Reklama

Reklama

Donald Tusk nie przyleci 1 września. "Nie jestem mile widziany"

Szef Rady Europejskiej Donald Tusk powiedział, że nie wybiera się na uroczystości, które odbędą się w niedzielę w Warszawie w 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej. "Nigdy nie narzucam się ze swoją obecnością, kiedy wiem, że nie jestem mile widziany" - powiedział Tusk.

Podczas rozmowy w piątek wieczorem w TVN24 Tusk został zapytany, czy wybiera się na uroczystości upamiętniające 80. rocznicę wybuchu II wojny światowej, które odbędą się w niedzielę w Warszawie.

Reklama

"Nie, nie wybieram się, ponieważ nie mam żadnych wątpliwości, że organizatorzy tej bardzo ważnej uroczystości w taki sposób postępują, żeby dać do zrozumienia, że nie chcą mnie tam widzieć, a ja nigdy nie narzucam się ze swoją obecnością, kiedy wiem, że nie jestem mile widziany" - oświadczył.

Tusk pytany, kiedy otrzymał zaproszenie na te uroczystości, odparł: "zaproszenie pojawiło się wczoraj na moim biurku". Tusk zauważył, że służby dyplomatyczne innych państw wysyłają tego typu zaproszenia z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. Całą sytuację określił jako niepoważną.

"Zaproszenie na 14 lipca do Francji, na uroczystości narodowe, wysyła się do mnie i do kolegów, z którymi współpracuję: premierów, prezydentów, na trzy miesiące przed takimi uroczystościami. Na uroczystości do Izraela prezydent Izraela wysyłał z rocznym wyprzedzeniem i to są pewne standardy" - powiedział Tusk.

Zaznaczył jednocześnie, że gdy 10 lat temu jako premier polskiego rządu organizował uroczystości 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej, nie miał żadnego problemu, by pierwszym przemawiającym był ówczesny prezydent Lech Kaczyński. "Nasze relacje nie były łatwe, spór polityczny był wówczas też bardzo gorący, ale szczerze powiedziawszy, do głowy by mi nie przyszło, żeby łamać reguły i traktować kogoś w sposób taki nieprzystający do dyplomacji" - ocenił.

Tusk: 2 grudnia ogłoszę decyzję

Donald Tusk zapowiedział, że 2 grudnia na antenie TVN ogłosi swoje dalsze polityczne plany - a więc m.in. czy wystartuje w wyborach prezydenckich.

Zapytany, czy decyzja została już podjęta, odparł: "Człowiek planuje, pan Bóg się śmieje". "Ja nic nie muszę, ale nie będę się wahał, jeśli będę widział, że to ma sens" - dodał.

O swoim odwiecznym politycznym rywalu Jarosławie Kaczyńskim Tusk powiedział: "Na pewno ma obsesję na moim punkcie. Trybunał Stanu, komisje, prokuratury... nie uciekam od tego. Ale to element kampanii oszczerstw pod tytułem 'wina Tuska'. Nie mam wątpliwości, że PiS zrobi wszystko, żeby uniemożliwić mi działanie na arenie Polski".

Pytany o wysokie poparcie PiS, stwierdził: "Nie ma takiego teflonu, który nie podlega zużyciu". 

Tusk przed Trybunał Stanu?

Donald Tusk skomentował wniosek przewodniczącego sejmowej komisji ds. VAT Marcina Horały, który chce, by były premier stanął przed Trybunałem Stanu.

"Mówi się o poprzednikach najstraszliwsze rzeczy. Sformułowano pod moim adresem najbardziej nieprawdopodobne zarzuty. Po czterech latach poseł Horała ogłasza, że postawią mnie przed Trybunałem Stanu, choć wie, że tego nie zrobią" - stwierdził Tusk.

"Wszystkie działania uszczelniające podjął mój rząd. Na ten problem chorowała cała Europa. Luka VAT-owska była problemem ogólnoeuropejskim. Mój rząd rozpoczął zmiany, które przyniosły pozytywne efekty" - powiedział były premier.

Politykę podatkową rządu tłumaczył kryzysem gospodarczym.

"Przyszło mi rządzić w czasie globalnego kryzysu. Udało się Polskę uratować przed bardzo głębokim tąpnięciem. Dziś czyni nam się z tego zarzut" - stwierdził Tusk.

Afera hejterska

"Ministerstwo Sprawiedliwości stało się ministerstwem nienawiści i pogardy" - powiedział Tusk, komentując tzw. aferę hejterską.

Według niego, "między bajki należy włożyć to, że nikt nie wiedział, co się dzieje w tym ministerstwie i co wyprawiają tam wiceministrowie, czy inni urzędnicy w tym ministerstwie". 

"Wszystko wskazuje na to, że oni znaleźli się tam właśnie dlatego, że mają tego typu przedziwne kwalifikacje. Przecież nie znaleźli się w najbliższym otoczeniu ministra Ziobry ze względów na jakieś nadzwyczajne etyczne czy estetyczne walory" - mówił Tusk. "Niestety, mam dość głębokie przekonanie, że stali się jakby rdzeniem tego ministerstwa właśnie dlatego, że są zdolni do takich rzeczy" - powiedział Tusk.

To - jak mówił - "jest rzecz niepokojąca i daleko wykraczająca poza kwestię kampanii, czy nawet poza kwestię personalną - Zbigniewa Ziobry". "Bo to pokazuje, że - i przecież nie jest to tylko syndrom Polski - że oszczerstwo, kłamstwo, takie zorganizowane już w bardzo nowoczesny - w sensie technologii - sposób, staje się narzędziem uprawnionym" - powiedział Tusk.

"Ja się z tym nie mogę jakoś zgodzić. Być może jest to trend - nie tylko w Polsce - ale moim zdaniem trzeba zrobić wszystko, żeby ten trend zatrzymać, a nie żeby ulec tej fascynacji złem. Bo to jest tak naprawdę fascynacja złem, złem, które bywa skuteczne w polityce na krótką metę, ale może poczynić szkody na długie lata, także w takiej społecznej mentalności" - powiedział Tusk.

Dla Tuska "pewnym zaskoczeniem" jest sytuacja, w której "ktoś może ulec temu złudzeniu, że problemem jest jednorazowa akcja pana Piebiaka, czy jego kolegów i kolegów pana ministra Ziobry".

"Przecież z tym zorganizowanym - jak to się dzisiaj mówi - hejtem, czyli z tą mową nienawiści, mamy do czynienia już od kilku lat" - stwierdził. "Jednym z pierwszych takich najbardziej klasycznych przypadków były wyczyny Jacka Kurskiego. Zresztą sam byłem wielokrotnie ofiarą tej metody myślenia, tego sposobu działania" - zaznaczył.

"Można by powiedzieć - nic nowego, gdyby nie to, że skala przerosła wszystkie nasze wyobrażenia, że z tych takich dość parszywych pomysłów na politykę zrobił się państwowy system, a nie wybryk tego czy innego polityka" - powiedział Tusk.

"Jeśli dzisiaj należy naprawdę bić na alarm, to nie dlatego, że jakiś zwyrodnialec uznał za stosowne wymyślać taką kampanię pogardy wobec pani sędzi Gersdorf na przykład, ale że mamy do czynienia ze zorganizowanym systemem upokarzania, z kampanią oszczerstw i to wszystko jest ulokowane gdzieś na szczytach władzy, a nie gdzieś na obrzeżach. To jest naprawdę niepokojące" - powiedział Tusk.

Sprawa lotów Kuchcińskiego

"To, co mnie uderzyło w tej sprawie, w sprawie marszałka Kuchcińskiego, ale nie tylko, bo przecież dotyczy to wielu, innych osób, to ta nadzwyczajna skłonność do zakłamywania rzeczywistości, do ukrywania faktów, do używania na przykład urzędników, którzy są od podawania informacji, do tego, aby tę informację zaciemniali" - mówił Tusk w TVN24.

Dodał, że to, czego się "najbardziej obawiał, to nie, że ktoś leciał samolotem rządowym, jeśli ten lot jest zgodny z prawem, czy z zasadami, ale to, że na wszystkie możliwe sposoby, zakłamuje się te fakty, ukrywa się dokumenty, i robią to także wysocy urzędnicy państwowi, czy sejmowi". "To jest najbardziej niepokojące" - podkreślił.

Tusk o lotach Tuska

Zapytany, czy sam ma sobie coś do zarzucenia w kwestii latania samolotem rządowym z Warszawy do Gdańska, po chwili namysłu odparł: "W pewnym sensie tak".

Tusk stwierdził, że kwestia jego lotów była opisywana jeszcze w czasie, kiedy był premierem. "Do dyspozycji opinii publicznej, mediów była cała dokumentacja. Nigdy niczego nie ukrywaliśmy i - według mojej wiedzy - wszystko to, co dotyczyło tych lotów było zgodne z prawem. Dzisiejsze sugestie, że z samolotu korzystała moja rodzina są - delikatnie mówiąc - pewnym nadużyciem" - powiedział były premier.

Dopytywany o loty na przykład z Warszawy do Gdańska, Tusk zapewnił, że jego rodzina "z zasady nie korzystała z tego typu transportu". "Był taki jeden przypadek, który został precyzyjnie opisany i się więcej nie powtórzył" - powiedział.

"Jeśli chodzi o polityków PiS-u, którzy raz na jakiś czas mówią, że zrobili coś może nie najwłaściwszego i w związku z tym, zapłacono na instytucje charytatywne, to z tym mamy, jak wiemy, bardzo złe doświadczenie, bo później się okazuje, że są to tylko słowa" - dodał.

Tusk o nieobecności Trumpa w Warszawie

Donald Tusk powiedział, że nie odczuwa żadnej satysfakcji z powodu nieobecności prezydenta Donalda Trumpa na zbliżających się uroczystościach w Warszawie.

Tusk dodał, że Donalda Trumpa poznał dobrze i obecny prezydent USA ma - według niego - "generalny, bardzo globalny obraz polityki". Tusk stwierdził, że nie sądzi, aby prezydent Trump brał pod uwagę to, czy jego obecność w Polsce wpłynie na trwającą tu kampanię wyborczą.

"Nie ma powodów, żeby się cieszyć" - skomentował Tusk odwołanie przez Trumpa wizyty w Polsce. "Widać wyraźnie, że Polska nie jest tym najwyższym priorytetem z punktu widzenia prezydenta Trumpa" - dodał, zaznaczając, że prezydent USA "jest skoncentrowany na Azji, głównie na wyzwaniu, jakie stanowią dla Stanów Zjednoczonych Chiny".

Tusk dodał, że bardzo żałuje tego, iż nie dojdzie w Polsce do spotkania Trumpa z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. Powiedział, że po "ostrej dyskusji na temat Rosji", do której doszło na szczycie G7, widać było "pewną rezerwę i dystans" Trumpa w stosunku do Ukrainy oraz "coś na kształt fascynacji Rosją i prezydentem Putinem".

"Ważnym momentem mogło być - i rola Polski i prezydenta Andrzeja Dudy byłaby tu naprawdę zauważalna i ważąca - spotkanie, już umówione, prezydenta Trumpa z nowym prezydentem Ukrainy" - powiedział Tusk. "Gdyby to było symbolicznie w Warszawie, w rocznicę wybuchu II wojny światowej, to mogłoby jakoś skorygować ten niepokojący stan relacji między Stanami Zjednoczonymi a Ukrainą" - dodał.

Tusk powiedział, że bardzo liczył, iż do takiego spotkania dojdzie oraz że przekonywał wcześniej prezydenta USA, aby ten "zmienił, chociaż trochę skorygował swój punkt widzenia na Ukrainę i kwestię konfliktu rosyjsko-ukraińskiego".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje