Reklama

Reklama

Joanna Lichocka domaga się przeprosin za billboardy z jej gestem

Posłanka Joanna Lichocka (PiS) domaga od Fundacji Otwarty Dialog przeprosin oraz wpłaty na cel charytatywny. FOD zorganizowała zbiórkę, w efekcie której w całym kraju pojawiły się billboardy z wizerunkiem Lichockiej pokazującej - zdaniem opozycji - gest uznawany na obraźliwy.

W imieniu Lichockiej kancelaria Kopeć Zaborowski Adwokaci i Radcowie Prawni wysłała do Fundacji Otwarty Dialog wezwanie. Posłanka chce od FOD usunięcia zbiórek utworzonych na stronie zrzutka.pl, opisanych jako: "Spontaniczny Sztab Obywatelski - Demaskujemy PiS! #wyPAD2020" i "Spontaniczny Sztab Obywatelski 'Zaległy abonament RTV' chorej na raka p.Izabeli".

Reklama

Spontaniczny Sztab Obywatelski poinformował na Facebooku, że nie uważa, by naruszył dobra osobiste Lichockiej. Organizatorzy zbiórki dodali, że za pośrednictwem strony zrzutka.pl zebrali ponad 394 tys. zł, co przełożyło się na około 360 billboardów, banerów i plakatów w całym kraju.

Awantura o środkowy palec

W lutym tego roku, gdy Sejm opowiedział się przeciwko uchwale Senatu o odrzucenie nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji oraz ustawy abonamentowej zakładającej rekompensatę w wysokości 1,95 mld zł w 2020 roku dla TVP i Polskiego Radia, media społecznościowe obiegły zdjęcia Lichockiej, na którym widać było, jak posłanka trzyma wyciągnięty w górę środkowy palec.

Lichocka zapewniała wówczas, że nie wykonała wulgarnego gestu, lecz jedynie przesuwała "energicznie dwukrotnie palcem pod okiem, bo była zdenerwowana". Lichocka przeprosiła wszystkich, którzy poczuli się urażeni. "Tam nie było żadnej złej intencji, ale jeżeli część wyborców tak to odebrała, to ja jeszcze raz mogę wyrazić słowa ubolewania" - mówiła Lichocka. Stwierdziła też, że przy użyciu stopklatek wprowadza się opinię publiczną w błąd i zarzuciła PO uruchomienie "machiny propagandowej".

Treść oczekiwanych przeprosin

W swoim wezwaniu posłanka wyraziła oczekiwanie, że na profilach facebookowych Spontanicznego Sztabu Obywatelskiego, Marcina Mycielskiego i Bartosza Kramka pojawiły się przeprosiny. Posłanka przesłała dokładną treść przeprosin.

Mycielski i Kramek mieliby napisać, że przepraszają "Joannę Lichocką za rozpowszechnianie niezgodnych z prawdą treści, sugerujących, że jej wolą jest pozbawienie osób chorych nowotworowo dofinansowania ich leczenia. Ubolewam nad przypisaniem Joannie Lichockiej złych intencji i przedstawieniem jej wizerunku w sposób prześmiewczy, jako 'twarzy' medialnego sporu dotyczącego finansowania mediów publicznych. Przepraszam za wykreowany w ten sposób w oczach opinii publicznej fałszywy obraz Joanny Lichockiej, czym jednoznacznie naruszyłem jej dobra osobiste w postaci czci, dobrego imienia i wizerunku".

Treść oświadczenia ma być dostępna przez 14 dni od opublikowania, a dostęp do tej informacji nie powinien być w żaden sposób ograniczony dla użytkowników Facebooka. Lichocka oczekuje, że Kramek i Mycielski w ramach przeprosin wpłacą 40 tys. zł na Fundację Rak’n’Roll.

Ciąg dalszy sprawy gestu

7 sierpnia komisja etyki poselskiej udzieliła Joannie Lichockiej nagany za zachowanie w lutym br. na sali sejmowej. Kilka dni później posłanka PiS złożyła do Prezydium Sejmu odwołanie od uchwały komisji etyki w sprawie kary nagany. W czwartek Prezydium Sejmu uchyliło karę nagany nałożoną uchwałą komisji etyki poselskiej.

W złożonym odwołaniu Lichocka zarzuciła uchwale komisji etyki m.in. błąd w ustaleniach faktycznych, polegający na, jej zdaniem, "nieuzasadnionym przyjęciu, jakoby wykonała gest wulgarny i obraźliwy". "Czym rzekomo miałam naruszyć zarówno powagę Wysokiej Izby, dobre imię Sejmu" - dodała.

Lichocka dodała, że "Przewodnicząca Komisji Etyki Poselskiej z Klubu Parlamentarnego Lewicy osobiście angażowała się w akcję dyfamacyjną, która miała na celu zdyskredytowanie w opinii publicznej". Posłanka podała za przykład rozklejanie w Sejmie zmanipulowanych zdjęć, jak napisała "z rzekomo moim wulgarnym gestem".

"Wykorzystując moje wzburzenie na tle atmosfery panującej wówczas na sali sejmowej, posłużono się moim wizerunkiem do szeroko zakrojonej negatywnej kampanii, która miała uderzać także w walczącego o reelekcję Prezydenta Andrzeja Dudę. Manipulacja, polegająca na eksploatowaniu kilku stopklatek z zatrzymanego w ruchu gestu, służących nadaniu mu wulgarnego znaczenia, była zestawiana z wizerunkiem Pana Prezydenta, zarówno w internecie, jak i na finansowanych komercyjnie bilbordach, rozwieszanych na terenie całego kraju" - napisała w odwołaniu posłanka PiS. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje