Reklama

Reklama

Cimoszewicz: Chcieli usłyszeć Tuska, a nie Jażdżewskiego

- Wszyscy, którzy tam się pojawili lub zasiedli przed telewizorami chcieli usłyszeć wykład Tuska, a nie wykład Jażdżewskiego - ocenił w poniedziałek w Polsat News b. premier Włodzimierz Cimoszewicz.

Zdaniem Cimoszewicza naczelny pisma "Liberté!" "zachował się nieprawidłowo jako gospodarz i zapraszający Donalda Tuska". "Jażdżewski ma milion okazji do wypowiedzenia swoich poglądów. Można się z nim zgadzać, można się z nim nie zgadzać, ale to było jednak niewłaściwe" - mówił na antenie Polsat News.

Reklama

Cimoszewicz zwrócił uwagę, że było to także niewłaściwe, że względu na fakt, że Donald Tusk jest nadal przewodniczącym Rady Europejskiej. "Tusk jest ciągle przewodniczącym RE i nie należy go stawiać w kłopotliwych sytuacjach, prezentując w bardzo radykalny sposób swoje własne poglądy, bo wtedy on musi albo jasno się temu jednoznacznie sprzeciwić, co jest zgrzytem w tym całym wydarzeniu, albo przemilczeć. Wybrał to drugie - przemilczenie" - mówił b. premier.

Cimoszewicz zauważył także, że otoczenie Donalda Tuska powinno bardzo precyzyjnie ustalić scenariusz tego wydarzenia z organizatorami. W jego ocenie tak nie było. "Jestem o tym głęboko przekonany" - powiedział pytany, czy zakłada że Tusk nie znał treści wystąpienia swojego przedmówcy. "To jest niedopatrzenie ze strony jego otoczenia" - podkreślił.

Donald Tusk wygłosił w piątek na UW wykład pt. "Nadzieja i odpowiedzialność. O konstytucji, Europie i wolnych wyborach". Przemówieniu byłego premiera przysłuchiwało się liczne grono polityków opozycji, w tym liderzy PO, PSL oraz Nowoczesnej.

Przemówienie Tuska poprzedził wykład redaktora naczelnego pisma "Liberté!" Leszka Jażdżewskiego. Publicysta mówił m.in., że "Kościół katolicki w Polsce, obciążony niewyjaśnionymi skandalami pedofilskimi, opętany walką o pieniądze i o wpływy, stracił moralny mandat do tego, aby sprawować funkcję sumienia narodu".

Jażdżewski wyraził również pogląd, że "dziś agendę tematów dnia układają nam czarnoksiężnicy, którzy liczą, że przy pomocy zaklęć i manipulacji złymi emocjami będą w stanie zdobyć władzę nad duszami Polaków". "Ale rywalizacja na inwektywy i negatywne emocje z nimi nie ma sensu, dlatego że po kilku godzinach zapasów ze świnią w błocie orientujesz się w końcu, że świnia to lubi. Trzeba zmienić zasady gry" - powiedział. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje