Kaczyński nie ma pewności, że Przywieczerski był "mózgiem FOZZ"

Trudno mi powiedzieć, czy ta omerta, ta zmowa milczenia wokół afery będzie w dalszym ciągu trwała - ocenił w niedzielę prezes PiS Jarosław Kaczyński. Jego zdaniem, deportacja do Polski Dariusza Przywieczerskiego "być może będzie jakimś krokiem do przodu" w tej sprawie.

Jarosław Kaczyński został zapytany w niedzielę w TVP Opole o "matkę wszystkich afer, aferę FOZZ". Pytany, czy krokiem do przodu jest to, że do Polski "przyleciała już osoba, którą nazywa się mózgiem afery, Dariusz Przywieczerski" odparł, że być może to będzie jakiś krok do przodu. "Trudno mi powiedzieć" - ocenił.

"Trudno mi powiedzieć, czy ta omerta, ta zmowa milczenia wokół afery będzie w dalszym ciągu trwała" - wyjaśnił Kaczyński. "I jest takie pytanie, czy on był mózgiem" - dodał.

Reklama

"Ja swego czasu czytałem taką wypowiedź człowieka, który zginął w niewyjaśnionych okolicznościach, zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach. Mówię o śp. Anatolu Lawinie, który opowiadał o tym, że obrońcami FOZZ-u - bo on na temat FOZZ-u jako pracownik NIK-u bardzo wiele wiedział - byli bardzo prominentni politycy tamtego czasu. Oni byli przekonani, że ten system, który wtedy powstaje, musi tolerować tego rodzaju afery" - tłumaczył Kaczyński.

Jak powiedział, "to jest już wobec tego pytanie nie o tę aferę, tylko po prostu o charakter systemu, który był wtedy budowany". Podkreślił, że jest to pytanie bardzo ciekawe. "Wielu ludzi nie ma tutaj wątpliwości, co wtedy budowano, ale dobrze by to jednak jeszcze lepiej zbadać" - powiedział.

Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego

Dariusz Przywieczerski, nazywany "mózgiem afery FOZZ", po 13 latach od wyroku trafił do zakładu karnego. 72-letni dziś biznesmen został w sobotę deportowany z USA do Polski.

Sprawę FOZZ okrzyknięto mianem największej afery III RP. FOZZ, czyli Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego w nieformalny sposób miał skupować za granicą po niższej cenie polskie zadłużenie zagraniczne z czasów PRL. Według prokuratury, w latach 1989-90 afera FOZZ spowodowała 350 mln zł strat; sądy uznały, że straty wynoszą co najmniej 134 mln zł. Aferę wykryła NIK. Prokuratura wszczęła śledztwo w 1991 r. Akt oskarżenia przekazano sądowi w 1993 r., ale sąd odesłał sprawę prokuraturze.

Ponowny akt oskarżenia trafił do sądu w 1998 r., a proces zaczął się w 2000 r. Rok później został przerwany, gdy prowadząca go w warszawskim sądzie okręgowym sędzia Barbara Piwnik została ministrem sprawiedliwości w rządzie Leszka Millera. Ponowny proces - pod przewodnictwem sędziego Andrzeja Kryżego, późniejszego wiceministra sprawiedliwości w rządzie PiS - ruszył w 2002 r. Kryże w rekordowym terminie przesłuchał świadków i w marcu 2005 r. ogłosił wyrok - przed terminem przedawnienia, na co dawano mu małe szanse.

Sąd uznał, że pieniądze przeznaczone dla Funduszu - którego zadaniem był poufny wykup długów zaciągniętych przez PRL na Zachodzie w latach 70. i 80. - zostały albo przywłaszczone, albo rozdysponowane w sposób niezgodny z prawem. SO skazał b. dyrektora generalnego FOZZ Grzegorza Żemka na 9 lat i 720 tys. zł grzywny; jego zastępczynię Janinę Chim - na 6 lat i 500 tys. zł grzywny, biznesmena Dariusza Przywieczerskiego - na 3,5 roku, a troje innych - na kary do 2 lat więzienia.

B. szef "Universalu" Przywieczerski uciekł z kraju i wydano za nim list gończy. Miał przebywać głównie w Stanach Zjednoczonych.

W 2006 r. Sąd Apelacyjny zmniejszył kary - Żemkowi wymierzył 8 lat i 5 tys. zł grzywny; Chim - 5 lat i 5 tys. zł grzywny, a Przywieczerskiemu - 2,5 roku więzienia.

Podczas procesu Żemek wyjawił, że był agentem wojskowych służb specjalnych PRL, które uczestniczyły w organizacji procederu.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje