Reklama

Reklama

​Oskarżeni w sprawie "układu warszawskiego" prawomocnie uniewinnieni

Byli urzędnicy niegdysiejszej gminy Warszawa-Centrum, oskarżeni w sprawie tzw. układu warszawskiego, są niewinni - orzekł w czwartek warszawski Sąd Okręgowy, oddalając apelację prokuratury. Wyrok jest prawomocny. Obrona zapowiada wystąpienie o odszkodowanie.

W czerwcu 2014 r. sąd pierwszej instancji uniewinnił pięcioro oskarżonych, w tym byłego wiceburmistrza gminy Centrum Pawła Bujalskiego od zarzutów korupcji, jakiej mieli się dopuszczać w latach 90. Prokuratura odwołała się od wyroków uniewinniających czworo z nich.

Reklama

Zdaniem prokuratury sąd rejonowy dopuścił się sprzeczności i niekonsekwencji, pomijając zeznania świadków, które nie pasowały do założonej tezy o niewinności oskarżonych.

Obrońcy argumentowali, że materiał dowodowy "został zebrany w sposób szczególny", oskarżenie opierało się na zeznaniach skrajnie niewiarygodnych świadków - uzależnionych od alkoholu i leków lub osób, które zdecydowały się na współpracę, przebywając w areszcie w związku z innymi przestępstwami, np. wyłudzeniem.

"Układ warszawski to klucz, którym wyjaśniano wszystkie afery nagłaśniane przez prasę, miało to być porozumienie SLD-UW, ułatwiające popełnianie przestępstw" - mówił adwokat Grzegorz Kucharski. Dodał, że żadna ze spraw dotyczących afer nie zakończyła się skazaniem, z wyjątkiem tych, gdzie oskarżeni - często dobrowolnie poddali się karze.

Przypomniał "parcie CBŚ, żeby Bujalski pozostawał w areszcie"; mówił o swoistej gazetce ściennej w gabinecie jednego z funkcjonariuszy CBŚ, na której umieszczono zdjęcia nie tylko polityków lokalnych, ale i Leszka Balcerowicza.

Sąd uznał, że prokuratura ograniczyła się do polemiki z ustaleniami sądu pierwszej instancji, nie wskazała jednak, by popełnił on błędy. W uzasadnieniu sąd okręgowy wskazał na niedostateczne dowody obciążające oskarżonych, niewiarygodne, często sprzeczne - jeśli chodzi o czas, kwoty i pochodzenie rzekomych łapówek - zeznania i wyjaśnienia, którym po części wprost zaprzeczali inni świadkowie. Zdaniem sądu prokurator dokonał nie tyle własnej oceny dowodów, ile ich interpretacji.

Orzeczenie sądu pierwszej instancji

Półtora roku temu sąd pierwszej instancji uznał dowody w sprawie za "całkowicie niewiarygodne"; stwierdził, że były zbierane wbrew regułom; areszty miały charakter "wydobywczy", a niektóre zarzuty nigdy nie powinny były zostać sformułowane jako oparte na zeznaniach osoby skłonnej do mitomanii i leczonej psychiatrycznie. Zdaniem sądu w śledztwie "obrano jeden punkt widzenia i do niego dążono", nie analizowano rozbieżności w zeznaniach.

Trwający od 2009 r. proces był efektem głośnego śledztwa z czasów pierwszych rządów PiS, które miało być dowodem na przestępczy "układ" w stolicy z lat 90., gdy Warszawą rządziła koalicja SLD-UW, a prezydentem miasta był Paweł Piskorski. W 2006 r. ogłoszono, że CBŚ z prokuraturą rozbiły "układ" opierający się na korupcji.

Ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro mówił, że gdy były prezydent Warszawy Lech Kaczyński składał zawiadomienia w prokuraturze, postępowania były umarzane lub ich nie wszczynano. "To, co było niemożliwe, stało się możliwe, kiedy była rzeczywista wola prowadzenia postępowania, kiedy nowe kierownictwo prokuratur w Warszawie zdecydowało się potraktować sprawy tzw. układu warszawskiego jako priorytetowe" - podkreślał.

Bujalskiego aresztowano na 14 miesięcy pod zarzutem przyjmowania łapówek za umożliwienie inwestycji budowlanych, preferowanie jednej firmy informatycznej, zgodę na wynajęcie powierzchni w Pałacu Kultury i Nauki (obrona wskazała, że chętnych było mniej niż powierzchni, nie było więc powodu, do przekupstwa).

Pojawiały się różne kwoty łapówek - w akcie oskarżenia wielokrotnie niższa od wcześniej zarzucanej, a w niektórych przypadkach pośrednikiem miał być zamordowany w 2005 r. b. szef Rady Gminy Centrum Bogdan Tyszkiewicz, powiązany z gangiem pruszkowskim.

Kilkunastu oskarżonych

Zarzuty postawiono kilkunastu osobom, niektóre dobrowolnie poddały się karze. Oskarżenie żądało 6 lat więzienia i 200 tys. zł grzywny dla Bujalskiego. Prokurator sam wniósł natomiast o uniewinnienie Ludwiki Wujec, bo proces wykazał brak dowodów na przekazanie jej łapówki. Dla trojga pozostałych prokurator żądał kar od czterech lat do półtora roku więzienia w zawieszeniu.

Oskarżeni nie przyznawali się do zarzutów. Obrona wnosiła o uniewinnienie wszystkich podsądnych; określając sprawę jako polityczną, wskazywała na wymuszanie zeznań i ukrywanie dowodów niewinności.

Kucharski podtrzymał w czwartek zamiar wystąpienia o odszkodowania od państwa za utracone korzyści i bezpodstawny areszt.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację
Dowiedz się więcej na temat: korupcja | proces

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy