Reklama

Reklama

Kosiniak-Kamysz: 100 proc. odpowiedzialności za strajk nauczycieli ponosi rząd

"Wczoraj rano byłem przekonany, że jest ogromna szansa, aby doszło do porozumienia (między nauczycielami a rządem – przyp. red.). Tak się wydawało po wcześniejszych rozmowach, ale byłem niezwykle zaskoczony prowokacyjną propozycją premier Szydło" – mówił Gość Krzysztofa Ziemca w RMF FM prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego Władysław Kosiniak-Kamysz. "Tutaj został popełniony błąd w sztuce. A prowokacją jest sama istoty tych zmian, które premier Szydło na finale rozmów proponuje, otwierając zupełnie nowe fronty. Nieprzemyślana, zła decyzja. 100 proc. odpowiedzialności za strajk od 8 kwietnia ponosi rząd" – podkreślił polityk.

"Dzisiaj samorządy nie są w stanie za subwencję utrzymać tych szkół, bo dopłacają i do pensji i do utrzymania budynków, do zajęć dodatkowych, do transportu dzieci do szkół. Tych problemów jest bardzo dużo" - mówił Gość Krzysztofa Ziemca prezes PSL. Pytany o to, jak czego chcą samorządowcy ludowców, powiedział, że "chcą przenieść finansowanie pensji nauczycieli na budżet państwa". "Jeżeli subwencja wysyłana z rządu do samorządu nie wystarcza na pensje, to jakby rząd miał dobre intencje, to by powiedział: Dobrze, to przynajmniej pensje nauczycieli przejmują" - mówił.

Reklama

Przyznał, że nie jest zdziwiony temu, że strajk prawdopodobnie się odbędzie. "Trudno się dziwić nauczycielom, po tej wolcie Beaty Szydło, że ta determinacja do strajku jest" - powiedział. Kosiniak-Kamysz zaapelował także do wicepremier Szydło, by wznowiła rozmowy. "Żeby wróciła do normalnego dialogu, a nie do rzucania propozycji, które będą realizowane, gdy będzie dobrze urządzona w europarlamencie" - mówił rozmówca RMF FM.

Kosiniak-Kamysz zapewnił także, że w porównaniu do Platformy Obywatelskiej, jest nieco innego zdania w kwestii likwidacji CBA i IPN.  "Tu mamy różny pogląd. Po pierwsze nie dotyczy to wyborów europejskich. Te instytucje wymagają zmian, odpolitycznienia" - mówił.

Szef ludowców przyznał też, że jego koalicjanci z KE nieco zmieniają swoje poglądy. Powiedział, że "przekonał ich" do odstąpienia od likwidacji KRUS-u. "Katarzyna Lubnauer była sceptyczna, ale pokazaliśmy, że to jest rozwiązanie właśnie proeuropejskie. KRUS nie jest wymysłem PRL-u" - zapewnił.

Pytany o przyszłość Koalicji Europejskiej po majowych wyborach, powiedział, że "zobaczy". "Te wybory będą testem. My zrobimy wszystko, by te wybory wygrać" - mówił Kosiniak-Kamysz.

Kosiniak-Kamysz: W wyborach do PE interesuje nas tylko zwycięstwo

"Nas interesuje tylko zwycięstwo w tych wyborach" - mówił w internetowej części rozmowy Gość Krzysztofa Ziemca w RMF FM. Władysław Kosiniak-Kamysz stwierdził, że "chciałby, żeby to było wyraźne zwycięstwo. I procentowe, i w liczbie mandatów". "Te wybory będą tak naprawdę PiS kontra reszta Polski, którą my reprezentujemy. (...) Widać, że to będzie rozstrzygać się między tymi dwoma blokami" - ocenił prezes PSL i jeden z liderów Koalicji Europejskiej. 

Krzysztof Ziemiec dopytywał swojego gościa o wspólny start Koalicji Europejskiej do Senatu w jesiennych wyborach parlamentarnych. "Wydaje się, że tak" - stwierdził Kosiniak-Kamysz. "Nie ma jeszcze nazwisk, które moglibyśmy podać, ale intencją wszystkich liderów, którzy tworzą KE i nie tylko - wielu samorządowców (...) jest wielka determinacja" - przekonywał. "Niezależnie jak pójdziemy do Sejmu, na pewno będziemy tworzyć czy wspólną listę, czy popierać wspólnych kandydatów, bo taki wariant też istnieje" - zadeklarował lider PSL.

Krzysztof Ziemiec, RMF FM: Do konwencji, czyli do tego, co będzie za półtorej godziny będzie się działo w Warszawie wrócimy, ale zacznę od strajku, bo chyba jest przesądzony od poniedziałku. Jak pan myśli, jest jeszcze jakieś światełko w tunelu, żeby ten proces szalony zatrzymać?

Władysław Kosiniak-Kamysz, Polskie Stronnictwo Ludowe: - Wczoraj rano byłem przekonany, nawet z dziennikarzami w Rzeszowie na spotkaniu dzieliłem się tym przekonaniem, że jest ogromna szansa, aby doszło do porozumienia. Tak się wydawało po wcześniejszych rozmowach, ale byłem niezwykle zaskoczony prowokacyjną propozycją pani premier Szydło. Prowokacyjną w obszarze w którym złożyła tę propozycję, ale tez w stylu w jakim została złożona, o co bardzo związkowcy się oburzyli, że chyba najpierw dziennikarze otrzymali infografiki w tej sprawie, a nie sami zainteresowani. To w dialogu, w komisji trójstronnej, w Radzie Dialogu Społecznego, ja wiem, jak wrażliwi są partnerzy społeczni na to, że pierwsi chcą otrzymywać informację - zresztą słusznie. Pamiętam, jak zawsze trzeba było tego dopilnowywać do samego końca, tutaj został popełniony błąd w sztuce, a prowokacja już samej istoty zmian, której pani premier Szydło na finale rozmów, tak by się wydawało, proponuje otwierając zupełnie nowe fronty. Nieprzemyślana, zła decyzja, 100 procent odpowiedzialności za strajk od 8 kwietnia ponosi rząd.

Rząd, mówi pan teraz jako polityk, a ja bym spojrzał, jako nauczyciel. Jeśli miałbym perspektywę wzrostu zarobków o znaczną sumę przecież, prawda? W ciągu paru lat, to prawda. Nie byłby pan jako nauczyciel z tego zadowolony?

- Tylko, że tam nie jest mowa o wzroście tylko i wyłącznie zarobków.

Też dłuższej pracy, tak zwane pensum.

- No właśnie, pytanie, czy jest mowa o jakości nauczania, o dbaniu o to, żeby  nie było zwolnień w obszarze edukacji, w obszarze oświaty, bo te zmiany oczywiście spowodują zwolnienia. na tym najbardziej ucierpią szczególnie dzieciaki na wsi. Bo dzisiaj dziesięciu nauczycieli, za chwilę siedmiu nauczycieli, te same przedmioty. To co, jeden nauczyciel będzie uczył chemii i geografii?

Ja pamiętam, jak minister Kluzik-Rostkowska zamykała szkoły, mówiąc, że właśnie trzeba je zamykać, bo nie ma dzieci do nauczania, więc ten proces, różnie bywa.

- Ustabilizowała się liczba urodzeń, od pewnego czasu. Był spadek pomiędzy rocznikami lat 80, 90, gdzie w rocznikach było 700-800 tysięcy narodzin, teraz od kilku już dobrych lat to jest około 400 tysięcy narodzin, więc ta ilość dzieci jest już ustabilizowana, już nie ma tej potrzeby reorganizacji placówek, ani w miastach, ani na wsiach i dobrze. Tam, gdzie jest możliwość trzeba utrzymać, tylko że samorządy dzisiaj za subwencje nie są w stanie utrzymać tych szkół, bo dopłacają i do pensji i do utrzymania budynków i do zajęć dodatkowych, do transportu dzieci do szkoły.

No część jest rzeczywiście samorządowa, część rządowa.

- Więc tych problemów jest bardzo dużo.

A jakie sygnały dostajecie z terenu od waszych samorządowców z PSL-u, bo przecież w wielu gminach rządzicie. Są przerażeni?

- Wszyscy chcą, żeby nauczyciele mieli godne pensje i chcą przenieść finansowanie tych pensji na budżet państwa. Jeżeli subwencja, która jest wysyłana z rządu do samorządu nie wystarcza na pensje, to jakby rząd miał dobre intencje, to by powiedział: dobrze, to przynajmniej pensje nauczycieli przejmujemy.

Ale z punktu widzenia rodziców, co oni mówią, co będzie w poniedziałek?

- Oczywiście samorządowcy bardzo martwią się, ale myślę, że i nauczyciele oczywiście, jak zabezpieczyć bezpieczeństwo dzieci, co zrobić, jak będzie strajk, żeby dzieci mogły być pod opieką. Są w różnych miejscach powoływane sztaby kryzysowe, są odpowiednie osoby wyznaczone do opieki. Pewnie w mniejszej gminie jest to może nawet łatwiej zrobić, w dużych miastach może być z tym problem. Trzeba zrobić wszystko, żeby opieka była zapewniona, ale z drugiej strony, ja powiem szczerze, trudno się dziwić dzisiaj nauczycielom po tej wolcie wczorajszej, pani premier Szydło, że ta determinacja do strajku jest, kompletnie moim zdaniem nieprzemyślana.

Rodzice będą wściekli od poniedziałku, więc spytam kończąc ten wątek...

- Ale kto jest silniejszy w tym sporze, panie redaktorze? Silniejszy jest zawsze rząd.

Nie mnie to oceniać, patrzę też z punktu widzenia też rodzica, który ma trójkę dzieci, które w poniedziałek będą miały kłopot, ja też będę miał kłopot, ale nie w tym rzecz.

- Trzeba zaradzić, dlatego samorząd, moim zdaniem, stanie tutaj na wysokości zadania, ale rolą rządu jest doprowadzenie do porozumienia. Chciałem zaapelować do pani premier Szydło, żeby natychmiast wznowiła rozmowy ze związkowcami, żeby wróciła do normalnego dialogu, a nie do rzucania propozycji w momencie, kiedy będzie już dobrze urządzona w europarlamencie, bo w 2023 roku będzie w europarlamencie.

Ostatnia szansa w niedzielę o 18.

- A czemu nie dzisiaj o 15, o 12? Szkoda czasu - dzisiaj trzeba siadać do rozmów.

To panie ministrze, pan jako były minister pracy i polityki właśnie społecznej, socjalnej ma pan wrażliwość społeczną i doświadczenie, jak sam pan powiedział z centrum dialogu. Może powinien pan się podjąć takiej mediacji.

- Ja jestem zawsze do dyspozycji.

To może trzeba się umówić na kawę z panem Broniarzem dzisiaj.

- Myślę że teraz piłka leży po stronie rządu. Bo mieli szansę, nie wykorzystali jej. Myślę, że związkowcy dadzą jeszcze drugą szansę, ale to wszyscy. Nie tylko ZNP,  ale Forum Związków Zawodowych, też "Solidarność" nie widzę, żeby była przeszczęśliwa z tych wczorajszych propozycji.

Ale chyba z tej trójki jest najbardziej szczęśliwa.

- Nie ma satysfakcji i jest myślę coraz więcej dystansu. Chyba protesty, które były przed urzędami wojewódzkimi, o tym chyba najlepiej świadczą. Jestem do dyspozycji, ale pani premier Szydło musi mieć dobrą wolę, a jej na razie nie ma.

To wrócimy do tych protestów w internecie, a teraz spytam o to, co za półtorej godziny w Warszawie, bo zapowiadaliście wczoraj takie mocne polityczne uderzenie. Ja myślę sobie, co się może takiego wydarzyć, skoro w czwartek wszystko już zostało powiedziane.

- Po pierwsze, jest program, który trzeba promować i to jest dobra okazja do promowania tego programu. Dla nas tam są kwestie niezwykle ważne, jak budżet na przyszłą perspektywę. W tej udało się wynegocjować 106 miliardów euro na politykę spójności, czyli na drogi, na europejski fundusz społeczny, na żłobki, przedszkola, na chodniki, z których tak trochę szyderczo się wypowiada pan premier. Na wspólną politykę rolną -  32 miliardy, na dopłaty bezpośrednie. No i mówimy, koniec podziału na starą i nowa Unię. Dopłaty ujednolicone na poziomie średnio 280 euro. W Polsce, we Francji, w Niemczech. Bo to już nie ma przesłanek, że rolnik francuski, czy niemiecki powinien mieć większe wsparcie, bo ma na przykład droższe nawozy.

Grzegorz Schetyna zapowiada też hiszpańskie pensje, pana nie śmieszy taki punkt programu?

- Jeżeli chcemy dążyć do pełnego zrównania jakości życia z krajami Europy zachodniej, to to jest jak najbardziej dobry kierunek. My wciąż musimy gonić Europę pomimo...

Ale zawsze nam mówiono, że musimy zarabiać mniej, żebyśmy byli konkurencyjni.

- Nie, nie. Musimy zarabiać dobrze.

A pamiętam Leszka Balcerowicza - tak mówił.

- A, to wie pan, to z Leszkiem Balcerowiczem my byliśmy w różnych czasach w sporze, choć co dobre - trzeba mu przyznać - że w rządzie, w którym był u Tadeusza Mazowieckiego powołano KRUS, więc o tym też niewiele osób pamięta, że później od tego KRUS-u się odżegnywali.

A dzisiaj jest pan w koalicji z tym, którzy chcą ten KRUS likwidować.

- Przekonaliśmy ich. Katarzyna Lubnauer była sceptyczna, ale pokazaliśmy, że to jest rozwiązanie własnie proeuropejskie. Bo KRUS nie jest wymysłem PRL-u. KRUS powstaje w 1990 roku, Artur Balazs odgrywa bardzo ważną rolę przy jego powstawaniu. Tworzy się KRUS - ubezpieczalnia.

Serio PO i Nowoczesna będą...?

- Byliśmy w rządzie przez 8 lat z Platformą - czy ktoś podniósł rękę?

Ale wtedy tego nie było. 

- Nie, we Francji, w Niemczech od wielu, wielu lat są takie instytucje.

Przekona pan Grzegorza Schetynę, żeby nie likwidował IPN-u i CBA?

- Tu mamy różny pogląd. Tego nie będzie się ani zakładać, ani likwidować.

Uśmiecha się pan, powiem tym, którzy nas nie widzą.

- Po pierwsze nie dotyczy to wyborów europejskich, bo CBA i IPN to są instytucje Polski i tylko w Polsce mogą być ustanawiane i jakiekolwiek propozycje zmian mogą być tutaj przeprowadzane. Ja uważam, że wymagają te instytucje zmian. Wymagają zmian, odpolitycznienia - szczególnie tutaj mowa o CBA - IPN jest potrzebny. Jest potrzebna pamięć i dbanie o pamięć historyczną. Ale też, żeby to była pamięć o wszystkich, a nie o wybranych.

Słucham pana, z taką emfazą pan mówi. Czyli czuję, że jesienią pójdziecie we wspólnym bloku do wyborów - tych do naszego krajowego parlamentu?

- Zobaczymy, decyzja przed nami. Te wybory będą testem. Zobaczymy, jaki będzie rezultat. My zrobimy wszystko, żeby te wybory wygrać. Dlatego się zjednoczyliśmy - bo to jest jedyna szansa, na ten moment, wygrania wyborów. Ale podjęliśmy decyzję - i my, i inne partie, o wspólnym starcie w wyborach europejskich, a nie w wyborach parlamentarnych. Wszystko przed nami. PSL jest bardzo demokratyczną formacją i u nas ta dyskusja na pewno będzie bogata.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje