Reklama

Reklama

Na Dworcu Centralnym spłonął człowiek

Piątek, godzina 23. W hali głównej warszawskiego Dworca Centralnego staje mężczyzna. Chwilę później oblewa się benzyną i podpala. Po kilku sekundach płonie już jak pochodnia. Na pomoc natychmiast rzucają się ochroniarze, wkrótce przybiega policja - donosi dziennik.pl.

Gdy wreszcie udaje się mężczyznę ugasić, jest już za późno. Mimo reanimacji, człowiek umiera.

Reklama

"Potwierdzam, wczoraj po godzinie 23 było takie zdarzenie" - mówi dziennikowi.pl komisarz Sławomir Sobolewski z komisariatu kolejowego policji. "Wstępne ustalenia wskazują, że była to skuteczna próba samobójcza. Mężczyzna oblał się cieczą łatwopalną i podpalił" - wyjaśnia.

Tragedia rozegrała się tuż przy schodach prowadzących z hali głównej na perony. Świadkowie mówią, że samobójca oblał się benzyną. Do gaszenia płonącego człowieka rzucili się natychmiast ochroniarze stacji i policjanci.

Zanim przyjechał ambulans, przechodząca obok studentka medycyny przystąpiła do reanimacji mężczyzny. Było już jednak za późno. Krótko po przyjeździe ratowników, człowiek zmarł.

Ustaliliśmy, że najprawdopodobniej mężczyzna był chory psychicznie. Miał już na koncie wcześniejsze próby samobójcze.

Dowiedz się więcej na temat: ochroniarze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje