Dziadek na wagę złota

21 stycznia to Dzień Babci, a 22 - Dzień Dziadka. To okazja, by przypomnieć o tym, jak trudno dziś bez wsparcia babci i dziadka zrobić karierę, a czasem po prostu przeżyć do pierwszego.

Dla rzesz zakładających własne rodziny młodych ludzi często to właśnie ich rodzice, którzy dzięki emeryturom czy rentom mają stałe dochody, są dziś na wagę przetrwania. Babcia chętnie zaopiekuje się też dzieckiem czy ugotuje obiad.

Reklama

Biznes kwitnie dzięki mamie

Dorota i Arek Janiszewscy założyli w Krakowie firmę. Handlują opakowaniami. Interes rozwijał się zachęcająco, jednak życie rodzinne ma swoje prawa. Janiszewscy doczekali się czwórki potomstwa. Dorota próbowała zostać z dziećmi w domu, ale bez jej inicjatywy firma traciła sporo zamówień. Na prośbę męża wróciła za biurko. Kiedy jednak pracuje się 13 godzin na dobę, trudno zajmować się maluchami.

- Opiekunka nie wystarczała. Ciągle czegoś nie udawało nam się załatwiać w terminie, a dzieci prawie nie widywaliśmy. Poza tym to było kosztowne. Odetchnęliśmy dopiero, gdy moja mama przeniosła się do Krakowa - mówi Dorota. - Po kilku miesiącach dołączył do niej tato. Teraz wszystko działa jak w zegarku. Dziadek odprowadza dzieci do przedszkola. Zawsze mamy smaczny obiad. Gdyby nie ich pomoc, firma nie mogłaby się rozwijać. Nie mielibyśmy czasu dla austriackich kontrahentów, a kontakty z nimi zapewniają nam najwięcej dochodów.

Ojciec pani Doroty uśmiecha się, kiedy słyszy, ile korzyści przysparza biznesowi córki i zięcia. - Zostałem kapitalistą - cieszy się.

Bez wsparcia rodziców nie może się też obejść 37-letnia Jolanta Popielarz z Gdyni, która razem z mężem prowadzi firmę spedycyjno-transportową. - Przenieśliśmy się do centrum miasta. Teść zajął się naszymi dwoma córkami, więc nie musimy ciągle wpadać do domu i sprawdzać, czy nie doszło tam do katastrofy, gdy obsługiwaliśmy klienta - mówi pani Jolanta. Jej teściowa, która zna kilka języków obcych, pełni dyżury w firmie, kiedy państwo Popielarzowie biegają po urzędach.

Jedyne źródło gotówki

Wagę emerytów doceniają też mieszkańcy wsi. 35-letni Adam Kwidzyński do niedawna był spokojny o przyszłość. 35-hektarowe gospodarstwo na Kaszubach wystarczało mu na utrzymanie. Ale w ciągu ostatnich dwóch lat sytuacja się zmieniła. Gdyby nie emerytura rodziców, którzy wiele lat temu przepisali na syna gospodarstwo, w domu nie byłoby często pieniędzy.

- Nie sprzedałem ani kilograma ziemniaków. Nie było chętnych. Za mleko dostaję grosze. Poza tym mleczarnia rzadko płaci za dostawy w terminie. Tylko dzięki emeryturze rodziców nie musiałem pożyczać na życie od sąsiadów - mówi gospodarz.

Niedawno Adam zmienił stan cywilny. Narodziny syna, który okazał się chorowitym dzieckiem, jeszcze nadwątliły portfel rodzinnych zasobów. - Emerytura teściów daje nam trochę nadziei, że przetrwamy - tłumaczy Barbara, żona Adama.

- Mój szwagier nie związałby końca z końcem, gdyby zabrakło emerytury teścia - twierdzi Grażyna Markiewicz z Krakowa, której krewni mają 8-hektarowe gospodarstwo niedaleko Proszowic. - Te kilkaset złotych to szansa na opłaty choćby za światło i gaz. Nawet moje małe kuzynki wiedzą, że najważniejszy w rodzinie jest dziadek - dodaje.

Czekając na listonosza

Jeszcze cenniejsze są emerytury 60- i 70-latków, którzy pod swój dach przyjęli bezrobotne dzieci. - Mój 21-letni syn szuka pracy od 14 miesięcy. Skończył technikum i nie potrafi znaleźć poważnego źródła dochodów. Żyjemy z mojej renty - mówi Stefania Englert z Nowej Huty.

- Na początku miesiąca staram się rzadziej wychodzić z domu. Boję się, że listonosz przyniesie emeryturę, kiedy mnie nie będzie. A na nią czekają dzieci. Córka niedawno straciła pracę w biurze stoczni, a syn jest na zasiłku dla bezrobotnych - mówi 66-letni Grzegorz Gabryś z Gdyni. - Nawet wnuk bierze udział w podziale budżetu. Co miesiąc przygotowuje koperty, do których wkładamy po kilka banknotów i piszemy na nich, na co i kiedy mogą być wydane. Ostatnio powiedział, że chciałby już być na emeryturze, bo mógłby kupić sobie rolki...

Emeryci mają też inne zasługi dla gospodarki. - Starsi ludzie nie wydają majątku na modne ciuchy, ale za to przychodzą regularnie po ulubione drobiazgi, bo nie przepadają za supermarketami - twierdzi właścicielka butiku na krakowskim osiedlu Kurdwanów.

- Nasze buty kupują przede wszystkim starsi klienci. Dlatego błogosławię emerytów, którzy lubią wyroby mojej rodziny. Gdyby nie oni, poszlibyśmy z torbami - twierdzi Małgorzata Bartuś ze Słupska, której sklep i warsztat szewski przynosi stałe dochody.

A emeryci to solidni kontrahenci. Wielu potrafi coś zaoszczędzić. Zadowolone są więc także banki, bo oszczędzają w nich często ci, którzy ukończyli 60. rok życia. 21 i 22 stycznia naprawdę jest zatem co świętować. Tym bardziej, że babcią i dziadkiem zostanie większość z nas...

Dowiedz się więcej na temat: złoto | gospodarstwo | Dzień Dziadka | Po prostu | złota | dziadek

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy