Reklama

Reklama

Opozycja komentuje w Sejmie wyniki szczytu w Brukseli

"Dziękuję za to, że jest mechanizm powiązania budżetu z praworządnością" - mówił w debacie nad informacją premiera o wynikach szczytu UE szef PO Borys Budka. "Na szczycie w Brukseli przekonał się pan boleśnie, że nie wystarczy przechadzać się po brukselskich salonach pod rękę z premierem Orbanem i perorować do własnych mediów" - stwierdził natomiast Andrzej Szejna z Lewicy.

Wcześniej o konkluzjach szczytu UE w Brukseli mówił w Sejmie Mateusz Morawiecki. Zobacz, co powiedział premier.

Podziękowania z podtekstem

Reklama

Szef PO i szef klubu KO Borys Budka, występując w środowej debacie nad informacją premiera, dziękował szefowi rządu, że nie zgodził się na zawetowanie ustaleń tego szczytu. "Cieszę się, że po raz pierwszy w tym dokumencie pojawiły się tak ważne zapisy, jak te dotyczące przestrzegania prawa" - mówił Budka.

"Martwi mnie jedno. Jeżeli pan cieszy się z tego, że miałoby nie być przestrzegane prawo w Polsce, to jest mi wstyd za takiego premiera" - powiedział szef PO. Zaś nazywanie negocjatorów w UE "grupą skąpców" - dodał - pokazuje, w jaki sposób obecne władze traktują wspólnotę europejską.

Budka zwracał uwagę, że w ramach Funduszu Sprawiedliwej Transformacji - to pieniądze na transformację energetyczną i walkę ze zmianami klimatycznymi - Polska ma uzyskać zamiast ośmiu tylko trzy miliardy euro.

"Pan się szczyci tym, że nie będziemy dążyli do neutralności klimatycznej? Przecież połowa środków przepadnie, jeśli pana rząd będzie trwał w tym błędnym przeświadczeniu, że problemy klimatyczne nie istnieją" - mówił szef klubu KO.

"I wreszcie rzecz naszym zdaniem niedopuszczalna, myślę, że o tym koledzy z Konfederacji będą mówić więcej" - stwierdził Budka, a część sali sejmowej zareagowała głośnym "ooo!". "Pan się zgodził na to, żeby oddać część naszej suwerenności, bo programy narodowe będą zatwierdzane przez inne rządy i to większością kwalifikowaną" - powiedział szef klubu KO.

Ironizował też, że premier jako argumentów w Sejmie używa wycinków prasowych, tweetów i pasków telewizyjnych, choć, jak dodał, "dobrze, że nie z TVP Info".

"Pan wreszcie zrozumiał, że solidarność europejska polega na współpracy. Pan będzie mówił do swoich wyborców o twardych negocjacjach, ale my chcemy konkretnych liczb. Na razie tych liczb nie ma, bo nie ma budżetu. Tych liczb nie ma, bo znaczna część tych środków to będą kredyty" - powiedział Budka.

Podziękował za jedną rzecz. "Za to, że jest mechanizm powiązania z praworządnością. Dlaczego? Dlatego, że nasi partnerzy w Unii Europejskiej wiedzą, co jesteście w stanie zrobić tylko po to, by być poza wszelką kontrolą. Jeżeli polski minister sprawiedliwości szantażuje pana, że pan ma zawetować ustalenia szczytu dlatego, że tam jest zasada praworządności, to pokazuje stan umysłu części waszego obozu władzy. Nauczcie się przestrzegać prawa, nauczcie się, że mechanizm praworządności jest po to, żebyście nie byli bezkarni" - mówił lider PO.

"Trzymamy kciuki za budżet UE, wierzymy, że w Parlamencie Europejskim będziemy wspólnie pracować i będziemy mogli zrobić to, co wam się nie udało" - podkreślił Budka.

Lewica: Premier powtarza za Orbanem

"Lewica wierzy w Europę jako projekt polityczny, kładąc silny nacisk na sprawy społeczne i troskę o ludzi. Dlatego deklarujemy wsparcie dla naszego świadomego i silnego członkostwa w UE. Zamierzamy również zadbać o gospodarne wydatkowanie każdego euro z funduszy europejskich w Polsce, tak aby władza nie zmarnowała tej historycznej szansy" - oświadczył poseł Lewicy Andrzej Szejna.

W jego ocenie udział Polski w podziale unijnych środków będzie "ogromną szansą na skok technologiczny i rozwojowy". "Podkreślam, szansą, bo na razie przywiózł pan do polskiego parlamentu czek na kształt tych, które rozdawaliście bez zahamowań w kampanii Andrzeja Dudy. Pieniądze zagwarantowane na papierze trzeba jeszcze umieć wydać zgodnie z prawem, z duchem praworządności i na cel określony w priorytetach budżetowych UE" - mówił Szejna, zwracając się do premiera Mateusza Morawieckiego.

"Na szczycie w Brukseli przekonał się pan boleśnie, że nie wystarczy przechadzać się po brukselskich salonach pod rękę z premierem Orbanem i perorować do własnych mediów. Niestety, na własne życzenie pojechał pan do Brukseli nie jako jeden z głównych graczy w ekskluzywnym klubie G6, ale jako jeden z podsądnych w procesie o łamanie fundamentalnych zasad europejskich" - kontynuował Szejna.

Poseł Lewicy zwracał uwagę, że rząd "powtarza jak mantrę za zrozpaczonym Orbanem", że nie ma żadnych zapisów uzależniających wypłatę funduszy od przestrzegania praworządności. Jak mówił, co innego twierdzą wszyscy pozostali uczestnicy negocjacji.

"Powstało wrażenie dwóch alternatywnych rzeczywistości - jedna premierów Orbana i Morawieckiego, druga - liderów pozostałych krajów i instytucji UE. To poważna groźba, że nawet jeszcze nie wysechł atrament pod konkluzjami szczytu, a Polska i Węgry rozpoczynają nowy konflikt, gdy w grę w wchodzą grube miliardy. Mam nadzieję, że to nie oznacza chęci wycofania się z podpisanego porozumienia" - dodał.

Kosiniak-Kamysz: To sukces na kredyt

"My się cieszymy z każdego euro, które przyjedzie do Polski, ale ten sukces, który pan tutaj ogłasza, jest w dużej mierze sukcesem na kredyt, bo duża część tych pieniędzy to nie są tylko i wyłącznie dotacje, tylko też są pożyczki, które trzeba będzie kiedyś zwrócić" - podkreślał szef klubu Koalicja Polska PSL-Kukiz15 Władysław Kosiniak-Kamysz., zwracając się do Morawieckiego.

"Druga rzecz: to jednak ta Unia nie jest taka zła i pozytywna zmiana, którą dostrzegamy w waszym obozie, bo jeżeli pieniądze z Unii nie są złe, to Unia też nie jest taka zła - to jest zaprzeczenie przynajmniej tych bzdur, które niektórzy z was wygadywali przez ostatnie lata" - ocenił Kosiniak-Kamysz.

Szef PSL mówił także, że posłowie nie usłyszeli konkretów, na co pójdą te środki. "Nie potwierdził pan, panie premierze, zapowiedzi zrównywania dopłat bezpośrednich do rolnictwa z poziomem francuskim i niemieckim, a to była wasza obietnica sprzed pięciu lat. Ile pójdzie do regionów i kto będzie te pieniądze wydatkował i mam nadzieję, że nie będą one wydatkowane tylko i wyłącznie w sposób centralny, ale decydujący wpływ na wydatkowanie tych środków będą miały samorządy i nie przez pryzmat legitymacji partyjnej danego wójta czy burmistrza, tylko przez pryzmat potrzeb społecznych w danym regionie" - dodał.

"Będziemy o to zabiegać, żeby Parlamencie Europejskim poprawić ten budżet, żeby on był jeszcze lepszy dla Polski" - zapowiedział Kosiniak-Kamysz i dodał, że to jest możliwe, ale potrzeba w tej kwestii współpracy i jego ugrupowanie na taką współpracę liczy.

Kosiniak-Kamysz dodał, że błędem było niepodpisanie się pod neutralnością klimatyczną, co - jak mówił - mogłoby się przyczynić do większych wpływów dla Polski.

"Dużo pieniędzy to też duża odpowiedzialność i umiejętność wydatkowania, a wy tego nie pokazaliście przez ostatnie lata. 30 mld ze wspólnej polityki rolnej leży wciąż w bankach w Brukseli, a nie pracuje w Polsce. Nie wykorzystaliście tych środków, choć perspektywa (finansowa) się już kończy. Jaką dajecie gwarancję, że wykorzystacie dzisiaj lepiej te środki? Muszą one trafić do samorządów, bo na poziomie centralnym nie dajecie rady" - ocenił Kosiniak-Kamysz.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje