Kaczmarek wyjaśnia

Wiesław Kaczmarek powiedział po przesłuchaniu w prokuraturze, że nie mówił "Gazecie Wyborczej", iż to premier zdecydował o zatrzymaniu prezesa Orlenu, ale było to jej komentarzem. Jutro zeznawać ma Jerzy Urban.

- Nie brałem udziału w takim spotkaniu, gdzie byłbym świadkiem podjęcia tego typu decyzji. Natomiast brałem udział w spotkaniach, w których zastanawiano się, w jaki sposób skutecznie uniemożliwić prezesowi Modrzejewskiemu prawdopodobne podpisanie długoterminowego kontraktu na dostawy ropy do Polski - podkreślił.

Reklama

Były minister skarbu, Wiesław Kaczmarek, oraz oficer dawnego Urzędu Ochrony Państwa, związany z zatrzymaniem ponad dwa lata temu przez UOP ówczesnego szefa PKN Orlen, zeznawali dziś w katowickiej Prokuraturze Okręgowej, prowadzącej postępowanie w tej sprawie.

To kolejni świadkowie w śledztwie, które ma ustalić, czy przy zatrzymaniu Andrzeja Modrzejewskiego doszło do przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych.

We wtorek zeznania złożyły dwie prokuratorki, prowadzące wówczas sprawę przeciwko szefowi Orlenu. Dziś - według nieoficjalnych informacji - oprócz Kaczmarka zeznawał Jarosław D., prowadzący tę sprawę w UOP. Na czwartek i piątek prokuratura zaprosiła po jednym świadku. Nieoficjalnie wiadomo, że w czwartek zeznawać będzie Jerzy Urban.

Prokuratura, tłumacząc się zasadami i dobrem prowadzonego postępowania, nie ujawnia żadnych informacji o treści zeznań świadków. - Jedyną rzeczą pewną, która ujawnia się z dotychczasowych przesłuchań, jest to, że 7 lutego 2002 roku (dzień zatrzymania Modrzejewskiego) był tłusty czwartek - żartował rzecznik prokuratury, Tomasz Tadla.

Kaczmarek po postępowaniu prokuratorskim spodziewa się wyjaśnienia sprawy do końca, wierząc w rzetelność i sprawność prokuratury oraz możliwość odtworzenia wielu spraw z tego okresu "w ludzkiej pamięci, a mniej w dokumentach". Nie wierzy natomiast, że uda się to sejmowej komisji śledczej, chociaż opowiada się za jej powołaniem, z zastrzeżeniem, że nie powinna ona ? jak chce LPR - łączyć kwestii wykorzystania służb specjalnych z kwestią nadzoru właścicielskiego ministra skarbu.

- Po tym co działo się wcześniej, co usłyszałem w sejmowych kuluarach odnośnie komisji, to w ogóle nie wierzę (w wyjaśnienie sprawy przez komisję), ponieważ gdy w kuluarach słyszę od jednego z wybitnych polityków opozycji, że komisja jest po to, żeby przykryć festiwal Rokity w komisji ds. afery Rywina, to już nie wierzę w intencję wyjaśnienia sprawy. To już jest robienie sobie cyrku z poważnych spraw związanych ze sposobem funkcjonowania państwa - powiedział Kaczmarek.

Dodał, że politycy mogą wykorzystać nową komisję śledczą "do odbycia kolejnego festiwalu politycznego, ale nie do wyjaśnienia sprawy". Wyraził nadzieję, że "prokuratura wsparta przemyśleniami komisji ds. służb specjalnych, będzie skuteczna w dojściu do istoty sprawy".

Zapytany, dlaczego tak długo czekał z jej ujawnieniem, Kaczmarek tłumaczył, że będąc w rządzie traktował ją jako "wypadek przy pracy" i nie wiedział komu miałby ją zgłosić, natomiast po swojej dymisji uznał, że zostałoby to odebrane jako zemsta. - Dla mnie lojalność ma wymiar dwustronny, a nie jednostronny. Bardzo długo byłem osobą lojalną, ale od pewnego czasu ta lojalność miała wymiar jednostronny, a polskim obyczajem lojalność jest traktowana jako zasada "BMW" - bierny, mierny, ale wierny. Ja niestety takiej zasadzie nie hołduję - powiedział.

Nie chciał przesądzać o tym, czy katowicka prokuratura powinna przesłuchać również premiera Leszka Millera i innych uczestników opisanego przez niego spotkania w sprawie Orlenu. Jak powiedział, "wydaje się, że chyba jest to nieuniknione", ale decyzje należą do prokuratury. Zapytany o to jej rzecznik nie odpowiedział jednoznacznie. - Nie możemy wykluczyć skorzystania z dowodów, które będą się nam ujawniały. W związku z tym nie można dziś zawęzić kręgu świadków ani też kogokolwiek z takiego kręgu wykluczyć - powiedział Tomasz Tadla.

Sprawę prowadzi kilku prokuratorów. - Chodzi o to, aby zwłaszcza w pierwszym okresie tak skoncentrować czynności dowodowe, aby można było mieć bieżące ustalenia jak najszybciej i na podstawie tego podejmować dalsze decyzje - wyjaśnił rzecznik. Dopiero po serii pierwszych przesłuchań prokuratura zamierza poinformować opinię publiczną jacy świadkowie zostali już przesłuchani, z jakich dowodów skorzystała, a także przedstawić w zarysie dalsze plany dotyczące postępowania.

Według Tadli, dziś nie można określić dokładnej liczby świadków; na pewno będzie to co najmniej kilkadziesiąt osób. Decyzja, jacy świadkowie zostaną wezwani w dalszej części śledztwa zapadnie dopiero po przesłuchaniach prowadzonych w tym tygodniu. - Każde przesłuchanie rodzi konieczność kolejnych czynności dowodowych i kolejnych przesłuchań - powiedział. Prokuratura nie jest więc dziś w stanie określić, czy postępowanie potrwa dwa-trzy miesiące, czy dłużej.

W lutym 2002 r. Modrzejewski został zatrzymany na kilka godzin przez UOP. Po złożeniu wyjaśnień i postawieniu mu zarzutu w sprawie ujawnienia ówczesnemu szefowi PZU Życie Grzegorzowi Wieczerzakowi poufnej informacji, został zwolniony. W 2003 r. Modrzejewski został o to formalnie oskarżony. Nie przyznał się do zarzutu. Grozi mu do 3 lat więzienia i milion zł grzywny. Proces jeszcze się nie zaczął.

2 kwietnia tego roku "Gazeta Wyborcza", powołując się na Kaczmarka, napisała, że Modrzejewski został zatrzymany na polecenie premiera Leszka Millera, aby uniemożliwić zawarcie kontraktu na dostawę ropy naftowej. Chodziło o kontrakt wart 14 mld dolarów, dający firmie J&S Service and Investment Ltd wyłączność na dostawy rosyjskiej ropy dla koncernu Orlen.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy