Reklama

Reklama

Klich: Polska wstrzymuje loty VIP na Tu-154

Minister obrony, Bogdan Klich, poinformował w Kontrwywiadzie RMF FM, że po otrzymaniu zalecenia Rosyjskiej Agencji Lotniczej podjął decyzję o wstrzymaniu lotów VIP na polskim Tu-154M; samolot może odbywać tylko loty szkoleniowe i eksperymentalne.

Minister stwierdził także, że "większość polskich F-16 mogłaby włączyć się w operację libijską, są combat ready". - Za 3 dni NATO obejmie dowództwo nad operacją w Libii, Polska nie blokowała tej decyzji, ale nikt nas nie zmusi żeby przyłączyć się do operacji NATO w Libii. W Libii nasi żołnierze nie mają co robić - dodał szef MON.

Reklama

Konrad Piasecki: Rzeczywiście byliśmy od włos od katastrofy drugiego tupolewa?

Bogdan Klich: - Nie. To było zdarzenie, które zostało zakwalifikowane przez komisję w 36. pułku jako incydent zwykły. W tej chwili Dowództwo Sił Powietrznych poddaje tę ocenę weryfikacji, czy to był incydent zwykły, czy poważny. Ale nie był to wypadek, tylko to był incydent.

Incydent, zdarzenie. Mówiąc językiem ludzkim i wprost: groziła rzeczywiście katastrofa, czy to była taka sytuacja, która była absolutnie opanowywalna i nic strasznego się tam nie stało?

- Jak widać, w rzeczywistości została opanowana. Błąd popełnił instruktor, doświadczony instruktor, w związku z tym instruktor ponosi też konsekwencje, został zwieszony w swoich obowiązkach przez dowódcę Sił Powietrznych. I będzie musiał przejść całą serię egzaminów.

Ujawni pan raport na temat tego zdarzenia? Na temat tego incydentu?

- To nie do mnie należy. Dlatego, że tego typu wydarzenia są załatwiane przez instytucje odpowiedzialne za bezpieczeństwo lotów w wojsku. A są dwie instytucje. To znaczy dowództwo każdej z jednostek, w tym wypadku pułku, i Dowództwo Sił Powietrznych.

I to one zdecydują o jawności bądź niejawności raportu.

- Tu one decydują, ponieważ ani do Sztabu Generalnego, ani piętro wyżej do ministra obrony narodowej, nie należy ocena stanu bezpieczeństwa lotów. Ja jestem tym zainteresowany, co się zdarzyło. Poprosiłem generała Majewskiego, czyli dowódcę Sił Powietrznych o wyjaśnienia w tej sprawie i będę o tym informowany.

Panie ministrze, a co my zrobimy z tym rosyjskim zaleceniem, żeby w połowie roku wycofać z eksploatacji wszystkie tupolewy, w tym również - jak rozumiem - tego ostatniego polskiego tupolewa?

- Już zrobiliśmy, panie redaktorze. To znaczy zakazałem jakichkolwiek lotów z VIP-ami do czasu wyjaśnienia tej sytuacji, a dowódca Sił Powietrznych zwrócił się do strony rosyjskiej z wnioskiem o przekazanie wszystkich szczegółowych informacji i oceny tego konkretnego modelu, którym posługują się Siły Powietrzne, tak, aby ostatecznie wyjaśnić, jednoznacznie wyjaśnić, czy zastrzeżenia dotyczą też tego konkretnego samolotu.

Może tak być, że ten tupolew już nigdy prezydenta, premiera na pokład nie weźmie.

- Może być i tak, i inaczej.

I to wszystko zależy od Rosjan. Ale jeżeli Rosjanie zalecą: "Nie, nie używajcie go, nie eksploatujcie go" - wycofujemy tupolewa.

- Wszystko zależy od tego, jakie będzie stanowisko strony rosyjskiej i jakie decyzje w tej sprawie podejmie dowódca Sił Powietrznych. Ja w każdym razie uważam, że do czasu ostatecznego i jednoznacznego wyjaśnienia sprawy ten samolot może wykonywać loty szkolne, może wykonywać loty eksperymentalne, ale nie będzie wykonywał lotów z VIP-ami.

Ile polskich F-16 mogłoby wziąć udział w operacji libijskiej?

- Większość.

Z 48 ta większość to jest 30, 40?

- Większość. Proszę wybaczyć, ale o takich szczegółach nie mówi się zwłaszcza na antenach nawet najbardziej prestiżowych rozgłośni. Większość naszych F-16 jest combat ready.

Tylko od decyzji polityków zależało i wciąż zależy, czy one tam polecą? Czy to jest już rozdział zamknięty?

- Tylko i wyłącznie. Zgodnie ze starą zasadą, że najpierw się podejmuje decyzje polityczne, a później te decyzje wykonuje wojsko.

To jest rozdział zamknięty, one tam nie polecą, czy wciąż ta decyzja rządu może się zmienić?

- Pan premier po konsultacji z prezydentem, konsultacji z ministrami spraw zagranicznych, obrony narodowej, jednoznacznie odpowiedział, że Polska nie będzie brała udziału w żadnej operacji militarnej, ale rozważy możliwość wzięcia udziału w operacji humanitarnej.

I pańskim zdaniem dobrze się stało, że tak powiedział? Pan jest zadowolony z tej decyzji?

- Uważam, że tak, bo wysłanie wojska gdziekolwiek nie jest kaprysem. Wysłanie wojska na wojnę - bo powiedzmy sobie szczerze, że koalicja włącza się tak naprawdę w wojnę domową w Libii - nie może być grą przypadku. To musi być przemyślana, racjonalna decyzja. I ona jest zgodna z tym, co zapisaliśmy w 2009 roku w naszej strategii dotyczącej udziału wojska w operacjach zagranicznych, czyli musi być w tym interes narodowy. Nie mamy interesu narodowego, żeby naszych żołnierzy kierować do Libii.

A mamy siłę, możliwości? Nie byłoby to działanie ponad nasze możliwości finansowe i organizacyjne?

- Oczywiście, że moglibyśmy wysłać wojsko. Byłyby gotowe samoloty F-16, byłyby gotowe środki transportowe oraz inne środki, np. morskie. Moglibyśmy np. przesunąć okręt "Ksawery Czernicki" - który jest na Morzu Śródziemnym - do operacji "Arms embargo", ale decyzja polityczna jest decyzją pierwszorzędną. I od niej wszystko zależy. Decyzja polityczna jest oparta na racjonalnej analizie naszego interesu narodowego, który nam podpowiada, że w Libii nasi żołnierze nie mają co robić.

A po tym, co stało się dzisiaj w nocy - czyli po tym, jak NATO przejęło odpowiedzialność za tę operację - nie jest tak, że dostaniemy sygnały, które właściwie nie pozostawią nam wyboru? Że powinniśmy i że musimy wysłać tam nasze samoloty?

- Zachowaliśmy się bardzo lojalnie w stosunku do wszystkich partnerów w NATO, chociaż różnice zdań w NATO były ogromne. Wczoraj w nocy doszło do kompromisu, który spowoduje, że za trzy dni NATO przejmie odpowiedzialność za strefę zakazu lotów w Libii. W żadnym momencie nie blokowaliśmy tej decyzji.

A nie jest tak, że ta decyzja zmusi nas do jakichś kroków?

- NATO nikogo do niczego nie zmusza. Wkład danego kraju do każdej operacji NATO jest wkładem dobrowolnym. To, na czym nam najbardziej zależy, to operacja NATO w Afganistanie. Dlatego że tak naprawdę - choć tam też nie mamy naszych interesów gospodarczych czy politycznych - tam sprawdza się spójność NATO. Ta wieloletnia operacja w Afganistanie musi się zakończyć sukcesem. W związku z tym Afganistan przede wszystkim.

A Libia to nie jest test dla NATO?

- Libia może być w przyszłości testem dla Sojuszu Północnoatlantyckiego, zgadzam się. Natomiast w tej chwili nie wiemy jeszcze, w jakim kierunku pójdzie zaangażowanie NATO w Libii. Na razie NATO chroni przed dostawami broni przestrzeń morską Libii w operacji "Arms embargo", ale nie jest to operacja specjalnie znacząca. Najważniejszym testem dla dowodzenia NATO będzie to, w jaki sposób będzie dowodzona operacja ustanowienia strefy zakazu lotów.

Panie ministrze, pan mówi: "Zakończyłem przedostatni etap reformy armii". Czuje się pan ministrem, który wypełnił już swoją rolę?

- Jeszcze nie, bo został jeszcze ostatni rozdział. Przedostatni rozdział polega na tym, że wszystkie kwestie systemowe, które zostały przyjęte w 2009 roku, zostały zamknięte, łącznie z zamknięciem reformy systemu żywienia. Wiele osób uśmiecha się, jak słyszy o tym, że trzeba reformować system żywienia. Ale naprawdę - oprócz systemu szkolenia, zakwaterowania, naboru, kwalifikacji, uzupełnień, czyli tego wszystkiego, co było otoczką dla zawodowego wojska - trzeba było zreformować ten system. A teraz, po wydaniu ostatecznego etatu, tzn. po ukształtowaniu każdej jednostki wojskowej z osobna, wiemy już, jak one będą wyglądały w przyszłości na zakończenie programu "Armia 2012".

Dowiedz się więcej na temat: PLL LOT | Libia | minister obrony | Bogdan Klich

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje