Reklama

Reklama

Obchody grudnia ’70 w Szczecinie. Wygwizdano list marszałka Senatu

Najpierw we wtorek przed bramą Stoczni Szczecińskiej przemawiał prezydent Andrzej Duda. Następnie odczytywano list marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego. W tym momencie rozległy się głośne gwizdy.

Uroczystości upamiętniające wydarzenia z grudnia 1970 r. odbyły się pod bramą Stoczni Szczecińskiej. Zebrali się tam parlamentarzyści, przedstawiciele władz województwa i miasta, a także związkowcy, przedstawiciele zakładów pracy z miasta i regionu, a także licznie zebrani mieszkańcy miasta.

Reklama

Prezydent podkreślił, że dzisiaj cały naród Polski, całe społeczeństwo chyli czoło nad tymi, którzy wtedy zginęli i oddaje im cześć. "To jest nasza wspólna wartość, to jest z całą pewnością obok wielu historycznych zdarzeń, to jedno z tych wielkich, które możemy nazwać kształtującymi i z tych, które możemy nazwać pewnymi zwrotnicami w dziejach. Zwrotnicami w dziejach naszego narodu i zwrotnicami w naszej historii, która potem pobiegła inną drogą" - zaznaczył Duda.

Według niego tak naprawdę od wtedy zaczął się poważny sprzeciw wobec komunizmu, który zakończył się przemianami 1989 r. "I można powiedzieć, że gdyby nie tamta krew, nie byłoby dzisiejszej wolnej Polski. I nie mógłbym stać dzisiaj tutaj przed tą bramą i mówić tego, co mi podpowiada serce, tego, co po prostu chcę powiedzieć" - mówił prezydent.

"Nigdy się z tym nie pogodzę"

"Nie byłoby tego dzisiaj, gdyby nie tamto wczoraj - bolesne, straszne, trudne, ale które poza przelaną krwią przyniosło wielkie owoce" - mówił Duda. "Czy potem można było lepiej? Tak, zawsze można było lepiej i uczciwiej. Nigdy nie pogodzą się z tym, że odpowiedzialność nie została wyciągnięta, nigdy. Ale chcę, żeby obok tego i obok tego, że cały czas Polskę naprawiamy, że cały czas usuwamy to co złe pozostało z tamtych czasów, niech odchodzi w cień historii, niech zostaje wypchnięte z naszego życia. Niech zostanie oderwane wreszcie od naszej rzeczywistości, niech przestanie nam ciążyć jak balast, który powoduje, że nie możemy tak sprawnie przyspieszyć i biec do przodu jakbyśmy chcieli" - powiedział prezydent.

Duda podkreślił, że jest to bardzo przejmujący moment, w bardzo przejmującym miejscu. Jak dodał, ci którzy wtedy - 49 lat temu, prawie pół wieku - byli młodymi ludźmi, uczniami, robotnikami, dzisiaj są już na emeryturze, a wielu uczestników i świadków tamtych zdarzeń, którzy byli w poważniejszym wieku, w pełni dorosłym, nie ma już dzisiaj nami.

"Ci, którzy ponosili i ponoszą odpowiedzialność za wydawane wtedy decyzje, wydawane wtedy rozkazy, wydawane wtedy polecenia, za tamte rany i śmierć zadawaną niewinnym ludziom już odeszli. W znakomitej większości nie ma z nami na tym świecie pewnie i tych, którzy w tamtych dniach pociągali za spust karabinów i pistoletów" - zaznaczył.

"A my jesteśmy tutaj i patrzymy z perspektywy 50 prawie lat historii naszego kraju, naszego życia, naszej rzeczywistości na tamte wydarzenia, na ich znaczenie dla Polski, a także na ich znaczenie dla nas, jako pewnego bytu ponadczasowego wręcz, jakim jesteśmy jako społeczeństwo, naród, który kształtuje się od 1050 lat" - mówił Duda.

Wygwizdano list marszałka Senatu

List do uczestników obchodów skierował marszałek Senatu Tomasz Grodzki. "Oddajemy hołd i czcimy pamięć robotników, stoczniowców i mieszkańców Szczecina, którzy protestując w pamiętnym grudniu 1970 r. przeciwko działaniom władzy ludowej zginęli walcząc, ponieważ domagali się sprawiedliwości, poszanowania ludzkiej godności, praw obywatelskich i wolności, słowem podstaw funkcjonowania demokratycznego społeczeństwa" - napisał Grodzki. 

Podczas odczytywania listu Grodzkiego część zgromadzonych wznosiła okrzyki; słychać też było buczenie.

List Morawieckiego

Swoje słowa do uczestników obchodów skierował także premier Mateusz Morawiecki. "Rewolta grudnia 1970 r. mimo upływu czasu musi pozostać w zbiorowej pamięci Polaków. Naszym obowiązkiem jest pamiętać o najwyższej cenie, jaką za wolną ojczyznę zapłacili bohaterowie tamtych wydarzeń" - podkreśli szef rządu.

"Naszym obowiązkiem jest pamiętać również o winie i odpowiedzialności tych, którzy na wolnościowy zryw robotników odpowiedzieli wysyłając na wybrzeże tysiące żołnierzy, setki czołgów i transporterów opancerzonych. Brutalność rządzących, którzy zdecydowali się użyć broni przeciwko protestującym w Szczecinie, ale też w Gdańsku, Gdyni, Elblągu do dziś pozostaje niezabliźnioną raną. Raną, która nie ma prawa się zabliźnić. Zbyt łatwo ulegamy złudzeniu, że to bezkrwawa rewolucja zapewniła nam niepodległość" - napisał Morawiecki.

Uroczystości pod stoczniową bramą rozpoczęły się od odegrania hymnu państwowego, po czym zawyła stoczniowa syrena. 

Tragiczne wydarzenia

17 grudnia 1970 r., na wieść o ogłoszeniu przez ówczesne władze państwowe podwyżek cen żywności, w Stoczni im. Adolfa Warskiego w Szczecinie wybuchł strajk. Stoczniowcy wyszli na ulice. Dołączali do nich pracownicy innych zakładów i mieszkańcy Szczecina. Demonstranci przeszli do centrum miasta pod gmach Komitetu Wojewódzkiego PZPR, chcąc rozmawiać z przedstawicielami władz partii. Ponieważ nie spełniono ich postulatu, manifestanci podpalili gmach komitetu.

W odpowiedzi milicja i wojsko zaczęły strzelać w kierunku tłumu. Zginęło wówczas 16 osób, ponad 100 zostało rannych. Ciała zabitych chowano po kryjomu w nocy, w pochówku mogła uczestniczyć jedynie najbliższa rodzina.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje