Reklama

Reklama

Kierowca TIR-a zdążył tylko powiedzieć żonie, że ma zawał. Nietypowa akcja policji

W ubiegły czwartek (23 lipca) do bydgoskiej komendy policji zadzwoniła zdenerwowana kobieta. Przekazała, że jej mąż jechał TIR-em, prawdopodobnie w Niemczech, zjechał na parking i zdążył tylko powiedzieć, że ma zawał. Zaczął się wyścig z czasem, żeby ustalić, skąd dokładnie mężczyzna wykonał telefon.

"Zapamiętam ten dyżur na bardzo długo" - powiedział w rozmowie z TVN24 podkom. Zbigniew Cybulski, który odebrał telefon.

Reklama

Kobieta poinformowała funkcjonariusza, że mąż jechał z Francji w stronę Polski i prawdopodobnie dostał zawału. "Dosłownie ledwo oddychał, a on jest już po jednym zawale" - mówiła. 

Jak przekazała, mąż zdążył zjechać na parking. Jednak podczas rozmowy oddychał już z dużym trudem. Nagle kobieta usłyszała trzask, jakby telefon wypadł mu z ręki.

Wyścig z czasem

"Jasne było to, że musimy namierzyć człowieka w kilkadziesiąt sekund i wysłać do niego karetkę. Zadzwoniłem do jego pracodawcy" - relacjonował policjant w rozmowie z TVN24.

Odnaleziono zapisy GPS wszystkich pojazdów w trasie. Przy okazji wyszło na jaw, że mężczyzna pojechał innym samochodem, niż ten, o którym wspominała żona. Udało się go jednak namierzyć. Okazało się, że TIR stał na parkingu w Luksemburgu. 

Jak relacjonował podkom. Cybulski, natychmiast zadzwonił do biura współpracy międzynarodowej policji. "Powiedziałem, że trzeba ratować mężczyznę w Luksemburgu i stosowną dokumentację wypełnię później" - powiedział.

Trafił prosto na stół operacyjny

Karetka przyjechała po kilkudziesięciu minutach i zabrała kierowcę do szpitala. Pacjent trafił od razu na stół operacyjny, operacja się udała.

Jak informuje TVN24, mężczyzna ma dzisiaj opuścić szpital.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne