Reklama

Reklama

Minister sportu: Nie podam się do dymisji

Minister sportu i turystyki nie zamierza podać się do dymisji. Joanna Mucha powiedziała jednak w Jedynce, że jak każdy szef resortu liczy się z możliwością odwołania przez premiera.

Przyznała, że jest jej przykro, iż uczestnicy sondażu Homo Homini uznali ją za pierwszą do zwolnienia. Dodała, że sondaż przeprowadzono, gdy wyszły na jaw domniemane nieprawidłowości przy finansowaniu koncertu Madonny na Stadionie Narodowym.

Oświadczyła, że żadnych nieprawidłowości nie było, gdyż zgodnie z przepisami, wszystkie koszty Stadionu w zeszłym roku były finansowane z celowej rezerwy budżetowej. Dotyczy to także koncertów. Sprawa trafiła do prokuratury.

Joanna Mucha wyraziła przekonanie, że śledztwa nie będzie, gdyż nie naruszono prawa. Podkreśliła, że Ministerstwo Finansów już rok wcześniej wiedziało, iż pieniądze z rezerwy celowej zostaną przeznaczone na organizację koncertu.

Minister sportu poinformowała, że premie dla byłych menedżerów spółki PL.2012 zostały już wypłacone. Nie było podstaw prawnych, aby tego nie zrobić.

Komentując wypowiedzi polityków Platformy Obywatelskiej, którzy krytykowali jej decyzje, minister powiedziała, że jest jej przykro, iż koledzy partyjni ferują wyroki, choć wcześniej nie próbowali się z nią skontaktować. Przyznała, że w ministerstwie sportu szwankowała komunikacja, ale zapowiedziała, iż postara się to naprawić.

Minister powiedziała, że w ciągu miesiąca będzie wiadomo, czy finał Ligi Europejskiej w 2015 roku zostanie rozegrany w Warszawie. Nie chciała jednak podać żadnych szczegółów.


Dowiedz się więcej na temat: Joanna Mucha | minister sportu

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje