Muszyński: To przedłużone umowy z czasów Rzeplińskiego

"To przedłużone umowy z czasów prezesury Andrzeja Rzeplińskiego" - mówi sędzia TK Mariusz Muszyński o ujawnionych w sieci umowach z dwiema osobami na wykonanie projektów zarządzeń, opinii i postanowień TK co do skarg konstytucyjnych i wniosków wpływających do TK.

Użytkownik Twittera pod nazwą "dane publiczne" ujawnił dwie umowy, zawarte 31 marca br. przez sędziego Muszyńskiego (p.o. szefa Biura TK), ze wskazanymi dwiema osobami (jedna z nich to doktor prawa z UAM w Poznaniu), na wykonanie przez nie po 45 projektów zarządzeń, opinii i postanowień TK co do skarg konstytucyjnych i wniosków wpływających do Trybunału. Ujawniona informacja wywołała falę komentarzy w internecie. "Jeśli to jest prawda, właśnie pseudosędzia #Muszyński udowodnił, że mamy pseudotrybunał, a pseudosędziowie #TK nie potrafią orzekać" - skomentował na Twitterze b. minister sprawiedliwości Borys Budka (PO).

Reklama

Inne osoby ujawniły zaś w sieci umowę z kwietnia 2014 r., w której ówczesny szef Biura TK Maciej Graniecki zlecił osobie z zewnątrz "redakcję i korektę 10 arkuszy autorskich projektów zarządzeń, postanowień i opinii prawnych". "Ja tylko przedłużyłem do końca roku umowy, zawarte z tymi osobami za poprzedniego prezesa, i to na tych samych warunkach, jak poprzednio" - powiedział w czwartek sędzia Muszyński PAP o umowach z 31 marca. "Oni pracowali na zlecenie od kilku lat" - dodał. Sędzia wyjaśnił, że chodzi o osoby pracujące w zespole Wstępnej Kontroli Skarg Konstytucyjnych i Wniosków - część z nich miała umowy na pracę w domu, a część pracowała na umowy-zlecenia.

Proszący o anonimowość były pracownik biura TK powiedział PAP, że skład tego zespołu jest okrojony i od dawna korzystano w nim z pomocy prawników niezatrudnionych w Trybunale na etat. "Być może chodzi tu o kwestię skali" - dodał komentując liczbę dokumentów, które mają być przygotowane na mocy obecnych umów. Pod koniec 2014 r. dyrektor tego zespołu Beata Szepietowska mówiła, że większość skarg wpływających do Trybunału zawiera błędy i jest odrzucana już na etapie wstępnym. "Na 4613 skarg, które wpłynęły do Trybunału od 17 października 1997 r. do 5 listopada 2014 r., jedynie 862, czyli ok. 18 proc. zostało przekazanych do merytorycznego rozpoznania" - mówiła wtedy Szepietowska.

W pierwszej kolejności zespół bada, czy skarga została sporządzona przez profesjonalnego pełnomocnika, czy został zachowany trzymiesięczny termin do wniesienia skargi i czy zaskarżono ten przepis prawa, które były podstawą ostatecznego orzeczenia w czyjejś sprawie. Przedstawiciele TK tłumaczyli wtedy także, że ze względu na skomplikowanie spraw i szczupłość zespołu wstępna kontrola skarg często się przeciąga.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje