Lojalkę Kaczyńskiego sfałszował UOP?

Za wcześnie jest, by przesądzać, że to faktycznie w Urzędzie Ochrony Państwa sfałszowano rzekomą "lojalkę" Jarosława Kaczyńskiego ze stanu wojennego - powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Maciej Kujawski.

Wtorkowy "Super Express" napisał, że dwaj byli oficerowie UOP potwierdzili tej gazecie, iż "lojalkę", która miała skompromitować J. Kaczyńskiego, stworzyli sami oficerowie UOP na polecenie kierownictwa Urzędu. - W 1993 r. jeden z agentów miał dostarczyć sfałszowaną lojalkę J. Kaczyńskiego dziennikarzom - napisał "SE".

Reklama

Na ślad fałszerstwa lojalki "SE" natrafił, przeglądając akta sprawy sądowej przeciwko płk. Janowi Lesiakowi.

14 września 1998 roku poseł Jerzy Dziewulski zeznał w warszawskiej prokuraturze: "Na spotkaniu w 1995 r. przekazano mi, iż w maju 1993 r. oficer UOP zgłosił się do Urbana i przekazał oryginał lub kserokopię lojalki Jarosława Kaczyńskiego z informacją, że jest to prawdziwy dokument sporządzony w 1981 r. pod koniec grudnia. Według mojego informatora miała to być lojalka, że Jarosław Kaczyński współpracował"

Idąc śladem zeznań Dziewulskiego, "SE" dotarł do dwóch oficerów UOP. Obaj potwierdzają, że lojalka Jarosława Kaczyńskiego została sfałszowana na polecenie kierownictwa UOP i przez agentów UOP.

- Nie przekazałem żadnej lojalki tygodnikowi "Nie". To bzdura - zaprzecza jeden z oficerów specsłużb zeznianiom Dziewulskiego w rozmowie z reporterem "SE". Mówi, że "jest pewny, że zrobiono ją poza granicami kraju". - Takimi sprawami zajmował się wywiad UOP. Mieliśmy za granicą wielu polskich przestępców, którzy pracowali na nasze zlecenie. Na pewno nie zrobił tego Lesiak, bo on był na to za cienki - mówi. - O tym, że na Kaczyńskich przygotowywano pasztet, mówiła cała fabryka (UOP - przyp. red.) - dodaje.

Drugi z agentów, który zgodził się na rozmowę z "SE" zaprzecza, by lojalkę sfałszowano za granicą.

- Za fałszerstwem stało najwyższe kierownictwo i chodziło o to, by jak najmniej osób miało jakąkolwiek wiedzę o tej sprawie. Mamy świetnych fałszerzy w Biurze Techniki Operacyjnej. Robili choćby pieczęć Jana Pawła II w latach 80. - przekonuje. Dodaje też, że w magazynach biuro ma dużo papieru z lat 80., co jeszcze bardziej uwiarygodnia podrobione dokumenty - mówi agent.

Dziewulski potwierdza swoje wcześniejsze zeznania. - Wtedy byłem doradcą ds. bezpieczeństwa prezydenta Kwaśniewskiego. Dostawałem mnóstwo informacji. Ta o lojalce pochodzi od źródła, które nigdy mnie nie zawiodło - mówi Dziewulski. Były poseł lewicy twierdzi, że według jego informacji lojalka była sfałszowana w warszawskich biurach UOP.

Śledztwo w sprawie domniemanego sfałszowania "lojalki", rzekomo podpisanej przez Kaczyńskiego w stanie wojennym, prokuratura wszczęła w czerwcu - z zawiadomienia lidera PiS. Kaczyński sugeruje, że fałszerstwa mógł się dopuścić płk Jan Lesiak w ramach inwigilacji prawicy przez Urząd Ochrony Państwa w latach 90. Tajny proces Lesiaka trwa przed Sądem Okręgowym w Warszawie.

Kodeks karny przewiduje karę grzywny, ograniczenia wolności lub od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia dla tego, kto "w celu użycia za autentyczny", podrabia dokument lub go przerabia.

Według stanowiska Ministerstwa Sprawiedliwości z czerwca, "istnieją dowody", że doszło do sfałszowania dokumentów J. Kaczyńskiego z teczki, założonej mu przez SB, a obecnie znajdującej się w IPN. Zdaniem resortu, nie budzi wątpliwości to, że "w ramach inwigilacji prawicy w latach 90. służby specjalne fałszowały dokumenty, m.in. w celu skompromitowania działaczy prawicy, a szczególnie braci Kaczyńskich".

W 1998 r. stołeczny sąd uznał już, że Kaczyński nie podpisywał w 1981 r. żadnej "lojalki". Tak zakończył się proces karny wytoczony przez J. Kaczyńskiego tygodnikowi "Nie" za opublikowanie w nim w 1993 r. sfałszowanej "lojalki". Marka Barańskiego z "Nie" skazano za to na karę grzywny (jeszcze przed wyrokiem przyznał, że "lojalka" była fałszywa, a on sam padł ofiarą "prowokacji UOP", za co przeprosił Kaczyńskiego).

J. Kaczyński, ujawniając swą teczkę, oświadczył, że są w niej dwa sfałszowane, jego zdaniem - prawdopodobnie w 1992 lub 1993 r. w UOP - dokumenty, opisujące rzekome podpisanie przez niego tzw. lojalki ze stanu wojennego. Pytany, dlaczego nie ujawnił teczki wcześniej, lider PiS odparł, że "są tam ślady działania pana Lesiaka". Lesiak stał na czele tajnego zespołu w UOP, który od 1992 r. prowadził operacje przeciw ugrupowaniom prawicowym, m.in. Porozumieniu Centrum - partii braci Kaczyńskich.

Dowiedz się więcej na temat: Warszawa | UOP

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy