Reklama

Reklama

Paweł Kowal o sporze z Rosją: Putin chce pokazać, że Polska nie jest do końca częścią Zachodu

Po ostatnich atakach na Polskę rosyjska linia polityczna niewątpliwie będzie podtrzymana, a nawet wzmocniona. Dlatego, że Rosjanie zostali jednak zaskoczeni solidarnym odrzuceniem swojej narracji przez różne ośrodki na Zachodzie – mówi w rozmowie z Interią Paweł Kowal, były wiceszef dyplomacji, poseł KO i ekspert od spraw wschodnich.

Remigiusz Półtorak, Interia: Emocje trochę opadną czy ta rosyjska spirala dopiero się nakręca?

Reklama

Paweł Kowal: - "Wojna twitterowa", która - mówiąc obrazowo - została wypowiedziana w poniedziałek wieczorem przez różne instytucje rosyjskie instytucjom zachodnim, powodując widoczne wzmożenie w sieci, na pewno osłabnie ze względu na charakterystykę mediów społecznościowych i emocje, które są z tym związane. Natomiast nowa rosyjska linia polityczna niewątpliwie będzie podtrzymana, a nawet wzmocniona. Dlatego, że Rosjanie zostali jednak zaskoczeni takim solidarnym odrzuceniem swojej narracji przez różne ośrodki na Zachodzie.

Do tego sporu włączyła się ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher, przypominając prezydentowi Putinowi, że "to Hitler i Stalin zmówili się, aby rozpocząć II wojnę światową", a "Polska była ofiarą tego okropnego konfliktu".

- Ten tweet tak naprawdę uruchomił bardzo emocjonalną reakcję strony rosyjskiej, najpierw ambasady, potem Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Widać jednak było, że ta odpowiedź jest mało skoordynowana.

To nowy element, bo na początku wydawało się, że wszystko zostało starannie przygotowane i Rosjanie dokładnie wiedzą, jak i w który punkt chcą uderzyć.

- I w - nazwijmy to - głównym nurcie rosyjska akcja rzeczywiście wydaje się przygotowana i będzie kontynuowana. Natomiast wątek twitterowy jest tu tylko dodatkowym elementem.

To wróćmy do zasadniczego pytania: o co chodzi Putinowi? Jaka jest dzisiaj najbardziej prawdopodobna interpretacja jego zarzutów pod adresem Polski?

- W sensie krótkoterminowym chodzi niewątpliwie o przygotowanie propagandowe obchodów 75-lecia wyzwolenia Auschwitz, a także rocznicę zakończenia II wojny światowej. O odpowiedni, według Rosjan, przebieg tych uroczystości i pokazanie, że Europa środkowa, a Polska w szczególności nie jest do końca częścią Zachodu. Chodzi o podważenie zaufania do naszego kraju i budowanie rozdźwięku wewnątrz Unii Europejskiej. Natomiast w szerszej perspektywie - o rehabilitację historii Związku Sowieckiego. Celem w tej grze nie jest jednak historia, ale polityka.

A w polityce Kremla, w strategicznych posunięciach, zawsze jest kilka wariantów. Tak się dzieje również w tym przypadku. Wrzucane są pewne treści, potem obserwowana reakcja i dobierane nowe elementy w zależności od tego, jakie są efekty.

Są tutaj jakieś nowe elementy?

- Za pewną nowość można uznać obarczenie Polski antysemityzmem, o czym mówił Władimir Putin.

Reakcja Polski jest widoczna i zdecydowana, choć pojawiają się pytania, czy nie spóźniona. Natomiast prezydent Andrzej Duda nie zabrał jeszcze głosu. Jak twierdzi Adam Bielan, ma to zrobić po 6 stycznia. To dobrze?

- Tu nie chodzi nawet o wypowiedź prezydenta, ale o inicjatywy i działania. Słowa posła Bielana odbieram jako lapsus, bo zabrzmiało tak, jakby dla Andrzeja Dudy były ważniejsze jakieś inne obowiązki, związane prawdopodobnie z zimowymi wakacjami, niż aktualny stan relacji polsko-rosyjskich. Tymczasem należałoby oczekiwać od niego poważnej reakcji i to przed 6 stycznia. Dlatego, że w przestrzeni międzynarodowej nie powinno wybrzmieć takie wrażenie, iż polski prezydent ma tak cenny czas wakacyjny, że nie może podjąć żadnego działania. I na to chciałbym szczególnie zwrócić uwagę. Nie chodzi o oświadczenie, ale o różne inicjatywy, które prezydent może mieć i powinien podejmować w takiej sytuacji.

Czyli np. jakie?

- Takie jak kontakt z zachodnimi odpowiednikami, zwołanie Rady Bezpieczeństwa Narodowego albo zaproponowanie programu działań informacyjnych na Zachodzie. Tego bym dzisiaj bardziej oczekiwał, a nie spóźnionego oświadczenia.

A reakcja naszych zachodnich sojuszników. Jest wystarczająca?

- Początkowo jej nie było, teraz wypowiedzi ambasador Mosbacher oraz strony niemieckiej - i nie tylko - dają nadzieję, że będzie inaczej.

Rozmawiał Remigiusz Półtorak

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne