Kiedy premier dowiedział się, że zostanie szefem RE? Kulisy negocjacji

W połowie lipca premier Donald Tusk zdał sobie sprawę, że prawdopodobnie zostanie następnym przewodniczącym Rady Europejskiej. O kulisach negocjacji unijnych mówi minister ds. europejskich Piotr Serafin.

Wiceszef MSZ, który bezpośrednio zaangażowany był w negocjacje unijne, w rozmowie z PAP po raz pierwszy zdradza ich przebieg i podkreśla, że kluczowe w podjęciu decyzji przez Donalda Tuska było zapewnienie o jednomyślności szefów państw i rządów odnośnie jego kandydatury.

Serafin zaznaczył, że dopiero w piątek, na jeden dzień przed szczytem UE, miał wrażenie, że pracuje z premierem, który jeżeli pojawi się takie oczekiwanie wobec niego, odpowie na nie pozytywnie.

Reklama

Kiedy na serio pojawiła się kandydatura premiera Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej?

Piotr Serafin: - Myślę, że premier zdał sobie sprawę z tego, że może nie mieć wyjścia i ten scenariusz stanie się faktem, podczas Rady Europejskiej 16 lipca. Było dla nas absolutnie jasne, gdy myśleliśmy o całej strategii negocjacyjnej Polski, że nie może ona opierać się na poszukiwaniu posady dla tego, czy innego Polaka. Cel był inny: polski wpływ na bieg spraw w Europie musi być jeszcze większy niż do tej pory. Kluczem zaś było uznanie przez wszystkich zasady, że jedna z puli tych najważniejszych funkcji w Europie powinna przypaść obywatelowi z nowych państw członkowskich UE.

- 16 lipca nie ulegało wątpliwości, że największe wsparcie na wysokiego przedstawiciela ds. zewnętrznych - szefa unijnej dyplomacji - uzyskała włoska minister spraw zagranicznych Federica Mogherini. W tej sprawie był jednolity front Włoch, Francji i Niemiec. To znacząco ograniczało, choć jeszcze nie eliminowało, szanse krajów z Europy Środkowo-Wschodniej na uzyskanie tej funkcji. Skoro jednak wysoki przedstawiciel miał być z Włoch, to przewodniczący Rady Europejskiej powinien być z naszego regionu. Ale w lipcu wciąż nie było powszechnej europejskiej zgody, co do tej, zdawałoby się oczywistej, zasady.

Czy to oznacza, że już 16 lipca premier Donald Tusk podjął decyzję, że zostanie nowym "prezydentem Europy"?

- To jeszcze nie był ten moment. 16 lipca na Radzie Europejskiej wydarzyło się coś niezwykle wzruszającego - przynajmniej dla mnie - gdy premierzy najpierw na szczycie Europejskiej Partii Ludowej, a potem na spotkaniu Grupy Wyszehradzkiej podchodzili do polskiego premiera i mówili mu: +może nie chcesz, ale powinieneś i to jest twój obowiązek+. To był moment przełomowy. Myślę, że premier Donald Tusk już wiedział, że będzie musiał zmierzyć się z niezwykle ważną decyzją. Wcześniej chyba nie bardzo mi wierzył, że to oczekiwanie, że ma przewodzić całej UE jest niemal powszechne. Ale oczywiście pomiędzy 16 lipca a 30 sierpnia, na kiedy została zwołana kolejna Rada Europejska, wszystko mogło się jeszcze zmienić. Na przykład socjaliści mogli postawić na ostrzu noża postulat, by szef Rady Europejskiej pochodził właśnie z ich obozu.

Kiedy zatem Donald Tusk podjął ostateczną decyzję?

- Na to pytanie odpowiedź zna tylko sam premier, ale w czwartek wieczorem, tuż przed szczytem w Brukseli, nie miałem jeszcze pewności, jaka jest jego decyzja. Być może przesądzające było spotkanie u prezydenta Bronisława Komorowskiego. Bo w piątek miałem już wrażenie, że pracuję z premierem, który jeżeli pojawi się takie oczekiwanie wobec niego, odpowie na nie pozytywnie.

Kto najbardziej w Europie zabiegał, aby Donald Tusk został przyszłym szefem Rady Europejskiej?

- Tuż przed szczytem UE 30 sierpnia wielu przywódców dzwoniło do premiera mówiąc, że chciałoby pracować z nim w tej roli. Nam najbardziej zależało - i premier w zasadzie uzależniał od tego swoją decyzję - aby to poparcie było jednomyślne i powszechne. I właśnie to Herman van Rompuy musiał sprawdzić w pozostałych 27 stolicach europejskich. Ale element niepewności był jeszcze na samej Radzie Europejskiej. W sobotę najważniejsze było uniknięcie napięcia pomiędzy europejskimi partiami politycznymi w sprawach wyboru szefa Rady Europejskiej. Szef Rady Europejskiej nie powinien mieć koloru partyjnego.

Czy wsparcie, jakie udzielił Donaldowi Tuskowi brytyjski premier David Cameron okazało się w tym kontekście kluczowe? Brytyjskie i polskie media pisały, że polscy imigranci zapłacą za wybór Tuska, gdyż ten jako nowy "europejski prezydent" poprze starania Camerona ws. reformy prawa imigracyjnego UE oraz ograniczenia świadczeń socjalnych dla imigrantów.

- To są wyssane z palca spekulacje mediów, a nie wypowiedzi Davida Camerona. Rozmowa telefoniczna, która odbyła się z inicjatywy brytyjskiego premiera we wtorek przed szczytem UE, była pierwszą okazją do poważnej rozmowy o pozostaniu Wielkiej Brytanii w UE. Ta sprawa byłaby jednym z najtwardszych orzechów do zgryzienia, i to niezależnie od tego kto byłby szefem Rady Europejskiej. W tych ostatnich latach Polska i Wielka Brytania były po przeciwnych stronach barykady w wielu sprawach, m.in. negocjacji budżetowych UE, czy właśnie w sprawie swobody przepływu pracowników. To wpływało na ograniczenie wzajemnego zaufania. Podczas tej rozmowy nie nastąpiła żadna zmiana stanowiska polskiego rządu i o żadnym układzie z premierem Cameronem nie można mówić, w tym w sprawie świadczeń dla pracowników z państw Unii. To była rozmowa, która pozwoliła odbudować wzajemne zaufanie. Zresztą w swoim pierwszym publicznym wystąpieniu po wyborze premier Tusk podkreślił, że jako szef Rady Europejs  kiej nie wyobraża sobie UE bez Wielkiej Brytanii i będzie zabiegał o jak największą europejską jedność w tej sprawie.

 Jak wyglądał już sam wybór Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej?

- Decyzja została podjęta w sobotę wieczorem po godz. 19 podczas kolacji roboczej szefów państw i rządów UE. Premier został poproszony, aby nie brał udziału w początku tej sesji. Zaproszenie na salę pojawiło się jednak bardzo szybko. Wówczas po wejściu premiera na salę, przewodniczący Rady Europejskiej Herman Van Rompuy poinformował, że została przeprowadzona dyskusja i że szefowie państw i rządów zwracają się do niego, aby objął funkcję szefa Rady Europejskiej.

Co odpowiedział premier?

- To było wystąpienie, które wielu obecnych przywódców na sali wzruszyło. Wystąpienie z jednej strony o doświadczeniu historycznym, które doprowadziło premiera do tego miejsca, w którym się znalazł, a z drugiej strony podziękowania Hermanowi Van Rompuyowi za budowanie jedności Europy przez ostatnie 5 lat.

Jakie wyzwania stoją przed polskim szefem Rady Europejskiej?

- Nie chcę jeszcze o tym mówić. O tym powie już po 1 grudnia przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk.

Rozmawiał Andrzej Gajcy

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje