Patryk Jaki w RMF FM: 8100 zł to nie jest mała pensja

- Chciałbym, żeby nauczyciele spróbowali zrozumieć, że propozycja, która jest na stole, jest naprawdę ciekawą propozycją, tzn. żeby nauczyciel dyplomowany za dwa lata zarabiał 8100 zł brutto w zamian za to, że będzie dwie godziny dłużej miał pensum, czyli dwie godziny dłużej przy tablicy. Naprawdę 8100 zł to już nie jest mała pensja - mówił w Porannej rozmowie RMF FM gość Roberta Mazurka wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki.

Robert Mazurek, RMF FM: Ósmoklasiści ósmoklasistami, natomiast nauczyciele nauczycielami. I strajk nauczycieli trwa.

Reklama

- Strajk nauczycieli trwa i martwię się, co pozostanie po tym strajku. I tu są takie dwa obszary mojej troski. Pierwsza troska to jest o wizerunek w ogóle nauczyciela, bo ja się boję i chciałbym, żeby tak nie było, żeby po tym strajku wizerunek nauczyciela był związany z tymi przebierankami za różne zwierzęta, bądź tymi piosenkami, które są niestety podobne do repertuaru KOD Kapeli.

Ale mniej lub bardziej gustowne piosenki w jednej, dwóch szkołach naprawdę nie są głównym problemem polskiej szkoły.

- I zgoda, i tutaj chciałbym mówić o drugim obszarze swojej troski, mianowicie o rodzicach. W tej chwili sytuacja jest taka, że rodzice boją się, czy ich dzieci przystąpią do egzaminów. W ostatnich tygodniach ich dzieci nie mogą powtarzać.

Przepraszam, moje dziecko akurat przystępuje do egzaminów i ja się nie boję. Jeśli oczywiście dotrze do szkoły, a nie pójdzie na wagary, to ono przystąpi do egzaminu.

- No tak, ale jeśli chodzi o matury, to już tak wesoło nie jest.

To prawda.

- Rodzice się boją. Poza tym przez ostatnie tygodnie nie będą powtarzały materiału, co odbije się na ich wynikach i kto weźmie odpowiedzialność za te wyniki? Ja chciałbym, żeby nauczyciele spróbowali zrozumieć, że propozycja, która jest na stole, jest naprawdę ciekawą propozycją, tzn. żeby nauczyciel dyplomowany za dwa lata zarabiał 8100 zł brutto w zamian za to, że będzie dwie godziny dłużej miał pensum, czyli dwie godziny dłużej przy tablicy.

Ja wiem, tylko panie ministrze, łatwo jest to mówić z pozycji marszałka Senatu, który mówi, że on pracuje dla idei. Z pozycji człowieka, który dostaje ponad 20 tysięcy zł pensji. Co on chce powiedzieć nauczycielom, którzy mają brutto cztery tysiące zł, na rękę trzy tys., albo niecałe trzy tys.?

- Że zarabiają za mało. Tylko ja chciałbym, żeby ten dialog odbywał się w takiej sytuacji, że nie, że dzieci bierzemy na zakładników i teraz dzieci oraz rodzice będą cierpieli, tylko proszę bardzo - naprawdę jest dużo miejsc i dużo okoliczności, w których można spokojnie rozmawiać. 

Dobrze, ale panie ministrze, będąc naprawdę krytycznym wobec rozmaitych form strajku nauczycieli, to ja pana spytam wprost: a jak ma nauczyciel protestować? Jak mają strajkować, żeby was przekonać? Bo inaczej będzie, gdy im powiecie "no tak, zarabiacie za mało, damy wam może stówkę, co? No dobra, dwie stówki, idźcie z Bogiem".

- Nie, nie, właśnie tak nie jest. Problem polega na tym, że jeżeli my mówimy, że podwyżki będą do dwóch lat, tzn. podwyżki będą co roku, i do dwóch lat będą tam od 6,5 tys. zł do 8100 zł brutto, tylko w zamian za to, że dwie godziny dłużej będziecie przy tablicy, czyli podwyższone pensum - uważam, że jest to naprawdę oferta godna rozważenia, biorąc pod uwagę, ile Polacy pracują.

Panie ministrze, nie sądzi pan, że rozpoczynanie w weekend, przed strajkiem nauczycieli, wielkiej akcji pt. "damy rolnikom 500+ na krowę i jeszcze dołożymy po stówce na świnię" jest czymś, co tych ludzi upokarza? Ja wiem, że to są inne pieniądze. Ja naprawdę to wiem, to nie są pieniądze z budżetu. Ale "anyway", rozpoczynanie tego w ten sposób kończy się tym, że ludzie naprawdę myślą sobie: "Nie, na wszystkich mają, na krowy mają, na świnię mają, niedługo będą do gołębi dopłacać, a nam nie dadzą".

- Wie pan, to po pierwsze nie do końca tak jest, bo pamiętajmy, że często jest używany taki argument, że nauczyciel musi pracować w domu. Okej, ale problem polega na tym, że my żyjemy w takim społeczeństwie, gdzie praktycznie wszyscy muszą pracować w domu i biorą swoją pracę do domu i ciężko pracują. Według OECD Polacy są jednym z najciężej pracujących narodów w ogóle w Unii Europejskiej, dlatego ja chciałbym, żeby nauczyciele też zobaczyli problem rodziców. Jeżeli chodzi o krowy i świnie, to ja też wymagałbym, a szczególnie od nauczyciela - pan, całe szczęście, super, jeżeli pan chce krytykować, to pan przeczytał - wymagałbym tego, żeby jak jednak krytykują, to żeby przeczytali, że to są inne pieniądze.

Nie, to nie o to chodzi. Nawet przy zrozumieniu, że to są inne pieniądze człowiek ma takie poczucie, że wy się troszczycie o wszystkich, naprawdę o wszystkich, ale dlaczego się nie troszczycie o nauczycieli? 

- Naprawdę nam zależy na nauczycielach.

A mnie zależy bardziej na uczniach i chciałbym, żeby oni byli dobrze uczeni przez dobrze opłacanych nauczycieli, naprawdę dobrze opłacanych. Nauczycieli, od których się wymaga naprawdę, ale którym się też płaci, panie ministrze. Na Boga, nie można żądać ciężkiej pracy od człowieka wykształconego, któremu płacicie trzy tys. zł na rękę. Za co on ma własne dzieci wyedukować i wyżywić?

- Zgoda, tylko że to jest problem - jak pan wie - całej III RP. Problem statusu nauczycieli rósł od 1989 roku, gdzie PiS niestety rządził w mniejszości. A dodatkowo chcę państwu powiedzieć, że naprawdę 8100 zł to już nie jest mała pensja. To jest dobra propozycja.

Panie ministrze, dlaczego odpuściliście Dolny Śląsk? Wygraliście tam wybory samorządowe, mieliście 28,5 proc. głosów, Platforma miała niecałe 26 proc., a teraz dajecie na "jedynkę" na Dolnym Śląsku Annę Zalewską, minister edukacji. No i co? To świetny wybór, nie?

- Czas pokaże.

A myśli pan, że przegra z panią minister Kempą, która jest na drugim miejscu?

- Zobaczymy. Mam nadzieję, że lista wygra. To jest dla mnie najważniejsze i jest bardzo wiele argumentów dotyczących tego, że... Opozycja mówi, że dałaby tym grupom, tamtym grupom i tak dalej. Ale przecież ludzie, którzy jadą dzisiaj samochodem, potrafią liczyć. I zobaczcie: w 2015 roku oddano nam budżet minus 50 mld, 150 mld zabranych z OFE - czyli to jest minus 200 mld. Dlatego, żeby cokolwiek komukolwiek dać, trzeba umieć rządzić. Proszę zobaczyć, że mamy minus dziesięć miliardów, program 500 Plus. Oni nie mieli programu 500 Plus.

Tylko jaki to ma związek z Anną Zalewską?

- Ma związek z Anną Zalewską taki, że ludzie będą wybierać pomiędzy listą PO-KO a listą PiS.

To nie jest lista PO-KO, tylko Koalicja Europejska.

- Sami się nazwali PO-KO i sami się denerwują, gdy się o nich mówi PO-KO.

Dobrze. Pan jest Solidarna Polska à la PiS i tak nie wiadomo do końca. Właściwie pan już nie jest Solidarna Polska ani PiS i nie wiadomo co pan jest.  Czy pracujecie w ministerstwie sprawiedliwości nad pomysłem sędziów pokoju? To jest taki pomysł Kukiz’15, żeby każdy człowiek wybrany w powszechnych wyborach mógł rozstrzygać o takich prostych i drobnych przewinieniach, jak kiedyś kolegia.

- Pracujemy nad tym projektem sędziów pokoju. Natomiast ja w ogóle jestem zwolennikiem tego, żeby w jakiejś perspektywie w Polsce, jeżeli kiedyś będę miał na to decydujący wpływ, żeby sędziowie byli wybierani w wyborach powszechnych.

Wszyscy sędziowie?

- Znaczna część, dlatego że sędzia będzie miał wtedy pełną świadomość, że raz na jakiś czas będzie oceniany przez ludzi, których sądzi. W Stanach Zjednoczonych ten system działa całkiem nieźle.

Ale sędziowie są wybierani raz.

- I nie przez ludzi.

Ale sędziowie nie startują do wyborów.

- Nie. Są sędziowie, którzy są wybierani w wyborach i regularnie są oceniani. Chciałbym, żeby sędziowie byli też regularnie oceniani przez ludzi. Bo to jest też władza.

Kiedy będą efekty waszej pracy? Kiedy będzie projekt ustawy o sędziach pokoju?

- Wstępny projekt już jest, zobaczymy kiedy. Mam nadzieję, że wkrótce.

Czy to jest wstęp do przyszłej koalicji z Kukiz’15?

- Niczego nie można wykluczyć, ale wierzę w to, że Zjednoczona Prawica wygra w taki sposób, że będzie rządziła samodzielnie.

A propos prawicy. Do wyborów europejskich startują jeszcze dwie prawicowe listy. Jest to prawicowa konkurencja w postaci Konfederacji, która w sondażach jest cały czas około progu wyborczego i to chyba powinien być wasz problem. Drugim problemem jest to, że Marek Jurek jednak się zdecydował i będzie kandydował w wyborach do Parlamentu Europejskiego z listy Kukiz’15. Macie dwie prawicowe listy konkurencyjne wobec siebie.

- Cieszę się, że w demokracji jest wybór, ale my jako Zjednoczona Prawica uważam, że mamy dużo lepszą ofertę i propozycję. Na przykład jesteśmy zwolennikami tego, żeby euro przyjmować jak najpóźniej jako walutę.

I to was nie różni od waszej prawicowej konkurencji.

Robert Mazurek

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy