Reklama

Reklama

Magdalena Biejat straci stanowisko? Krzysztof Gawkowski: Nie pozwolimy łamać obyczajów

"Posłowie Lewicy będą bronić szefowej komisji rodziny Magdaleny Biejat; przyjdziemy na posiedzenie Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, żeby pokazać, że jesteśmy z nią solidarni oraz że nie pozwolimy łamać obyczajów sejmowych"- mówi przewodniczący klubu Lewicy Krzysztof Gawkowski

19 grudnia rzeczniczka PiS Anita Czerwińska poinformowała, że posłowie PiS złożyli wniosek do Magdaleny Biejat - szefowej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny - o zwołanie posiedzenia i dokonanie zmian w prezydium komisji, w tym na stanowisku przewodniczącego. "Posłowie są w Sejmie po to, żeby pracować, tymczasem poseł Biejat dotychczas nie zwołała posiedzenia komisji. Dlatego grupa posłów PiS zasiadających w komisji zdecydowała się na złożenie wniosku do przewodniczącej o zwołanie posiedzenia" - podkreśliła Czerwińska.

Reklama

Zgodnie z regulaminem Sejmu przewodnicząca komisji ma 30 dni na zwołanie posiedzenia, o które wnioskuje przynajmniej jedna trzecia członków komisji (spośród 35 członków tej komisji 18 to posłowie PiS). Z informacji zamieszczonych na stronie Sejmu wynika, że takie posiedzenie zaplanowano na czwartek 16 stycznia o godz. 9.

"Lewica stanie murem za Biejat"

Aktywność posłów Lewicy podczas posiedzenia komisji zapowiada szef klubu Krzysztof Gawkowski. "Jeżeli na komisji stanie wniosek potwierdzony chęcią zmiany prezydium i okaże się, że posłowie i posłanki chcą odwołać Magdalenę Biejat, my zrobimy wszystko, żeby pokazać dwulicowość Prawa i Sprawiedliwości, ten brak szanowania porządku i obyczajów sejmowych" - powiedział poseł. Według niego, nie ma żadnych merytorycznych podstaw do odwołania Biejat. Jak zauważył, na komisji nie pojawiły się żadne projekty ustaw, które mogłyby osłabić jej funkcję i pokazać, że jest w jakikolwiek sposób nieobiektywna.

"Na pewno cały klub parlamentarny Lewicy będzie stał murem za przewodniczącą Biejat" - zapowiedział Gawkowski. "Będziemy na komisji bronić Magdy Biejat, przyjdziemy klubem, żeby pokazać, że jesteśmy z nią solidarni i że nie pozwolimy łamać obyczajów sejmowych, aby odwoływać kogoś dla odwoływania. Z drugiej strony nie będziemy "dealowali" z PiS-em. Nie będziemy robili nic, żeby doprowadzić do sytuacji, że PiS będzie opowiadało, że politycznie się dogadało z Lewicą, bo na to, żeby odwołać Magdę Biejat po prostu zgody nie ma" - podkreślił Gawkowski.

Biejat komentuje

Biejat podkreśliła z kolei, że podczas czwartkowego posiedzenia "przedstawiciele wnioskodawców muszą uzasadnić swój wniosek". "Muszą jasno doprecyzować, jakich zmian chcieliby dokonać, ponieważ we wniosku takich informacji, ani uzasadnienia nie umieścili" - zauważyła. "Ponieważ posłowie PiS zapowiadali w mediach, że chodzi o odwołanie mnie ze stanowiska przewodniczącej, to na pewno Lewica będzie bacznie te obrady obserwować. Z pewnością pojawi się wiele osób, które będą chciały mnie wesprzeć. Posłowie i posłanki także spoza komisji już deklarują, że przyjdą i będą się przysłuchiwać uważnie temu, co się tam wydarzy i są gotowi zabrać w tej sprawie głos" - dodała.

Pytana, czy spodziewa się w związku z tym awantury, odpowiedziała: "Jesteśmy dalecy od tego, żeby robić jakiekolwiek awantury. Zależy nam na merytorycznej dyskusji o konkretach. W tej chwili tych konkretów brakuje. Mam więc nadzieję, że uda się wreszcie PiS skłonić do jasnego określenia stanowiska i merytorycznej dyskusji" - mówiła.

Biejat odnosząc się do zarzutu rzeczniczki PiS, że komisja nie podjęła prac zauważyła, że Komisja Polityki Społecznej i Rodziny spotkała się trzykrotnie w roku ubiegłym, a w pierwszych dwóch tygodniach pracy Sejmu odbędzie się w sumie 6 spotkań. "To jest przyzwoity wynik, ani duży ani mały na tle innych komisji" - zaznaczyła.

"Wniosek o odwołanie mnie pojawił się zresztą wewnątrz PiS właściwie od razu po zawiązaniu się komisji i zatwierdzeniu mnie na stanowisku przewodniczącej, więc na pewno taki argument nie mógł leżeć u podstaw całego zamieszania, które PiS kreuje wokół mojej osoby. Myślę, że posłowie PiS sami gubią się już w całej sytuacji, ciężko powiedzieć o co im chodzi. Najpierw zaskoczeniem okazuje się być to, że posłanka Lewicy ma poglądy zgodne z programem Lewicy, potem o obawy przed mrożeniem projektu, które jest niewykonalne, bo przewodniczący komisji nie ma po prostu takich uprawnień - ma je za to marszałek Sejmu z PiS, która o pracach nad projektem oraz przydziałem projektów do komisji decyduje, a teraz słyszymy zarzut o liczbę posiedzeń, która obiektywnie nie powinna budzić zastrzeżeń" - dodała Biejat.

Kanthak: Biejat niszczy polskie rodziny

Obecnie w prezydium komisji, obok Biejat, zasiadają dwie wiceprzewodniczące z opozycji: Marzena Okła-Drewnowicz (KO) i Agnieszka Ścigaj (PSL-Kukiz15) oraz dwie z PiS - Urszula Rusecka i Teresa Wargocka. PiS chciałby, aby Rusecka została szefową komisji w miejsce posłanki Biejat.

Biejat została wybrana na szefową komisji w połowie listopada ub.r. Jej kandydaturę poparło wówczas 25 posłów, przeciw było trzech, czterech wstrzymało się od głosu.

Niedługo po wyborze Biejat na szefową komisji rzecznik Solidarnej Polski, poseł PiS Jan Kanthak poinformował, że posłowie jego ugrupowania zwrócili się do współkoalicjantów ze Zjednoczonej Prawicy - PiS i Porozumienia - o odwołanie Biejat. Według Kanthaka, Biejat nie może sprawować funkcji przewodniczącej komisji polityki społecznej i rodziny, bo - jak mówił - jest osobą, która "niszczy polskie rodziny, chce zabijać poczęte dzieci, która zagraża naszej przyszłości". Odwołania Biejat domagała się również Konfederacja. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje