent Poznania zakomunikował jej zwolnienie ze stanowiska SMS-em.

W poniedziałek za pośrednictwem SMS-a prezydent Poznania poinformował swoją dotychczasową zastępczynię Katarzynę Kierzek-Koperską o odwołaniu jej z funkcji. Rzeczniczka poznańskiego magistratu formę zwolnienia tłumaczyła brakiem kontaktu z wiceprezydent.

Reklama

Powodem decyzji Jaśkowiaka miała być "utrata zaufania" do Kierzek-Koperskiej. Od kwietnia przebywa ona na zwolnieniu lekarskim. Wcześniej była publicznie krytykowana przez Jaśkowiaka za to, że bez konsultacji z nim wydała decyzję o zakazie wstępu do miejskich lasów po ogłoszeniu wprowadzenia podobnych obostrzeń w skali całego kraju w związku z zagrożeniem koronawirusem. Prezydent Jaśkowiak cofnął ten zakaz.

"Prezydent kłamał w sprawie lasów"

"Jestem zwolennikiem nazywania rzeczy po imieniu. Prezydent kłamał w sprawie lasów. Przykre jest to, że to mnie się dzisiaj zarzuca kłamstwo, a mogę powiedzieć z całą odpowiedzialnością, że na wszystko, o czym mówiłam w wywiadach, mam tzw. podkładkę" - powiedziała w czwartek (16 lipca) Kierzek-Koperska. 

Była zastępczyni prezydenta dodała, że posiada SMS-y od Jaśkowiaka, które przeczą jego twierdzeniom, jakoby decyzja o zakazie wstępu do lasów miejskich nie była z nim konsultowana.

"Nie lubi kobiet w swoim otoczeniu"

Według Kierzek-Koperskiej prezydent nie traktował jej na równi z innymi zastępcami. "Prezydent Jaśkowiak nie lubi kobiet w swoim otoczeniu. Nie jestem pierwszą zwolnioną kobietą na wysokim stanowisku przez pana prezydenta, bo wcześniej zwolniona została na przykład zastępca pana prezydenta - Agnieszka Pachciarz" - zauważyła.

"Jestem kobietą, nie jestem zupełnie z 'jego bajki'. W jego oczach jestem za słaba, za mało agresywna w swoim przekazie. Jestem kobietą i tego nie zmienię. Jestem z tego dumna. Nie pozwolę sobie wmówić, że to kompetencje zaważyły na moim odwołaniu" - podkreśliła.

Była wiceprezydent opisała też zachowanie Jaśkowiaka w stosunku do niej. "Mam dowody na krzyczenie na mnie w czasie obrad zarządu miasta, na odrębne zasady traktowania mnie jako jego zastępcy, mam dowody na odwoływane spotkań ze mną 'na minutę przed'. Jeżeli pan prezydent uważa, że kłamię, to może mnie pozwać" - dodała.

Rzeczniczka prasowa prezydenta Poznania Joanna Żabierek powiedziała, że Jacek Jaśkowiak nie zamierza występować na drogę prawną przeciwko swojej byłej zastępczyni.

Kierzek-Koperska zaprzeczyła, by chciała pozwać Jaśkowiaka do sądu. "Procesy trwają latami. A ja chcę na nowo zacząć życie. Mam rodzinę, jestem szczęśliwą kobietą. Chcę podjąć nowe wyzwania zawodowe. Mam na siebie kilka pomysłów. Natomiast utrata wizerunku w kwietniu bardzo mocną mną nadszarpnęła. Wiele osób twierdziło, że powinnam wystąpić na drogę sądową - zwolnienie mnie na chorobowym też jest co najmniej wątpliwe, natomiast nie wszystko zawsze musi być zakończone procesem" - zaznaczyła.

Zwolnienie przez SMS-a

Jak podkreśliła, w dniu zakomunikowania jej decyzji o zwolnieniu Jaśkowiak zadzwonił do niej jeden raz. "Nie mogłam oddzwonić, bo rozmawiałam na Skype z inną osobą. Dosłownie, jak tylko ją skończyłam, chwyciłam za telefon, chciałam oddzwonić, ale zauważyłam tego SMS-a. Już wiedziałam w jakiej sprawie pan prezydent do mnie dzwonił" - dodała Kierzek-Koperska.

Obecnie była wiceprezydent przebywa na zwolnieniu lekarskim. Jak zaznaczyła, oprócz SMS-a nie dostała z Urzędu Miasta żadnej informacji na temat swojego odwołania. 

"Nadal nie wiem, czy zostałam zwolniona zgodnie z trybem Kodeksu pracy. Poprosiłam Urząd Miasta o udostępnienie zarządzenia prezydenta w tej sprawie. Do tej pory go nie dostałam. Nie wiem, na jakich warunkach zostałam zwolniona, czy jestem zwolniona ze świadczenia pracy, czy muszę się w niej stawić, nic nie wiem, mam tylko jeden lakoniczny SMS" - podkreśliła.

Zrezygnowała z członkostwa w Nowoczesnej

Kierzek-Koperska, która była szefową wielkopolskiej Nowoczesnej, w poniedziałek (13 lipca) zrezygnowała z członkostwa w partii. 

"Razem ze mną wystąpiło kolejnych 12 osób. To już jest ponad 30 osób od początku czerwca. Dzisiaj Nowoczesna już nie jest tą partią, do której wstępowałam w 2015 r. Utraciłam zaufanie do przewodniczącego Adama Szłapki. Pod osłoną nocy zostałam, bez wcześniejszej rozmowy, bez wyjaśnienia, odwołana ze stanowiska przewodniczącej regionu, a także cofnięto mi rekomendacje na stanowisko zastępcy prezydenta Poznania" - powiedziała.

Była zastępczyni Jacka Jaśkowiaka zamierza wstąpić w szeregi Platformy Obywatelskiej. "Przez ten cały czas to Platforma mnie wspierała, nie szefostwo Nowoczesnej, a na to wsparcie bardzo liczyłam" - podkreśliła. Zapowiedziała, że jako polityk chce zajmować się głównie sprawami przeciwdziałania skutkom kryzysu klimatycznego. 

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje