Dymisja na biurku

Aleksander Kwaśniewski otrzymał dokumenty dotyczące dymisji premiera i rządu. Prezydent przyjmie oficjalnie dymisję Leszka Millera jutro o 14. Potem nominację na szefa rządu otrzyma Marek Belka, który przedstawi skład swojej ekipy.

Kolejnym wyzwaniem nowej Rady Ministrów będzie zdobycie odpowiedniego poparcia w Sejmie. Markowi Belce nadal wymyka się około 30 głosów.

Reklama

Miller pod koniec marca oświadczył, że 2 maja - w dzień po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej - złoży rezygnację z funkcji szefa rządu. Podjął tę decyzję w związku z rozłamem z SLD, po którym - jego zdaniem - rząd nie ma możliwości prowadzenia skutecznej polityki.

Kilka dni po deklaracji Millera prezydent powierzył misję tworzenia nowego rządu prof. Belce, który przystąpił do rozmów z ugrupowaniami parlamentarnymi w celu uzyskania poparcia dla swojego gabinetu. Trwały one blisko miesiąc. Wczoraj media ujawniły skład rządu Belki.

Z wciąż nieoficjalnych informacji wynika, że w rządzie Belki znajdzie się siedmiu ministrów z gabinetu Leszka Millera, w tym wicepremier, minister gospodarki, pracy i polityki społecznej Jerzy Hausner oraz ministrowie spraw zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz i obrony Jerzy Szmajdziński.

Stanowiska mają zachować też dotychczasowi szefowie resortów: finansów - Andrzej Raczko, rolnictwa - Wojciech Olejniczak, kultury - Waldemar Dąbrowski oraz nauki - Michał Kleiber.

Wicepremierem ma zostać szefowa Unii Pracy Izabela Jaruga- Nowacka, choć nie jest jeszcze ostatecznie rozstrzygnięte, czy będzie wicepremierem ds. społecznych, czy bez teki.

Ministrem spraw wewnętrznych i administracji ma być Ryszard Kalisz (SLD), skarbu - Jacek Socha, edukacji - Mirosław Sawicki, infrastruktury - Krzysztof Opawski, zdrowia - Wojciech Rudnicki, a ministrem opieki społecznej - prof. Elżbieta Kryńska.

Ministrem sprawiedliwości ma być dotychczasowy wiceszef tego resortu Marek Sadowski. Szefem Kancelarii Premiera ma zostać Sławomir Cytrycki.

Od powołania rząd Belki będzie miał 14 dni na uzyskanie od Sejmu wotum zaufania, które posłowie uchwalają bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy (230) ustawowej liczby posłów.

Według przewodniczącego SLD Krzysztofa Janika, głosowanie w sprawie wotum zaufania dla Belki ma się odbyć na najbliższym posiedzeniu Sejmu, które będzie trwało od 11 do 14 maja. Wcześniej Janik zapowiadał, że głosowanie odbędzie się jak najszybciej, czyli już 4 lub 5 maja.

SLD wciąż jednak nie udało się zebrać wystarczającej liczby głosów poparcia dla nowego rządu i politykom Sojuszu zależy na zyskaniu czasu na dalsze negocjacje. - Czas jest kategorią pożyteczną - przyznał Janik.

Konsultacje i rozmowy oraz ujawnienie składu gabinetu Belki nie powiększyły jednak grona sympatyków nowego rządu na tyle, by bez trudu otrzymał on w Sejmie wotum zaufania. Na razie nowy rząd może liczyć na głosy SLD, UP i FKP. Zakładając 100-procentową frekwencję posłów tych klubów, daje to Belce 190 głosów.

Udzielenia poparcia konsekwentnie odmawiają nie tylko PO, PiS, LPR i Samoobrona, ale także te kluby, o których głosy SLD i Belka zabiegali najbardziej, czyli PSL i SdPl.

PO, PiS, PSL, LPR, Samoobrona oraz część mniejszych sejmowych kół (RKN, PP, Dom Ojczysty) przy pełnej frekwencji mają razem 173 głosy.

Języczkiem u wagi jest więc przede wszystkim 33-osobowy klub Socjaldemokracji Polskiej, a także koła Stronnictwa Konserwatywno- Ludowego (8 posłów) i Polskiego Bloku Ludowego (5 posłów) oraz 17- osobowa grupa posłów niezrzeszonych.

Lider SdPl Marek Borowski powiedział wczoraj, że jego formacja może poprzeć rząd Marka Belki, ale tylko wówczas, jeśli nowy premier zapewni, że zakończy swoją misję jesienią.

Jeżeli Belka będzie się jednak upierał, że chce rządzić do wiosny, to SdPl będzie głosować przeciw wotum zaufania - powiedział Borowski. Na decyzję lidera SdPl nie wpłynął nawet prezydent Kwaśniewski, który spotkał się z nim w czwartek.

Nie wiadomo, jak zagłosują SKL i PBL, ale niewykluczone, że ich posłowie podzielą się i część wesprze rząd Belki. Co do posłów niezrzeszonych to, jeśli jako zapowiedź tego, co może zdarzyć się przy wotum zaufania potraktować wyniki głosowania nad powołaniem Józefa Oleksego na marszałka Sejmu - Belka prawdopodobnie może liczyć na poparcie co najmniej siedmiu z nich (byłych posłów SLD i Samoobrony).

SLD nadal zamierza rozmawiać tak z ludowcami, jak i SdPl. Jak powiedział Janik, "do momentu, w którym pan premier Belka przyjdzie do Sejmu, jest jeszcze czas na rozmowy i decyzje".

Według jednego z członków zarządu krajowego Sojuszu, władze partii nie zabiegają już nawet o zawarcie trwałej koalicji, ale o zdobycie wystarczającej liczy głosów koniecznej do uzyskania przez rząd Belki wotum zaufania.

Niewykluczone, że część posłów SdPl, PSL i niektórych kół może w tym pomóc nie uczestnicząc w głosowaniu. Tak było na przykład podczas głosowania nad wotum nieufności dla ministra skarbu Zbigniewa Kaniewskiego.

Jeśli Belka nie uzyska wymaganej większości, wówczas Sejm w ciągu kolejnych 14 dni wybiera nowego premiera oraz przedstawiony przez niego skład Rady Ministrów bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów.

Według rozmówcy PAP, SLD będzie chciał przeczekać te dwa tygodnie i raczej nie zgłosi swojego kandydata na premiera. Niewykluczone jednak, że wówczas kandydaturę prezesa PSL Janusza Wojciechowskiego na szefa rządu zgłoszą ludowcy, licząc na wsparcie kół ludowych i części LPR. Taką koncepcję - z ludowcem jako premierem - lansował już PSL w rozmowach z SLD.

Jeśli Sejmowi nie uda się wyłonić rządu, wówczas inicjatywa wraca do prezydenta, który desygnuje kandydata na premiera, a następnie powołuje go wraz z rządem. Tym razem jednak do uzyskania w Sejmie wotum zaufania wystarcza zwykła większość głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów.

Prawdopodobnie wówczas prezydent ponownie postawiłby na Marka Belkę, który tym razem nie miałby już większych kłopotów z uzyskaniem wotum zaufania. Z informacji PAP wynika, że Belka nie odmówiłby ponownego podjęcia się misji tworzenia rządu.

W przypadku, gdyby i tym razem rządowi nie udało się zdobyć poparcia, to - zgodnie z konstytucją - prezydent skraca kadencję Sejmu i zarządza nowe wybory.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje