Małgorzata Gosiewska: Nie byłoby Gruzji, gdyby nie Lech Kaczyński

Posłanka PiS Małgorzata Gosiewska powiedziała w środę w radiowej Trójce, że Gruzja mogłaby być dziś częścią Rosji gdyby nie Lech Kaczyński. ​W środę mija 10. rocznica wybuchu wojny rosyjsko-gruzińskiej o Osetię Południową. W wyniku działań zbrojnych rosyjskiej armii i dyplomatycznych zabiegów Kremla Gruzja straciła kontrolę nad Abchazją i Osetią Południową.

Przewodnicząca polsko-gruzińskiej grupy parlamentarnej podkreśliła w radiowej Trójce, że postawa prezydenta Lecha Kaczyńskiego uratowała Gruzję przed dalszą agresją Rosji. "Gdyby nie Lech Kaczyński, nie rozmawialibyśmy o Gruzji, byłoby to terytorium w całości zajęte przez Rosję" - mówiła posłanka.

Reklama

Zdaniem Małgorzaty Gosiewskiej konflikt był sprawdzianem tego, jak daleko Władimir Putin może się posunąć w relacjach z Zachodem.

"Okazało się, że można posunąć się bardzo daleko" - dodała.

"Gdyby Lech Kaczyński żył, gdyby nie zdarzył się Smoleńsk, to mielibyśmy zupełnie inną sytuację na Ukrainie. Myślę, że nie doszłoby do zajęcia Krymu, konfliktu, codziennych strzałów. Zabrakło odważnego, świadomego polityka" - stwierdziła Gosiewska.

10 lat temu, w nocy z 7 na 8 sierpnia 2008 roku wybuchła gruzińsko-rosyjska wojna o Osetię Południową. Po wielu miesiącach prowokacji ze strony południowoosetyjskich separatystów, wspieranych przez rosyjskie wojska ówczesny prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili podjął decyzję o odzyskaniu kontroli nad zbuntowanym regionem.

8 sierpnia doszło do regularnych starć gruzińskiej armii z uzbrojonymi bojówkami południowoosetyjskich separatystów.

Wojnę gruzińsko-rosyjską zakończyło porozumienie o zawieszeniu broni. Rosja do dziś nie wypełniła części zawartych w dokumencie punktów, w tym nie wycofała swoich wojsk z Osetii Południowej i Abchazji.


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje