Reklama

Reklama

Jerzy Dziewulski, były szef brygady antyterrorystycznej na warszawskim Okęciu

O porwaniu samolotu, który ostatecznie rozbił się w Pensylwanii i bohaterskiej postawie jego pasażerów rozmawiają Jerzy Dziewulski i Tomasz Skory.

Tomasz Skory: Dzisiaj, dwa dni po nowojorskim zamachu wiemy już, że na pokładzie porwanego samolotu, który rozbił się pod Pittsburghiem, pasażerowie w głosowaniu zdecydowali się próbować odbić kabinę pilota. Pan wie coś więcej na ten temat?

Reklama

Jerzy Dziewulski: Wiem. Parę słów informacji uzyskałem od moich kolegów ze SWAT z Nowego Jorku. Otóż wszystko wskazuje na to, że jeden samolotów został uprowadzony przez ludzi, którzy umieścili się w luku bagażowym. To jest jedna z najprostszych technik opanowywania pokładu samolotu pasażerskiego.

Tomasz Skory: Z luku bagażowego można się przedostać na pokład?

Jerzy Dziewulski: Naturalnie. Jest taka możliwość. Istnieją takie specjalne przejścia z luku bagażowego na pokład pasażerski. To są przejścia ukryte, przeważnie pod dywanem, przejścia na wkręty albo też specjalne mocowania. Ci co opanowywują pokład dobrze wiedzą, gdzie te przejścia są.

Tomasz Skory: Pasażerowie nie reagują na takie wyjście kogoś spod podłogi?

Jerzy Dziewulski: Pasażerowie reagują, ale przeważnie reagują strachem. To jest przerażające, ktoś nagle między nogami, głowa wystaje, zapada się kawałek podłogi i zostaje odcięty kawałek dywanu. Ja to przeżywałem sam. Wchodziłem kiedyś tak i widziałem pasażera, który w ciągu 20 sekund spocił się tylko na mój widok. Zatem mogę sobie wyobrazić sytuację iż ci ludzie wchodzą tym właśnie małym wejściem i przedostają się na górę. Pasażerowie ci, którzy to widzą są sparaliżowani, bo nie wiedzą co się dzieje. Jakiś wariacki stan, ktoś wychodzi spod podłogi i następuje atak. Tak można było sobie to wyobrazić.

Tomasz Skory: Atak na kabinę pilota?

Jerzy Dziewulski: Atak natychmiast na kabinę pilota. Droga do kabiny pilota jest zagrodzona wyłącznie drzwiami tekturowymi. Tak naprawdę to jest rama aluminiowa obita grubszą tekturą, plus materiał ozdobny. A więc kilka kopniaków i dostają się do środka, ale przeważnie takie drzwi są na liniach amerykańskich otwarte co jest niezgodne z przepisami. Dostają się, uderzają natychmiast w prawego pilota, bo lewy musi utrzymać jednak kurs. Czyli kapitan na lewym fotelu siedzi, uderzają w prawego pilota, uderzają w stewardesy, następnie kiedy już opanowali pokład samolotu wyciągnęli także kapitana zza fotela. Mam informację, to już jest pewna informacja iż wszystkich wyciągnęli zza foteli, postawili wzdłuż korytarza razem z pasażerami. Pasażerowie stali, nie siedzieli na fotelach, tylko stali w korytarzu. Dlaczego to zrobili? Nie wiem. To irracjonalne. Być może mieli tyle adrenaliny, że nie chcieli po prostu pasażerów w spokoju pozostawiać. Atakowali ich tymi nożami, tak naprawdę to plastikowymi nożami. Ale to nie o to chodzi, grozili im, że mają bombę i to było skuteczne.

Tomasz Skory: Wywoływali terror. Przechodząc do sytuacji na tym samolocie, który rozbił się gdzieś w polu pod Pittsburghiem, tam w głosowaniu pasażerowie podjęli decyzję o próbie odbicia kabiny pilotów.

Jerzy Dziewulski: Tak. Rzecz niewiarygodna, czegoś takiego jeszcze nie słyszałem. Otóż taką decyzję to powinien podjąć rząd amerykański. Z prostej przyczyny - to rząd już miał już na karku dwa samoloty, które uderzyły w budynki i wiedział, że ten trzeci, czwarty muszą zostać zestrzelone, nie ma innego wyjścia.

Tomasz Skory: Myśli pan, ze ten samolot należało zestrzelić?

Jerzy Dziewulski: Bez wątpienia. Skutki zestrzelenia to byłoby kilkudziesięciu pasażerów. Skutki uderzenia to dziesiątki tysięcy być może. Zatem taka kalkulacja wchodziła w rachubę. Tu nie ma alternatywy. Zastanawiać się? Nie. Tu trzeba przewidzieć skutki. Przewidywałem te skutki bo widziałem je. Uderzono już w budynek, zatem mogło się zdarzyć tak, że uderzono by w inny wywołując identyczne skutki.

Tomasz Skory: Czyli po prostu administracja amerykańska nie popisała się odwagą, bo przypomnijmy najpierw było uderzenie w bliźniacze wieże w Nowym Jorku. 50 minut później następny z porwanych samolotów wylądował w budynku Pentagonu, a kolejny rozbił się szczęściem w polu tylko dlatego, że inicjatywę na pokładzie spróbowali przejąć pasażerowie.

Jerzy Dziewulski: Zarzut bardzo moim zdaniem prawdziwy. Zbyt spokojne, zbyt mało agresywne podejście administracji amerykańskiej do podjęcia decyzji natychmiastowego zestrzelenia tego samolotu. Jeżeli pasażerowie podjęli taką decyzję sami, to w annałach terroryzmu i antyterroryzmu przejdzie to do historii. Oto na pokładzie jest panika, a zawsze tak jest, ogromny stres, ale musiał być przywódca wśród tych ludzi. Twardy, zdecydowany facet, który podjął się tej kontrakcji. Dlaczego? Otóż oni mieli telefony komórkowe i łączyli się wielokrotnie ze swoimi znajomymi i dowiedzieli się - zresztą to wiem także od moich kolegów policjantów - że pierwsze dwa ataki były udane a więc ten ich samolot także był atakiem samobójczym.

Tomasz Skory: Zdawali sobie sprawę z tego, że muszą zginąć?

Jerzy Dziewulski: Właśnie gdyby nie usłyszeli o tych dwóch eksplozjach to liczyliby pewnie na to, że mogą przeżyć, negocjacje, rozmowy, być może lądowanie na jakimś tam lotnisku. A tak wiedzieli o jednym, że jeżeli giną, jeżeli podjęli taką decyzję - wypowiedzieli im wojnę, powiedzieli" "Panowie my jak zarzynane świntuchy nie będziemy ginąć. Jeżeli, to giniemy w walce ratując innych ludzi przed uderzeniem tego samolotu". I wyrżnęli świadomie tym samolotem w ziemię. Nie mam słów aby to określić.

Tomasz Skory: Grupa pasażerów Boeinga lecącego z Chicago do Nowego Jorku, samolotu który rozbił się na polu pod Pittsburghiem nie trafiając w żaden istotny budynek i ratując tym samym życie wielu osób, które mogły w tym zginąć to prawdziwi bohaterowie.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację
Dowiedz się więcej na temat: pokład | skutki | pasażerowie | Tomasz Skory | Jerzy Dziewulski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne