Reklama

Reklama

Listy Falenty pogrążą PiS? Eksperci: Nic z tych rzeczy

Nowa odsłona afery podsłuchowej i listów, które Marek Falenta wysłał do polityków, nie wywoła trzęsienia ziemi na polskiej scenie politycznej - uważają politolodzy i socjolodzy, z którymi rozmawiała Interia. Sytuacja mogłaby ulec zmianie, gdyby pojawiły się nowe nagrania przedstawiające polityków Prawa i Sprawiedliwości (PiS) w niekorzystnym świetle.

Według informacji mediów broniący się przed wykonaniem kary więzienia Marek Falenta wysłał trzy listy do prezydenta, prezesa PiS i premiera.

Reklama

W liście do prezydenta, jak podawała "Rzeczpospolita", Falenta przedstawił ultimatum: albo zostanie ułaskawiony albo "ujawni zleceniodawców afery taśmowej". Jak napisał w liście - choć "zrobił, co do niego należało, wywiązał się ze wszystkich złożonych obietnic, to został okrutnie oszukany przez ludzi wywodzących się z Pana (Andrzeja Dudy) formacji".

Z kolei w liście do prezesa PiS cytowany przez "Gazetę Wyborczą" Falenta napisał: "miałem świadomość, że przekazany materiał (z podsłuchów) będzie ujawniony i wykorzystany do wygrania przez PiS wyborów oraz prezydenta wyborów".

Pytania o wiarygodność Falenty

Jednak zdaniem socjologa i politologa Jarosława Flisa z Uniwersytetu Jagiellońskiego dopóki nie pojawią się ewentualnie nowe nagrania czy kompromitujące materiały to ta sprawa na obecnym etapie nie będzie miała żadnego wpływu na notowania partii rządzącej czy jesienne wybory parlamentarne. Socjolog zwraca też uwagę, że Marek Falenta może być odbierany przez cześć obserwatorów sceny politycznej jako osoba miało wiarygodna, która za wszelką cenę próbuje uniknąć więzienia.

- Ciągle za mało wiemy, na razie to są same deklaracje bez żadnego potwierdzenia. Bez dodatkowych elementów (...) to oczywiście nie będzie miało żadnego wpływu. Gdyby pojawiły się jakieś nowe kompromitujące materiały, to by nowo ustawiało sytuację. Na razie to wygląda, że nie jest to przewidywalny, racjonalny, twardy gracz, ale osoba, która znalazła się w tarapatach i podejmuje paniczne ruchy - powiedział Flis.

"Trudno, żeby Schetyna był punktem odniesienia"

Flis zwrócił także uwagę, że opozycja, która żąda w tej kwestii powołania komisji śledczej, dla części wyborców również może się okazać mało wiarygodna. - Trudno, żeby Grzegorz Schetyna, który odchodził z rządu po aferze hazardowej, był punktem odniesienia dla tych, którzy są zdegustowani tą kwestią.

Socjolog dodał, że ze strony partii opozycyjnych ciągle brakuje wiarygodniej alternatywy dla rządzącego PiS.

- Partie opozycyjne są głęboko przekonane, że PiS sam upadnie, i wystarczy trwać w jednej drużynie - powiedział.

Wierni wyborcy nie wierzą w afery

- Tak zwana sprawa Marka Falenty absolutnie nie będzie miała wpływu na notowania partyjne i kolejne wybory. Od 13 lat następuje dipolaryzacja sceny politycznej, która przekłada się na kolejne sfery życia. Część wyborców a priori zakłada, że to co słyszy ze strony przeciwników ugrupowania, które popiera, nie jest prawdą i w to nie wierzy - powiedział nam Rafał Chwedoruk z Uniwersytetu Warszawskiego.

Zdaniem politologa, żeby taka afera mogła odegrać znaczącą rolę w wyborach, musi być ona "jednoznaczna i pełna symboli".

 - Nie uważam, że tak kwestia odegrała jakakolwiek rolę. Tym bardziej, że PiS na przestrzeni ostatnich lat zdobył trzon oddanych wyborców, dla których szczególnie lider jest ostatnią instancją. PiS w oczach wielu wyborców jest także partią, która wśród swoich zwolenników ma opinię partii, która dotrzymuje słowa, jak na przykład w przypadku obniżenia wieku emerytalnego czy 500 plus - dodał.

- Trzecim elementem, który trzeba wziąć pod uwagę, jest też kwestia inflacji wypowiedzi części liberalnych elit, które próbowały legitymizować wcześniej rząd PiS. Takie potencjalnie wielkie afery jak kwestia Srebnej, nagłaśniane przez opozycję, nie dotknęły PiS, szkodziły raczej drobne sprawy jak na przykład kwestia nagród w rządzie czy sprawa Misiewicza - uważa Chwedoruk.

Paweł Sobczak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy