Na Bałtyku zatonął jacht. Uratowani czują się dobrze

Uratowani na Bałtyku żeglarze czują się dobrze. Z pokładu statku ratowniczego samodzielnie zeszli na nabrzeże portu w Świnoujściu.

Jacht zatonął wczoraj wieczorem. Na pokładzie było 12 Polaków. Jedna osoba zginęła. Jednostka "Down North" została wyczarterowana i wypłynęła wczoraj ze Świnoujścia. Nie wiadomo, co było przyczyną wypadku.

Reklama

Rozbitków podjął niemiecki kuter rybacki - powiedziała IAR Mirosława Więckowska, rzeczniczka Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa w Gdyni. Do zdarzenia doszło około 20 mil morskich na północny zachód od Świnoujścia.

Następnie uratowanych przejął z niemieckiego kutra polski statek ratowniczy SAR-3000. W Świnoujściu czekały na poszkodowanych karetki pomocy medycznej, przedstawiciele Centrum Zarządzania Kryzysowego, a także prokuratorzy i policjanci, którzy zbadają okoliczności zatonięcia jachtu.

Załoga szkunera Down North wyruszyła 30 maja z portu w Świnoujściu w kierunku Oslo. Przez Norwegię, Islandię, wschodnie wybrzeże Grenlandii jacht miał dotrzeć do archipelagu Svalbard. Rejs miał uczcić 35 lat od zakończenia modernizacji stacji Hornsund na Spitsbergenie. To najdalej wysunięta na północ polska instytucja badawcza.

Jednostka była przystosowana do żeglugi w rejonie arktycznym. Organizatorem rejsu był kapitan Mateusz Ćwikliński, z krakowskiego jachtklubu Navigare.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje