Reklama

Reklama

Nowotwór zabija Jasia. Zdążymy uratować jego życie?

Neuroblastoma IV stopnia z licznymi przerzutami – diagnoza Jasia zwaliła jego rodziców z nóg. Jeden z lekarzy patrzył w dokumenty i kiwał głową, drugi zwrócił się do rodziców chłopca słowami: "Pozostało wam się modlić". Jest jednak szansa, by uratować chłopczyka.

Symptomy choroby pojawiły się u Jasia w postaci załzawionych oczu i niedowładu prawej nóżki. Początkowo myślano, że to alergia, natomiast problemy z chodzeniem zdiagnozowano jako zapalenie stawu biodrowego. " Ja jednak czułam, że dzieje się coś złego, przecież znałam swoje dziecko. Leczyliśmy Jasia, nie znając przyczyny - traciliśmy czas" - mówi jego mama.

Reklama

Gdy na skroni Jasia pojawił się guz, chłopiec trafił na oddział pediatrii w Olsztynie, gdzie przeszedł serię badań. Jak przyznają rodzice Jasia, wyniki były dla nich ogromnym szokiem. W Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie potwierdziły się najgorsze obawy - u chłopca zdiagnozowano neuroblastoma IV stopnia z licznymi przerzutami. Choroba zajęła już wątrobę, szpik i kości Jasia. Na prawym nadnerczu był zlokalizowany guz. Chłopiec rozpoczął leczenie na wydziale onkologicznym.

"Dziecięcy oddział onkologiczny zmienia nie tylko dzieci. Na każdym kroku wielkie, pełne nadziei oczka i łyse główki małych pacjentów, którzy nie wiedzą nawet, w jak wielkim są niebezpieczeństwie. Onkologia zmienia rodziców, już pierwszego dnia. Wchodząc na oddział, przynosząc dziecko, tatusiowie i mamusie rozglądają się w przerażeniu. Kiedy tego samego dnia muszą opuścić oddział, na ich twarzach maluje się chłodny spokój, a zaciśnięte usta świadczą o tym, że są gotowi walczyć i być w tej walce przy swoim dziecku do końca" - mówią rodzice Jasia.

Pierwsze chemioterapia chłopca przyniosła efekty. Okazało się, że guz zmniejszył się o połowę. Pozytywne były też wyniki dotyczące szpiku kostnego - był czysty. 12 października chłopiec został poddany operacji usunięcia guza. Lekarzom udało się pozbyć nowotworu z wątroby, ale wciąż pozostaje w kościach. Przed Jasiem jeszcze najgorsza próba, megachemioterapia, przeszczep, radioterapia i najważniejsze leczenie immunologiczne. Niestety, immunoterapia w Polsce nie jest refundowana. Jeśli nowotwór się odbuduje i powróci, wyniszczony organizm naszego dziecka nie będzie miał już żadnych szans z nim wygrać.

"By Jaś miał jeszcze większe szanse lekarze zdecydowali, że leczenie Dituximabem beta (immunoterapia) musi być wspomagane lekiem Interleukiną 2. Otrzymaliśmy nowy kosztorys, dlatego musimy zwiększyć kwotę zbiórki. Koszt leku na 5 cykli leczenia wynosi w przybliżeniu 20 tys. zł. Tylko dzięki Wam lekarze będą mogli walczyć o jego życie!" - apelują rodzice chłopca.

Zostało jeszcze kilka dni, by pomóc Jasiowi. Wejdź na stronę Się Pomaga i wesprzyj zbiórkę!


Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy