Kaczyński żąda od Ziobry skruchy. "Kto działa przeciw PiS..."

​Jedyna rozmowa jaka ma dziś sens to rozmowa o jedności prawicy; każdy kto działa przeciw PiS rozbija prawicę; jeśli Zbigniew Ziobro uzna, że popełnił wielki błąd, to jesteśmy wyrozumiali - powiedział w poniedziałek Jarosław Kaczyński odnosząc się do apelu szefa SP o szczerą rozmowę.

W weekend zarówno Kaczyński, jak i Ziobro przebywali na Podkarpaciu, gdzie wspierali kandydatów swych ugrupowań w wyborach uzupełniających do Senatu w okręgu nr 55, które odbędą się 8 września.          

Reklama

Ziobro podczas niedzielnej konwencji swej partii zwrócił się bezpośrednio do Kaczyńskiego, by nie rozmawiać poprzez media, bo - według lidera SP - publicznie wyrażane apele brzmią nieszczerze. "Jarku, spotkajmy się w poniedziałek po wyborach, spotkajmy się w Warszawie. Porozmawiajmy, co możemy zrobić wspólnie dla Polski i dla Podkarpacia. Nie rzucajmy słów na wiatr. Szczera rozmowa jest potrzebna i tego oczekują wyborcy" - apelował Ziobro do Kaczyńskiego.  

        
Szef PiS odpowiedział na poniedziałkowej konferencji prasowej, że "lubi szczere rozmowy, ale jest tak, że dzisiaj jedyna rozmowa jaka ma sens, to rozmowa o jedności prawicy i zaniechaniu działań zmierzających do jej rozbijania".          

Kaczyński stwierdził, że jeśli Ziobro "zechce wyraźnie powiedzieć, że o tym ma być rozmowa", a nie o tym, żeby "za szkodzenie Prawu i Sprawiedliwości otrzymać nagrody", to taka rozmowa jest możliwa. "Rozmów dla rozmów prowadzić nie będę" - dodał.           

"Jeżeli pan Ziobro dojdzie do wniosku, że popełnił wielki błąd, to jesteśmy wyrozumiali, ale nie na zasadzie: +zbłądziłeś, to teraz zostaniesz parlamentarzystą europejskim+. Takiej zasady nie będziemy przyjmować" - oświadczył prezes PiS. Dodał, że to nie PiS "rozbija prawicę, ale każdy, kto działa przeciwko Prawu i Sprawiedliwości".           

Ziobro odnosząc się do tej wypowiedzi prezesa PiS powiedział PAP, że "Jarosław Kaczyński nie jest papieżem, aby swoich oponentów sprowadzać do Canossy, tym bardziej, że jeśli szukać winy, to być może powinien naprzód zacząć od siebie".           

Szef SP dodał, że lider PiS często daje za przykład premiera Węgier Wiktora Orbana, który jednak przez 20 lat nie wyrzucił żadnego ze swych współpracowników, "a Jarosław Kaczyński tylko za czasów PiS, nie licząc Porozumienia Centrum, wyrzucił pięciu czy sześciu wiceprezesów partii, nie licząc dziesiątek innych osób na niższym poziomie organizacji partii". Zdaniem Ziobry to pokazuje, że "konflikt jest sposobem działania Jarosława Kaczyńskiego".           

Lider SP zapowiedział, że po wyborach uzupełniających do Senatu na Podkarpaciu ponowi swoją propozycję spotkania i rozmowy skierowaną do Kaczyńskiego. "W poniedziałek powyborczy zwrócę się ponownie do pana prezesa z propozycją spotkania i mam nadzieję, że ten przemyśli sprawę" - powiedział Ziobro.           

Jego zdaniem reakcja prezesa PiS będzie testem na prawdziwe intencje jego wezwań do współdziałania i jedności. "Nie może być tak, że prezes PiS, kiedy kamery są włączone wzywa do współpracy i wyciąga rękę, a gdy nie ma kamer na korytarzach sejmowych, nie odpowie nawet +dzień dobry+, nie poda ręki, traktując jak powietrze kogoś, kogo zna od lat" - powiedział Ziobro.           

Podczas poniedziałkowej konferencji prasowej Jarosław Kaczyński był też pytany o wystawienie przez Solidarną Polskę Kazimierza Ziobry w wyborach uzupełniających do Senatu na Podkarpaciu. Odpowiadając zaznaczył, że jest "zdecydowanym przeciwnikiem wprowadzania wyborców w błąd", a - jak mówił - podczas rozdawania ulotek Prawa i Sprawiedliwości "nierzadko zaczepiano posłów, mówiąc: +dobrze, żeście Ziobrę wystawili".          

"Chodziło o Zbigniewa (Ziobrę - lidera SP) i było pełne przeświadczenie, że on jest dalej w PiS" - dodał. "Nie jest to ładna metoda" - powiedział Kaczyński. Zdaniem szefa PiS "ta część społeczeństwa, która nie interesuje się polityką, wydarzenia takiego jak powstanie Solidarnej Polski, nie zauważyła".           

Ziobro w rozmowie z PAP nazwał te zarzuty nieuczciwymi i zaznaczył, że dziwi go, iż stawia je właśnie Kaczyński. "Sam bym go bronił, gdyby ktoś stawiał jemu zarzut, że wrócił do polityki dzięki nazwisku swego brata śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który zyskał ogromną popularność jako minister sprawiedliwości, wtedy kiedy Jarosław Kaczyński nie cieszył się jakąkolwiek popularnością, a jego pozycja polityczna była marginalna" - powiedział Ziobro.          

Do Senatu z okręgu nr 55 kandydują oprócz przedstawicieli PiS i SP również: Mariusz Kawa (PO-PSL), Ewa Kantor (KWW Ewy Kantor), Ireneusz Dzieszko (KWW Prawica Podkarpacka), Andrzej Marciniec (PJN) i Józef Habrat (Samoobrona).           

Wybory w okręgu nr 55 obejmującym powiaty: dębicki, kolbuszowski, mielecki, ropczycko-sędziszowski i strzyżowski, stały się konieczne po tym, gdy dotychczasowy senator PiS Władysław Ortyl został marszałkiem woj. podkarpackiego. Nastąpiło to po odwołaniu poprzedniego marszałka Mirosława Karapyty, który stał na czele koalicji PO-PSL-SLD w samorządzie województwa. Wcześniej prokuratura postawiła Karapycie siedem zarzutów, w tym pięć korupcyjnych. Głosowanie odbędzie się 8 września. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje