Reklama

Reklama

Małgorzata Kidawa-Błońska: Mam nadzieję, że weto prezydenta zostanie odrzucone

- Jeżeli ktoś się czuje kobietą, nie będzie chciał nagle być mężczyzną. Nie dopisujmy jakiejś historii science fiction. To są dramatyczne sytuacje ludzi, dotyka to niewielkiej grupy, ale jesteśmy państwem demokratycznym, trzeba robić prawo nawet dla kilku czy kilkunastu osób, bo każdy musi się czuć dobrze w naszym państwie - mówiła w Kontrwywiadzie RMF FM Małgorzata Kidawa-Błońska, komentując weto prezydenta dla ustawy o uzgodnieniu płci.

Konrad Piasecki: W sprawie 12 złotych pensji minimalnej za godzinę Prawo i Sprawiedliwość mówi: "Sprawdzam", a wy rzucacie kartami i odchodzicie od stołu?

Reklama

Małgorzata Kidawa-Błońska: - Nie, ani nie rzucamy kartami, ani nie odchodzimy od stołu. Naprawdę wszyscy zdają sobie sprawę i mówiłam to samo odnośnie ustawy, którą składał pan prezydent, że w tej kadencji żadnej dużej ustawy nawet nie damy rady zrobić...

Ale to nie jest za duża ustawa. To jest króciutka, paropunktowa ustawa mówiąca o 12 złotych pensji minimalnej za godzinę...

- Nie, nie. To nie jest taka prosta ustawa. Ona wymaga poważnych zmian także w innych. Nie da się rady tego zrobić, jeżeli poważnie traktujemy i chcemy, żeby ta zmiana była poważnie zrobiona, żeby nikt jej nie kwestionował i żeby działała.

Pani marszałek, ale tak: Platforma chce 12 złotych za godzinę, Prawo i Sprawiedliwość chce 12 złotych za godzinę. Skoro jest akurat jakaś taka sprawa, w której wszyscy się zgadzają, to może zrobić to przed 25 października?

- Ale się nie da, dlatego że Sejm ma ostatnie posiedzenie, Senat już nie będzie miał swojego posiedzenia. Dlatego nie oszukujmy ludzi, że można w ten sposób działać.

Pani marszałek, setki razy widzieliśmy - i pani jako parlamentarzystka, ja jako dziennikarz, że zwoływano posiedzenia w ważnych albo mniej ważnych sprawach i dawało się to przepchnąć...

- Nie, nie. Kiedy Sejm kończył kadencję, zawsze przyjmowano, ustalano, kiedy pracuje i to było przyjęte w każdej kadencji, nawet w tych, kiedy niektóre ustawy były robione bardzo szybko.

Czyli szybkie przyjęcie 12 złotych za godzinę byłoby błędem, nieodpowiedzialnością?

- Ale jak pan sobie wyobraża zrobienie tego na jednym posiedzeniu, kiedy nawet nie ma jeszcze konsultacji? Ustawa musi mieć konsultacje społeczne. Muszą być opinie prawne. Tego też się nie robi z godziny na godzinę. Skoro to jest ustawa przygotowana, teraz będzie czas na konsultacje... W połowie listopada pierwszy Sejm - proszę bardzo, można się tym zająć.

Czytam i słucham pani premier: "Uczciwie mówimy Polakom - Polskę stać dzisiaj na to, żeby stawka godzinowa była nie mniejsza niż 12 złotych"...

- ...no dobrze...

...skoro mówi to szef rządu, to ja rozumiem, że on się podpiera jakimiś ekspertyzami, jakimiś opiniami, analizami, wobec czego można poprosić Ewę Kopacz, żeby pokazała je Sejmowi i szybko tę ustawę przyjąć.

- Ale to są dwie inne ustawy. Mają trochę inne zapisy. Powiem tak - naprawdę, ja wiem, że w kampanii można robić różne rzeczy, ale jednak jest coś takiego...

...ale to i jedni, i drudzy robią w tej kampanii...

- Ale Platforma nie składa teraz tych ustaw, mówimy, że zrobimy to w nowej kadencji. 

Bo dla was jest to temat na kampanię wyborczą. 

- A dla Prawa i Sprawiedliwości to nie jest temat na kampanię wyborczą?

Tak, ale oni poszli do przodu i zgłosili ustawę. 

- Powiem tak: traktujmy Sejm poważnie. Ja wiem, że mamy zły wizerunek, mówi się, że możemy wszystko przepchnąć... Nie, to tak nie jest do końca i naprawdę pracujemy, staramy się trzymać regulaminów i chciałabym, żeby tak zostało, przynajmniej w tej kadencji, do końca. 

Bo mnie się wydaje, że to jest tak, że wy nie chcecie przyjąć tej ustawy, bo wiecie, że splendor dzisiaj spadłby na PiS. A tak to macie wygodny temat na kampanię.

- Mogłyby się spotkać dwie ustawy, naprawdę, i można byłoby to robić. Nie o to chodzi. Traktujmy Sejm poważnie. I także robienie dużych ustaw traktujmy poważnie. Pan prezydent złożył ustawę, gdyby zrobił to kilka tygodni wcześniej, tak jak obiecywał, można byłoby ją procedować. Tak się nie da. 

Rozumiem, że to jest pani ostateczna decyzja: ustawa 12 złotych za godzinę nie trafi w tej kadencji...

- Tak, żadna nowa ustawa, żadna nowa poprawka do ustawy nie będzie... W czwartek i piątek ten Sejm kończy swoją działalność, będziemy rozpatrywali tylko poprawki złożone przez Senat. 

I choćby świat się walił, już nie może być żadnego posiedzenia?

- Na szczęście świat się Bogu dzięki nie wali, mam nadzieję, że nie będzie się walił, i że nie będzie takiej sytuacji, że będziemy musieli w jakiejś bardzo dramatycznej sprawie się spotykać, jeżeli wszystko będzie tak jak do tej pory. Wszystkie ustawy - następna kadencja. 

To znaczy, rozumiem, że prezydenckiego weta do ustawy o uzgodnieniu płci też pani nie podda pod głosowanie? 

- To jest tylko głosowanie...

Też nowa sprawa. 

- Nie, to nie jest nowa sprawa, bo to jest kontynuacja tego, co robiliśmy. Zamykamy sprawę...

Nową sprawą jest weto, bo ustawa oczywiście przeszła przez Sejm. 

- Tak, ale ustawa weszła... Jeżeli w tym terminie przed naszymi głosowaniami to będzie, to damy radę to rozpatrzyć. 

Rozumiem, że dzisiaj to weto nie leży u pani na biurku?

- Jeszcze go nie ma. 

A jako polityk i kandydat: ma pani pewność, ze koalicja się zmobilizuje i ze wsparciem lewicy odrzuciłaby prezydenckie weto? 

- Obserwowałam, jak trwały prace nad ta ustawą, jak wyglądała debata w Sejmie, naprawdę przebiegała bardzo spokojnie i bardzo merytorycznie. I nawet posłowie, których mogłam podejrzewać o zupełnie inne zdanie w tej sprawie, rozumieli, że...

Nie będzie tak, że pani premier gdzieś pojedzie, konserwatyści PO się zbuntują, PSL się podzieli i Andrzej Duda wygra to głosowanie?

- To wtedy wygra, ale ja wierzę, że Sejm pracując nad ustawą, biorąc za nią odpowiedzialność - także będzie chciał tę ustawę obronić.

Bo wie pani, że w głosowaniu nad tym projektem do 3/5 trochę zabrakło.

- Zabrakło pięciu głosów wtedy.

Tak, tak, ale do 3/5 podczas głosowania tej ustawy zabrakło 24 głosów, więc mogłyby być problemy.

- Zobaczymy.

Wierzy pani - rozumiem, że weto prezydenckie zostałoby odrzucone, gdyby było głosowane?

- Mam nadzieję, że tak, ale każdy poseł samodzielnie podejmuje decyzje, ale obserwacja - jak trwały prace nad ustawą - uspokaja mnie.

Pani zagłosowały za odrzuceniem?

- Tak.

Nie ma pani żadnych wątpliwości prawnych, dotyczących tej ustawy? Uważa pani, że wątpliwości prezydenta nie mają racji bytu?

- Ja nie jestem prawnikiem, nie podzielam wątpliwości pana prezydenta. Jeżeli pan prezydent miał wątpliwości czysto prawne, może trybunał byłby tutaj na miejscu.

Dzisiaj prezydencki minister mówił w "Rzeczpospolitej": Wniosek o uzgodnienie płci będzie mogła złożyć także osoba posiadająca dzieci, a nawet kobieta w ciąży, jeśli czuje się mężczyzną. Nie przeszkadzają pani tego typu kwestie i wątpliwości?

- Nie, nie. To nie jest tak. Można różne historie dopisywać, to są wielkie dramaty tych ludzi, którzy mają problem z określeniem swojej tożsamości. W tej ustawie jest zapisane, że ktoś, kto jest w związku małżeńskim nie może...

No tak, ale z drugiej strony naprawdę ta ustawa daje taką furtkę, że dwie osoby o tej samej płci - jedna z nich może wystąpić o zmianę tej płci i mogą zawrzeć związek małżeński nawet, jeśli będą miały anatomicznie tą samą płeć.

- O czym my rozmawiamy? Jeżeli ktoś się czuje kobietą, nie będzie chciał nagle być mężczyzną. Nie dopisujmy jakiejś historii science fiction. To są dramatyczne sytuacje ludzi, dotyka to niewielkiej grupy, ale jesteśmy państwem demokratycznym, trzeba robić prawo nawet dla kilku czy kilkunastu osób, bo każdy musi się czuć dobrze w naszym państwie.

Uważa pani, że wszystkie wątpliwości prawne wobec tej ustawy to jest science fiction?

- W większości tak.

Ale nie wszystkie?

- Znaczy...

Niektóre pani rozumie - jak rozumiem.

- Rozumiem wątpliwości, ale nie bałabym się tego.

Czy szef Najwyższej Izby Kontroli powinien, pani zdaniem, trafić przed sąd czy przed Trybunał Stanu?

- Dla mnie ta sytuacja jest bardzo skomplikowana, bo dostaliśmy wniosek Prokuratora Generalnego.

Prokurator mówi: "sąd", grupa posłów z Ryszardem Kaliszem, ale również Platformy Obywatelskiej mówi: "Trybunał Stanu", czym de facto trochę ratuje głowę Kwiatkowskiego.

- Komisja Regulaminowa mówi, że nie jest władna do tego, żeby zdjąć immunitet szefowi NIK-u. Sprawa jest bardzo skomplikowana i może rzeczywiście Komisja Odpowiedzialności Konstytucyjnej będzie tutaj właściwa do podjęcia decyzji, ale na pewno to jest zadanie dla następnego Sejmu, żeby jednak ustalić ścieżkę i zdejmowania immunitetu z osób piastujących takie funkcje, bo tutaj tego nie mamy, jest luka.

Ale pani intuicja mówi: Kwiatkowski - Trybunał Stanu czy Kwiatkowski - sąd?

- Ja mam bardzo duże wątpliwości, i nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Nie jestem prawnikiem, ale mam wątpliwości, i tutaj, i tutaj widzę za i przeciw.

A nie jest pani trochę zakłopotana, trochę zawstydzona tym, że Kwiatkowski wciąż zajmuje swój fotel?

- Na pewno ta sytuacja, i dla niego, i dla całej instytucji, jest bardzo trudna, bo NIK jest instytucją dużego zaufania publicznego, bardzo dobrze oceniana i sytuacja...

Czy pozostając na stanowisku on nie naraża tej instytucji na szwank?

- Na pewno to nie jest dla niej dobre, ale tę decyzję musi podjąć sam Krzysztof Kwiatkowski.

Nie powinien podać się do dymisji?

- Ja uważam, że sytuacja jest trudna i on powinien podjąć decyzję.

No tak, tylko że pani go również wybierała, więc pani, by mu mogła podpowiedzieć, co ma zrobić.

- Ja uważam, że w takich sytuacjach powinno być czyste pole. Nie można pozostawać w takich dwuznacznościach. Nawet jeżeli okaże się, a w to wierzę, że tutaj nie było żadnego złamania prawa, to jednak trzeba chronić wizerunek firmy.

Rozumiem, czyste pole to jest dymisja w tej sytuacji. 


- Tak.

Dowiedz się więcej na temat: kontrwywiad rmf fm | Małgorzata Kidawa-Błońska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne