Orędzie prezydenta Andrzeja Dudy

"Wiwat Sejm, wiwat Senat, wiwat wolna, niepodległa, suwerenna Rzeczpospolita!" - tymi słowami prezydent Andrzej Duda zakończył orędzie wygłoszone podczas posiedzenia Zgromadzenia Narodowego.

"Właśnie tutaj, w salach rezydencji władców Rzeczypospolitej, wielokrotnie obradowały obie izby naszego parlamentu, uchwalając najważniejsze w dziejach ojczystych akty prawne" - mówił prezydent w orędziu wygłaszanym przed Zgromadzeniem Narodowym na dziedzińcu Zamku Królewskiego.

Reklama

W tym kontekście przywołał konfederację warszawską, uchwaloną 28 stycznia 1573 roku, by zagwarantować wszystkim obywatelom wolność religijną i równe prawa, niezależnie od wyznawanej wiary. "A działo się to - przypomnijmy - w II połowie XVI wieku, w tym samym czasie, gdy wiele krajów Europy ogarniały wojny religijne. Zaledwie niecałe pół roku wcześniej w Paryżu rozegrały się krwawe wydarzenia, nazwane nocą św. Bartłomieja" - mówił Andrzej Duda.

Mądrość posłów i senatorów - powiedział prezydent - "pozwoliła zapobiec podobnej tragedii w Rzeczypospolitej". "Kiedy gdzie indziej starano się uzyskać dominację nad mniejszościami i innowiercami, w Polsce wprowadzono zasadę tolerancji. Słuszność tej decyzji potwierdziła historia" - dodał prezydent

Jako drugi z aktów, które uchwalono na Zamku Królewskim, prezydent wymienił Konstytucję z 3 maja 1791 roku. "Obie izby parlamentu, zebrane przy podwójnej liczbie posłów i obradujące pod węzłem konfederacji, uchwaliły wtedy pierwszą w Europie i drugą na świecie (...) ustawę zasadniczą, która określiła podstawy na wskroś nowoczesnego ustroju państwowego" - podkreślił prezydent.

Zaznaczył, że nie obyło się wtedy bez sporów i gwałtownych dyskusji, ale konstytucja została uchwalona i - jak powiedział prezydent "mimo że nie zdołała wtedy ocalić naszego państwa przed zakusami mocarstw ościennych, to jednak potomni nazwali ówczesny sejm Sejmem Wielkim - nie tylko dla jego wyjątkowej liczebności, lecz nade wszystko właśnie z powodu jego niezwykłych dokonań". 

Zamek - symbol

"Spotykamy się na zamku warszawskim - symbolu polskiej historii, w miejscu, które było świadkiem najważniejszych osiągnięć polskiego parlamentaryzmu doby przedrozbiorowej i które jest znakiem ciągłości trwania i pracy Polaków" - mówił Duda przed Zgromadzeniem Narodowym.

"Zamek jest znakiem ciągłości pracy Polaków: pracy ponad 30 pokoleń, które budowały fortece i wsie, miasta i instytucje, kulturę i prawo, patriotyzm i ducha - wszystko to, co składa się na naszą tożsamość, wszystko to, co czyni nas narodem, wszystko to, co czyni nas Polakami" - mówił prezydent.

Zamek Królewski - powiedział Duda - który został zburzony i przez naród odbudowany, jest też wyrazistym znakiem tego, że "tu, na ziemi, nic nie jest wieczne ani stałe", a każdy znajduje się w drodze. "I my wszyscy razem - jako wspólnota narodowa i polityczna, obywatelska - także wędrujemy przez dzieje. Nasza Rzeczpospolita znajduje się zawsze w nieustannej drodze przez historię. Trwa, ale zmienia się. Rozwija się i wzrasta" - stwierdził.

W tym kontekście prezydent nawiązał do obchodów stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości. "Jubileusz to wyjątkowy czas wspominania, ale jeszcze bardziej czas wyciągania wniosków. Czas oddawania czci temu, co było wspaniałe i godne pochwały. I czas czerpania inspiracji do naszych, współczesnych, dzisiejszych działań dla dobra wspólnego" - mówił Duda.  

Polskie DNA

Prezydent powiedział w orędziu, że posiedzenie Zgromadzenia Narodowego upamiętnia jeden z ważnych kroków na drodze Polski przez historię: pierwszy Sejm walny, który odbył się przed 550 laty, w 1468 roku, w Piotrkowie.

"Od tamtej pory parlamentaryzm, sejmowanie, ucieranie poglądów, dążenie do jednomyślności stały się podstawową metodą stanowienia prawa i kierowania polityką Rzeczypospolitej" - powiedział prezydent.

Jak podkreślił, "zaangażowanie obywateli w sprawy publiczne i podejmowanie decyzji najważniejszych dla całego narodu przez jego reprezentantów - to nasze polskie ustrojowe DNA, niezależne od wszelkich historycznych przemian sytuacji geopolitycznej, społecznej, czy ekonomicznej kraju".

"Kiedykolwiek Polska była wolna, Sejm zawsze stanowił jedną z głównych instytucji naszego państwa i stanowi ją wraz z Senatem do dzisiaj" - powiedział prezydent.

Tak było - dodał - "przed stuleciem, kiedy Rzeczpospolita odzyskała niepodległość po 123 latach zaborów". "Zwołanie parlamentu było jednym z pierwszych, fundamentalnych rozdziałów w dziele odbudowy państwa polskiego" - powiedział Andrzej Duda. 

Hołd dla Lecha Kaczyńskiego

Andrzej Duda podkreślił, że świadectwem przywiązania Polaków do ustroju parlamentarnego jest fakt, że również dzisiaj, w rozważaniach na temat wolnej Polski kolejnego stulecia, dyskusjach o jej kształcie ustrojowym i o potrzebie odnowienia konstytucyjnego fundamentu Rzeczypospolitej lub położenia go na nowo "dla nikogo z nas, współczesnych, nie ulega wątpliwości, że nasze państwo jest i będzie republiką, a dwuizbowy parlament pozostanie organem władzy ustawodawczej".

Ta oczywistość jest - według niego - "owocem wielowiekowej tradycji i pracy dziejowej", wysiłków naszych przodków oraz 550 lat "życia politycznego tworzonego przez obywateli i ich reprezentantów, dzięki gromadzeniu doświadczeń i wysnuwaniu wniosków".

"Bo my, Polacy, naszego parlamentaryzmu nie otrzymaliśmy w darze, ani nikt nam go nie narzucił. On jest naszym własnym dziełem, owocem naszych decyzji i naszego trudu" - mówił prezydent. Jak dodał, Polacy niosą w "kodzie genetycznym naszej wspólnoty pamięć i mądrość, ale i doświadczenie błędów, zdobyte przez wieki sejmowania".

Prezydent nawiązał też do okresu wychodzenia z komunizmu, wskazując, iż był to proces odmienny od odzyskiwania niepodległości przed stoma laty.

"Pamiętamy doskonale, że był to długi proces przemian, które następowały stopniowo - zarówno w wymiarze przejmowania władzy przez autentycznych przedstawicieli narodu, jak przywracania państwu polskiemu tradycyjnej symboliki. Na drodze od zniewolenia do demokracji nie sposób wskazać cezury, oddzielającej podległość od wolności, podobnie ostrej, jak 11 listopada 1918 roku" - mówił Duda.

Za charakterystyczny prezydent uznał w tym kontekście fakt, że "za namiastkę takiej cezury przyjęło się wskazywać datę częściowo wolnych wyborów parlamentarnych z 4 czerwca 1989 roku, mimo że Polacy mogli wybrać jedynie 35 proc. posłów".

"Bo chociaż w pełni wolne wybory do Sejmu odbyły się dopiero w 1991 roku, a pozostałości systemu trwały nadal, to nadzieje milionów Polaków i oczekiwanie zmian były tak silne, że dla wielu symbolicznym momentem końca komunizmu stał się właśnie wybory posłów z list Komitetu Obywatelskiego "Solidarność", a zwłaszcza senatorów (...) którzy już wtedy w 1989 r. zajęli 99 ze stu miejsc w Senacie" - dodał, zwracając uwagę, że jednym z wybranych wówczas senatorów został przyszły prezydent Lech Kaczyński.

Większość ma prawo

Prezydent zaznaczył, że obywatele, wybierając swoich przedstawicieli, posłów i senatorów, wiedzą, że "pełna zgodność poglądów jest nieomal niemożliwa", "ich racje zawsze do pewnego stopnia będą się różnić" i że "nikt nie ma monopolu na słuszność".

"Spór jest naturalny i nieunikniony. I to on jest istotą parlamentaryzmu, zawartą poniekąd w samym źródłosłowie tego pojęcia" - mówił. Spory te - zastrzegł prezydent - "muszą toczyć się w granicach, które zakreśla poczucie odpowiedzialności za całość naszej wspólnoty i za to najwyższe dobro, którym jest Rzeczpospolita".

Duda podkreślił jednocześnie, że odpowiedzialność za wspólnotę "nakazuje także, aby wynik uczciwie przeprowadzonych wyborów był powszechnie respektowany".

"Werdyktu wydanego przez obywateli przy urnach nie wolno kontestować. Jego przyjęcie jest oczywistym świadectwem wzajemnego uznania, zaufania i szacunku. Bo to naród jest suwerenem w Rzeczypospolitej" - dodał prezydent.

Dlatego też - powiedział - "nie można odmawiać zwycięskiej większości prawa do realizacji jej programu".

"Spełnianie zapowiedzi wyborczych jest nie tylko przywilejem, ale jest obowiązkiem względem obywateli. Podważanie tych zasad jest zaś sprzeczne z samymi podstawami demokracji przedstawicielskiej. Podmywa fundamenty parlamentaryzmu i w żadnym przypadku nie służy dobru państwa i dobru społeczeństwa. Łamie zasady demokracji" - argumentował Duda.

Parlament a grupy interesu

Podczas swojego wystąpienia prezydent ocenił, że demokracja przedstawicielska jest bardzo delikatnym, wrażliwym, wymagającym stałej uwagi i troski ustrojem. "Posłowie i senatorowie muszą wsłuchiwać się w głos obywateli, by należycie ich reprezentować. Każdy, kto pełnił tę zaszczytną funkcję, wie, że największą nagrodą za służbę jest, gdy ludzie mówią o nim: +nasz poseł+, +nasz senator+ - dlatego że mu ufają jako ich przedstawicielowi" - stwierdził Duda.

Zaznaczył jednocześnie, że parlamentarzyści muszą też "obejmować wzrokiem całość spraw państwowych". "Nie mogą być stronnikami partykularnych grup interesów, ulegać wpływom czynników zewnętrznych. Znamy przecież takie smutne przypadki i ich skutki w prawie każdej z epok i pamiętamy je ku przestrodze" - podkreślił.

Prezydent Duda stwierdził też, że "sejmowanie" od samych początków było jedną z najważniejszych form urzeczywistniania się wolności w życiu publicznym, zwłaszcza wolności słowa i poglądów. "Sejm i Senat są organami suwerennej władzy ustawodawczej Rzeczypospolitej. I nie ma ponad nimi wyższego prawodawcy" - podkreślił.

Jak dodał Sejm i Senat są odpowiedzialne za całość państwa i suwerena, którego reprezentują. Ta zaś odpowiedzialność - jak tłumaczył - nakazuje troskę o to, aby prowadzona debata zmierzała do "konkluzji, do rozstrzygnięć, do decyzji, szczególnie tych potrzebnych tu i teraz dla sprawnego funkcjonowania i rozwoju Rzeczypospolitej, ale potrzebnych także do jej dobrego rozwoju w przyszłości". "Spór prawdziwie polityczny, czyli wynikający z miłości do ojczyzny, nigdy nie jest jałowy, lecz zawsze wydaje owoce dobre dla wspólnoty" - ocenił. 

"Historia nigdy nie dobiega końca"

"Oddajemy dziś hołd naszym poprzednikom i przodkom, stajemy, by zaczerpnąć oddechu do dalszej drogi; chcemy iść dalej, budując silną, suwerenną, demokratyczną Polskę na następne stulecie niepodległości" - powiedział w piątkowym orędziu przed Zgromadzeniem Narodowym prezydent Andrzej Duda.

Kończąc swoje wystąpienie na posiedzeniu Zgromadzenia Narodowego Duda podkreślił, że uczestnicy piątkowych uroczystości 550-lecia polskiego parlamentaryzmu stają, aby oddać hołd poprzednikom i przodkom, "z wdzięcznością spoglądając wstecz na ich starania, na ich dokonania w pracy dla Rzeczypospolitej", a także, by "zaczerpnąć oddechu do dalszej drogi, drogi, która przed nami".

"Historia nigdy bowiem nie dobiega końca i wciąż nowe wyzwania dziejowe czekają, byśmy naszym trudem im sprostali. Chcemy więc iść dalej, budując silną, suwerenną, demokratyczną Polskę na następne stulecie niepodległości" - mówił prezydent.

Duda oświadczył jednocześnie, że wierzy głęboko, iż Polacy będą umieli "z dziedzictwa 550 lat sejmowania czerpać natchnienie i inspirację". "Wierzę, że razem zapiszemy kolejne wspaniałe karty w naszych ojczystych dziejach" - dodał.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje