Hanna Gronkiewicz-Waltz: Będziemy się odwoływać

"Składamy apelację" - oznajmiła prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, odnosząc się do wczorajszej decyzji warszawskiego sądu okręgowego, który uchylił decyzję o zakazie organizacji Marszu Niepodległości.

"Będziemy się odwoływać, składamy apelację. Uważam, że przepis, który pozwala na prewencyjny zakaz, jest martwy" - oceniła Hanna Gronkiewicz-Waltz na piątkowej konferencji prasowej. Wskazała, że "skoro nigdy nie można zakazać marszu, czy zgromadzenia, to znaczy, że taki przepis jest martwy". Dodała też, że lepiej ten przepis zlikwidować, niż opierać się na tym, że daje on zezwolenie na zakazanie marszu.

Reklama

"Jeszcze nigdy sąd nie orzekł, że zakaz jest właściwy" - zauważyła.

"Oczywiście, że się odwołujemy i będziemy używać argumentów" - podkreśliła prezydent stolicy. Jednym z takich argumentów - wskazała - jest "zarządzenie premiera Mateusza Morawieckiego", który zapowiedział, że do pomocy policji podczas marszu państwowego skieruje Żandarmerię Wojskową. Jej zdaniem, "to znaczy, że oceny ratusza, że policja sobie nie poradzi, były słuszne".

"Zobaczymy, czy pokażą się ci faszyści"

Zapytana o kolejne argumenty, odparła, że są to kwestie bezpieczeństwa. "Zobaczymy, czy pokażą się ci faszyści, którzy byli zapowiadani, z Włoch czy ze Słowacji" - powiedziała. Dodała też, że "nie wiadomo w jakim zakresie policjanci wrócą do pracy", odnosząc się do masowych w ostatnim czasie zwolnień lekarskich wśród funkcjonariuszy.

Gronkiewicz-Waltz nawiązała również do czwartkowego porozumienia podpisanego między szefem MSWiA Joachimem Brudzińskim a związkowcami służb mundurowych, którzy protestowali od lipca domagając się m.in. podwyżek. Jej zdaniem na to "wczorajsze porozumienie wpłynęły m.in. decyzje (władz) Warszawy i Wrocławia o zakazie marszu". "Dzieją się rzeczy, które wskazują na to, że administracja państwowa zdaje sobie sprawę, że sytuacja była niedobra. Inaczej nie byłoby tych dodatkowych zabezpieczeń" - oceniła.

"Ja jestem od tego, żeby dbać o bezpieczeństwo warszawiaków i gości, którzy tu przyjadą. Na 11 listopada do Warszawy przyjeżdżają całe masy ludzi, mogłam się o tym przekonać w poprzednich latach" - podkreśliła. "Nie interesuje mnie ocena polityczna, mnie interesuje tylko i wyłącznie merytoryczna ocena moja, moich służb, czy jest bezpiecznie, czy nie" - zaznaczyła.

"Odpowiedzialność za bezpieczeństwo już nie leży po stronie miasta"

Wskazała jednocześnie, że odpowiedzialność za bezpieczeństwo podczas niedzielnego marszu "już nie leży po stronie miasta, bo miasto zadbało o to, próbowało, zakazało i przegrało w sądzie".

W środę prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz Waltz zakazała Marszu Niepodległości 11 listopada, który organizowany jest przez Stowarzyszenie Marsz Niepodległości współtworzone przez m.in. Młodzież Wszechpolską, ONR i Ruch Narodowy. Organizatorzy złożyli zażalenie na tę decyzję. W czwartek wieczorem Sąd Okręgowy w Warszawie nieprawomocnie uchylił decyzję prezydent Warszawy. Według sądu "prewencyjne zakazywanie marszu jest przedwczesne".

W związku z decyzją prezydent stolicy odbyło się spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Morawieckiego, podczas którego ustalono, że zostanie zorganizowany "wspólny biało-czerwony marsz", który będzie miał charakter uroczystości państwowej, organizowanej przez rząd. Marsz odbędzie się pod patronatem prezydenta RP.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje