​Interia: Nauczyciele za strajkiem. Co zrobi rząd?

Przeprowadzane od kilkunastu dni referendum w szkołach daje jednoznaczne wyniki - nauczyciele wyraźnie opowiadają się za strajkiem. Ostatnią szansą na uniknięcie paraliżu jest porozumienie między Związkiem Nauczycielstwa Polskiego a rządem.

Referendum zorganizowane przez Związek Nauczycielstwa Polskiego trwa do 25 marca. Nauczyciele odpowiadają wyłącznie na jedno pytanie: "Czy wobec niespełnienia żądania (...) dotyczącego podwyższenia wynagrodzeń zasadniczych nauczycieli, wychowawców, innych pracowników pedagogicznych i pracowników niebędących nauczycielami zatrudnionych w (...) o 1000 zł z wyrównaniem od 1 stycznia 2019 r., jesteś za przeprowadzeniem w szkole (...) strajku począwszy od dnia 8 kwietnia 2019 roku?".

Reklama

- Pełnych danych ogólnopolskich nie mamy, ponieważ sytuacja cały czas jest dynamiczna. W najbliższych dniach zarządy oddziałów ZNP będą jeszcze podejmowały uchwały w sprawie zorganizowania referendów strajkowych - mówi Interii rzecznik prasowa ZNP Magdalena Kaszulanis.

Z naszych ustaleń wynika jednak, że szkoły zdecydowanie opowiadają się za strajkiem. Niemal w każdej, od której otrzymaliśmy informacje, wynik głosowania wynosi wyraźnie ponad 90 procent. Przykłady?

Jedna z warszawskich szkół podstawowych - 100 proc. na tak (w referendum wzięło udział 94 proc. nauczycieli).

Jedna z podkrakowskich szkół podstawowych - 88 proc. nauczycieli opowiada się za strajkiem (głosowało 78 proc.).

Inna ze szkół podstawowych nieopodal Krakowa - 100 proc. nauczycieli na tak.

Łączny wynik referendum w powiecie gorzowskim - 98 proc. nauczycieli za strajkiem.

Głosowanie wciąż trwa, a w wielu szkołach, np. w woj. lubelskim, odbędzie się w ostatniej chwili - w piątek popołudniu.

Wydaje się więc, że wyniki referendum, które poznamy 25 marca, kiedy odbędą się ostatnie głosowania, będą druzgocące. ZNP przekonuje, że w sporze zbiorowym z MEN pozostaje ok. 80 proc. placówek oświatowych. Jeśli wyniki referendum to potwierdzą, może dojść do impasu w oświacie, jakiego jeszcze nie było.

Plan działań

Strajk nauczycieli to realna wizja, chyba że wcześniej dojdzie do porozumienia między ZNP a rządem. We wtorek o dialog zaapelował prezydent Andrzej Duda, który spotka się w środę wieczorem z premierem Mateuszem Morawieckim.

Tymczasem od godz. 12 trwa wewnętrzne spotkanie oświatowej "Solidarności", którego efektem ma być ustalenie wspólnego stanowiska co do strajku szykowanego przez ZNP. Być może i ten związek poprze strajk, a wówczas byłaby to akcja, której skali jeszcze nie obserwowaliśmy.

Swoje dorzucili też prezydenci największych polskich miast, którzy apelują o zdrowy rozsądek, licząc jednocześnie, że MEN zacznie rozmowy i z nimi. Są niezadowoleni, że duża część wydatków na oświatę, a raczej reformę edukacji, pochodzi właśnie ze środków samorządów.

Kalkulator w ręce

Tymczasem rząd musi dobrze skalkulować. Wiceminister MEN Maciej Kopeć mówił, że spełnienie postulatów ZNP to dla resortu "nie 1000 zł podwyżki, a 15 mld zł więcej". Sęk w tym, że jak wyliczył Instytut Badań w Oświacie, ewentualny strajk może przynieść straty rzędu 195 mln zł... dziennie (czytaj więcej na ten temat).

Oznacza to tyle, że wystarczy 10 dni strajku, by 2 mld zł zostały wyrzucone w błoto. Inna sprawa to nadszarpnięty wizerunek MEN, nerwy dzieci i ich rodziców, a przede wszystkim - paraliż w trakcie egzaminów ósmoklasistów i gimnazjalnych, który może spowodować reakcję łańcuchową, czyli problemy ze sprawdzeniem prac na czas i rekrutacją do szkoły średniej.

Tymczasem nauczyciele nie wierzą, że pieniędzy nie ma. Ich złość potęguje zapowiedź przeznaczenia 40 mld zł na tzw. nową piątkę PiS, a także dofinansowanie telewizji publicznej i radia na kwotę 1,26 mld zł.

Zaniepokojone są też samorządy, na których spoczywa zorganizowanie zajęć zastępczych. W niektórych miastach już od kilkunastu dni działają sztaby kryzysowe, które mają zapewnić w miarę sprawne funkcjonowanie placówek oświatowych w momencie ogólnopolskiego strajku. Samorządy jednocześnie liczą dodatkowe koszty, bo zgodnie przyznają, że strajk nie jest im na rękę i dodatkowo obciąży budżet.

Poseł PiS: Błędem jest podwyższanie płac tylko dla niektórych zawodów (czytaj tutaj)

Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje