Reklama

Reklama

Ewa Kopacz: Nikt nie odchodzi z PO

- O rozłamach w Platformie Obywatelskiej mówią ci, którzy jej źle życzą. Rozłamów jako takich nie ma. Jedyną rzeczą, której nie można dziś PO zaproponować to to, żeby stała się frakcyjna - mówi Gość Krzysztofa Ziemca w RMF FM, była premier Ewa Kopacz. Pytana o odejścia z partii odpowiada: "Zostawmy spekulacje, bo fakty są takie, że nikt z klubu parlamentarnego nie wychodzi".

Krzysztof Ziemiec: Ponad 100 tys., wniosków wczoraj w programie 500 plus - chyba sukces. Zazdrości pani tego sukcesu rządowi?

Reklama

Ewa Kopacz: Ja w ogóle generalnie z natury ludziom niczego nie zazdroszczę. Życzę im jak najlepiej. Rzeczywiście radość tych, którzy wczoraj mieli szansę złożyć te wnioski i liczą na to, że te pieniądze dostaną, i pewnie smutne oczy tych dzieci, które są jedynakami, a których dochód na osobę przekracza 800 złotych. I pewnie smutne oczy dzieci, które są w domach dziecka, które nie mogą na to liczyć - nikt w ich imieniu nie złoży tych wniosków. Czas pokaże, na ile to był sukces propagandowy, jak to wczoraj pokazywano: te wycieczki, busy, duże pieniądze na tę reklamę - a jednocześnie czas będzie najlepszym weryfikatorem tego, co się zdarzy w przyszłości.

Czyli widzi pani plusy ujemne. A premier Beata Szydło mówi - PO miała 8 lat i nic nie zrobiła w tej kwestii, a dziś mówi tak, jakby zazdrościła.

- Nie, PO budowała żłobki, przedszkola. Wie pan, że dzisiaj dzięki tym pomysłom PiS część dzieci, nawet tych dzieci, które niestety nie dostaną tych 500 złotych, to ich rodzice - dlatego że nie mogą pójść do szkoły w tej chwili w wieku 6 lat, będą musiały wrócić do przedszkola - nie zapłacą symbolicznej kwoty, tylko pójdą do prywatnego, bo w państwowych nie będzie miejsca. I zapłacą zdecydowanie więcej. My uprawialiśmy taką politykę prorodzinną kompleksową, a nie rozdawnictwo pieniędzy. Każda pomoc, którą można dzisiaj zaoferować, szczególnie rodzinom, rodzinom wielodzietnym, jest jak najbardziej cenna, ale należy to wpisywać w kompleksową pomoc całej rodzinie, a nie rozdawnictwo pieniędzy.
 

Ale widać, że ten program bardzo się ludziom podoba, większość Polaków docenia i oczekuje zmian pozytywnych. Jak pani dzisiaj, z perspektywy tego minionego roku ocenia swoje premierowanie, swoje urzędowanie? Może coś trzeba byłoby zmienić, żeby wynik wyborów był inny jesienią?

- Cofać się w czasie na pewno nie możemy, a szkoda, bo z całą intensywnością pewnie to, co zapowiedziałam w expose bym realizowała. I tak udało mi się niemal  90 proc. zrealizować. A dziś efektem tej mojej pracy przez rok, przez 14 miesięcy jest to, że obecny rząd może z taką lekkością rozdawać te pieniądze. Zostawiliśmy państwo w dobrej kondycji finansowej, stabilnymi finansami publicznymi. Dzisiaj nie ma problemu dzięki temu, że ten program socjalny - choćby nie wiem jak zaklinać rzeczywistość - on jest programem socjalnym.

Ale Beata Szydło mówi: będą pieniądze na to w budżecie.

- Te pieniądze były w budżecie dzięki temu, że my potrafiliśmy racjonalnie i odpowiedzialnie dysponować tymi pieniędzmi. Dzisiaj oni mogą te pieniądze wydawać. Czy słusznie je wydają i w dobrym kierunku - czas pokaże. Ja wiem tylko jedno - tę nadzieję, którą dano wczoraj, tak burzliwie, przy tej całej kampanii reklamowej, nie można tej nadziei odebrać. Czyli następne budżety muszą być na tyle stabilne, i muszą być na tyle wiarygodne, że będą pieniądze na te dzieci, które w tym roku dostają te pieniądze, ale też te dzieci, które się urodzą - każdego roku rodzi się ponad 400 tys. dzieci w Polsce - a więc wydatki z roku na rok powinny być większe. Że te pieniądze, na ten wydatek, na te 500 zł, na te co poniektóre dziecko, a nie na każde dziecko - znajdą się w kolejnych budżetach.

Jeśli PO kiedyś doszłaby do władzy, zmieniłaby coś w tym programie, zlikwidowała go?

- Platforma dojdzie do władzy, ma nadzieję, dlatego że myśli racjonalnie i z przykrością stwierdzam, że będzie miała wiele do roboty. Będzie musiała niestety od nowa reperować te finanse publiczne, które przez obecnie rządzących są tak lekkomyślnie w tej chwili  wydawane. Będziemy mieli, co robić. Ale chcę przypomnieć, że to my, mimo że równocześnie byliśmy bardzo ostrożni w rozdawnictwie pieniędzy, to każda matka, która urodziła dziecko, niezależnie od tego czy pracowała, czy nie pracowała, czy była studentką, rolniczką, czy miała umowę o pracę, czy umowę zlecenie - nie dzieliliśmy tych, które mają otrzymać te 1000 zł za to, że w ich rodzinie urodzi się dziecko. Tu niestety te dzieci, wracając do 500+, zostały podzielone. I proszę mi wierzyć, może rodzice między sobą nie będą mieli żalu, ale dzieci rozmawiające w przedszkolu, jedni, którzy przynoszą nowe zabawki i mówią: ja jadę z rodzicami na basen, a drugie powie: ja nie dostałem 500 zł, będzie czuło żal.

Zobaczymy, zobaczymy, bo to jest dopiero początek.

- Dzisiaj to różnicowanie dzieci, ta wrażliwość jest zdecydowanie większa, niż dorosłych i szkoda mi ich.

Jak pani dzisiaj widzi swoją pozycję w Platformie, jak pani w ogóle widzi Platformę?

- Ja generalnie widzę Platformę, jako partie, która dzisiaj ma do odrobienia kawał lekcji. Jestem przekonana, że to się uda. Jedyną rzeczą, której nie można dzisiaj Platformie zaproponować to to, żeby Platforma nagle stała się frakcyjna. Dzisiaj Platforma jak jedna pięść musi pójść do przodu...

Ale tak jest? Widać to wyraźnie, są rozłamy...

- Nie,  o tym się mówi i o tym mówią najczęściej ci, którzy źle życzą Platformie. Rozłamów w Platformie jako takich nie ma i w klubie parlamentarnym, kiedy spotykamy się przed każdym posiedzeniem Sejmu, na klubach wyjazdowych, zawsze mówimy odważnie, mówimy z czym się nie zgadzamy, ale wychodzimy jako jedna drużyna i wtedy przekaz, jaki jest ustalony po tej burzliwej niekiedy, ale odważnej i szczerej dyskusji - u nas nie ma zamordyzmu, u nas nie ma nakazu, że masz mówić dokładnie tak. Nikt nas nie pozbawia samodzielnego myślenia.

A pani zgadza się z rządami Grzegorza Schetyny, bo one są dla niektórych chyba dość trudne?

- Rządy jak rządy, mamy nowego szefa, ma swój pomysł na Platformę, ma pomysł na rządzenie w tej Platformie, a dzisiaj naszą rolą jest wspierać go w tych jego pomysłach. Grzegorz Schetyna jest otwarty na nowe pomysły. To nie jest tak, że przychodzi i mówi: ja mam monopol na to, jak ma wyglądać wizerunek Platformy, jakie są pomysły na przyszłość dla Platformy, mówi: mówmy o tym wspólnie, więc wspieranie dzisiaj Grzegorza Schetyny to wręcz nasz obowiązek, wszystkich członków Platformy.

Będą rozłamy w partii, odejdzie parę osób czy nie?

- A ktoś ma takie nadobne życzenia?

Mówi się o Stefanie Niesiołowskim, nawet Agnieszka Pomaska wchodzi w grę, Sławomir Nitras.

- Gdyby pan indywidualnie każdego z nich zapytał - zaprzeczą. Spekulacje, szczególnie personalne, zawsze cieszyły się szczególną popularnością, więc zostawmy spekulacje i trzymajmy się faktów, a fakty są takie, że nikt z klubu parlamentarnego nie wyjdzie.

A pani?

- Co ja? Ja jestem w Platformie od 15 lat i proszę mi wierzyć, że wyznaję zasadę: lojalność tak w życiu prywatnym, jak i w polityce jest rzeczą bardzo cenną i tę zasadę wyznaję. Jestem tak samo lojalna w życiu prywatnym jak i w polityce.

Jak pani ocenia wizytę prezydenta w Stanach Zjednoczonych? Mówiło się, że nie dojdzie do spotkania, tymczasem doszło do spotkania w cztery oczy. Mamy decyzję o amerykańskich wojskach w Polsce...

- No tak, ja bardzo krótko, bo nagle widzę, że to urosło do jakiejś rangi - święto narodowe będziemy ogłaszać tylko dlatego, że nasz prezydent pojechał tam, gdzie powinien pojechać, bo to jest jego obowiązek? No nie. Pojechał, mówił o rzeczach ważnych dla Polski i reprezentował, najlepiej jak potrafi, polskie interesy.


A nie jest tak, że opozycja chciała obniżyć rangę tej wizyty?

- Pojechał tam i nie spotkał się w bardzo konkretnej godzinie, w konkretnym miejscu z prezydentem Obamą, ale niewątpliwie miał okazję chwilę z nim porozmawiać, wtedy kiedy prezydent Obama się z nim witał. Nagle nie czyńmy z tego Bóg wie, jakiego wydarzenia. Ale chcę zwrócić uwagę, że w czasie tej krótkiej rozmowy, nawet tej krótkiej - podczas podawania ręki i pozowania do wspólnego zdjęcia - jednak prezydent Obama miał czas rozmawiać również o rzeczy najistotniejszej - o Trybunale Konstytucyjnym. Czy to nie jest symptomatyczne? O tym mówił sam minister Szczerski, a więc skoro miał czas mówić o Trybunale Konstytucyjnym to znaczy, że sprawy Polski i sytuacji, która w tej chwili w Polsce jest, są ważne i obserwowane również w Stanach Zjednoczonych - u naszego sojusznika. Pan mówi o tej dywizji pancernej - to chcę panu przypomnieć, że nieładnie, tak w życiu prywatnym też, nieładnie podpisywać się pod cudzymi sukcesami. Sprawa tej dywizji, sprawa obecności wojsk były ustalane jeszcze za poprzedników i to zarówno byłego ministra obrony czyli ministra Siemoniaka, jak i poprzedniego - pana prezydenta - Bronisława Komorowskiego.

Choć decyzja została ogłoszona w czasie wizyty Andrzeja Dudy.

- To ładnie ze strony Amerykanów, że wywiązali się ze słowa i przyrzeczeń, które dawali poprzednikom.

Czeka pani na propozycję prezydenta w sprawie Trybunału? Bo dzisiaj, po powrocie, ma coś przedstawić.

- Wie pan ja długo czekałam, i myślę, że nie tylko ja, ale również ci Polacy, którzy wychodzą razem z KOD-em na ulicę i nie tylko z KOD-em - również ci, którzy nie należą, nie przyznają się i nie popierają żadnej partii, ale chcą żyć w kraju demokratycznym, wychodzą na ulicę. I ci ludzie czekali, bardzo długo czekali. Ja też czekałam, wtedy kiedy spotkał się prezes Kaczyński z przedstawicielami wszystkich innych partii, że wreszcie człowiek, który ma wszystkie instrumenty w ręku, naczelnik tego państwa, że on wyłoży na stół i powie: tak, ja decyzję, odpowiedzialną decyzję zaproponuję pani premier Szydło, żeby opublikowała wyrok Trybunału Konstytucyjnego, a do pana prezydenta wystąpię...

Czyli cokolwiek dzisiaj by powiedział, zdaniem pani, i tak to nic nie zmieni?

- Nie, zaskoczyłby mnie, gdyby rzeczywiście powiedział: wystąpię do pana prezydenta po to, żeby zaprzysiągł trzech, legalnie wybranych sędziów Trybunału w poprzedniej kadencji.

Dziękuję bardzo. Ewa Kopacz, była premier była dziś naszym gościem. To prawda, że wraca pani do szpitala? Do leczenia?

- Plotka jednak mimo wszystko ma olbrzymi zasięg. Jak się tak stanie, pan będzie pierwszy panie redaktorze, którego poinformuję.

Rozmawiał: Krzysztof Ziemiec





Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy