Reklama

Reklama

​Pielęgniarki nikomu niepotrzebne?

- Ile można czekać, aż ktoś przyjdzie? - mruczy pod nosem pacjent, nie rozumiejąc, że pielęgniarka w Polsce to... zawód wymarły.

Wyobraźmy sobie taką sytuację w jednym z polskich szpitali: nieliczne pozostałe na dyżurze pielęgniarki uwijają się jak w ukropie (reszta koleżanek jest na zwolnieniach lekarskich, urlopach lub strajkuje). Opiekują się i cięższymi przypadkami, i marudnymi, nieraz wulgarnymi pacjentami. - Co ty mi wkłuwasz w rękę? Spier...! - krzyczy pacjent do pielęgniarki, która próbuje założyć mu wenflon. Przy innym łóżku pielęgniarka słucha pretensji chorego, który rano dostał trzy tabletki, a teraz tylko dwie, i to w innym kolorze. - Nie wiem, to zalecenie lekarza. Proszę jego zapytać - tłumaczy łagodnie kobieta. Musi być pokorna, bo nauczono ją w szkole, że jej zawód to służba. A łatwiej naskoczyć na personel medyczny, niż obrzucić epitetami lekarza.

Reklama

- Ile można czekać, aż ktoś przyjdzie? Gdzie te pielęgniarki? - mruczy pod nosem pacjent, nie rozumiejąc, że pielęgniarka w Polsce to... zawód wymarły.

Przesada? Nie, bo braki kadrowe widać w placówkach w całym kraju. W Szpitalu HCP w Poznaniu w zeszłym miesiącu na oddziale internistycznym doszło do tego, że jedna pielęgniarka miała pod opieką 60 łóżek. W normalnej sytuacji dyżur powinno pełnić czterech pielęgniarzy i czterech opiekunów medycznych. Ale to problem nie tylko interny. I nie pojawił się nagle. - Pamiętam, że zdarzała się na naszym oddziale bardzo mała obsada. Na przykład dwie pielęgniarki na siedmioro ciężko chorych dzieci podłączonych pod respirator - wspomina Małgorzata Szubstarska, która przepracowała 20 lat na dziecięcym OIOM-ie w jednym ze szpitali wojewódzkich.

Pielęgniarka w naszym kraju to ciągle zawód niedoceniany, służebny, traktowany na zasadzie: przynieś, wynieś, posprzątaj. A przecież pielęgniarki mają - to już chyba norma - wyższe wykształcenie, często wsparte wieloletnim doświadczeniem. Chociaż ich błąd kosztować może nawet życie, średnio zarabiają tyle, ile pracownicy Biedronki.

Pielęgniarka, czyli omnibus

Dawniej mówiło się na nie "siostro" lub "siostrzyczko". Pielęgniarkom nie jest do śmiechu, chociaż wszyscy znamy dowcipy o nich i mamy w pamięci białe fartuchy oraz czepki. Pielęgniarki po 12-godzinnych dyżurach, także nocnych, nierzadko dorabiają w prywatnych klinikach i ośrodkach zdrowia. - O życie rodzinne i wspólne obiady jest trudno. Czas spędzony razem liczy się w godzinach. Nieraz trzeba zostać w pracy dłużej, zastąpić chorą koleżankę, do tego dochodzą wyjazdy po pacjentów transportem sanitarnym liczone w kilometrach albo nagłe wezwania - opowiada pielęgniarka Agnieszka Kowal.

Oprócz tego, że opiekują się pacjentami na oddziałach szpitalnych, podają leki, obsługują specjalistyczną aparaturę, pielęgniarki są także psychologami - osobami, które powinny otaczać chorych opieką. Dotyczy to również dzieci.

- Praca pielęgniarek to stykanie się z chorobą i śmiercią małych dzieci, noworodków. Nierzadko rodzice wypłakiwali mi się po śmierci dzieci. Stykaliśmy się przecież na co dzień z tymi małymi pacjentami, poznawaliśmy ich rodziny. Pamiętam zwłaszcza śmierć sześcioletniej Ani, chorej na nowotwór. Trzeba było zadzwonić do kapelana, wspólnie z mamą dziecka umyć ciało, dopomóc w wypełnieniu formalności. A przecież to ludzka tragedia i cierpienie - wyjaśnia Małgorzata.

Nie ma wątpliwości, że ten zawód wymaga poświęcenia. Pielęgniarki zostają same ze stresem i trudnymi emocjami, przenoszą problemy z pracy do życia prywatnego. Trudno nie płakać w poduszkę, gdy na oddziale umiera pacjent. Bywa, że wręczane jako podziękowanie za opiekę czekoladki stają w gardle.

"Jak mamy zostawić za drzwiami tyle negatywnych i pozytywnych odczuć? Ciężko wyjść i nie myśleć o tym, że zmarł nam pacjent, którego godzinę wcześniej odwiedziła rodzina i cieszyła się, że chyba dziś jest lepiej. Ciężko jest wyjść i nie myśleć o 88-letnim pacjencie, który wybudził się lepiej niż niejeden 30-latek, a na koniec dyżuru ze łzami w oczach dziękuje za opiekę i przeprasza, że nie może ucałować twojej ręki, bo musi leżeć. Ciężko jest nie myśleć o tym, że przez 12 godzin życie tych ludzi było w naszych rękach", opisuje na blogu "W czepku urodzona" Weronika Nawara.

- Pamiętam dyżur noworoczny od godz. 20 do 8 rano bez przerwy, non stop. Ogromna kolejka pacjentów. Życzenia noworoczne składane sobie z lekarzem podczas szycia palców u dłoni oderwanych w wyniku wybuchu petardy. Do tego kolejki pacjentów w okresie wakacyjnym, po 50-80 osób. Żadnej przerwy na pójście do toalety, o kawie nie mówiąc - wylicza jedna z pielęgniarek z ambulatorium chirurgicznego.

Nie pozostaje to bez wpływu na stan zdrowia psychicznego i kondycję fizyczną. Polskie pielęgniarki pracujące w szpitalach są narażone na wirusowe zapalenie wątroby, borykają się również z gruźlicą. Do tego dochodzi ciągła styczność z osobami chorymi zakaźnie. Coraz częstszą chorobą są żylaki. Nadmierne obciążenie wynikające z wykonywania pracy zmianowej i wielka liczba obowiązków z powodu braków kadrowych mogą spowodować wypalenie zawodowe.

Praca za psie pieniądze

Z raportu Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych dotyczącego wynagrodzenia w szpitalach i ośrodkach zdrowia wynika, że średnie wynagrodzenie pielęgniarek wynosiło pod koniec 2017 r. 3940 zł brutto miesięcznie. Podane kwoty zawierały już tzw. dodatek Zembali. W październiku 2015 r. ówczesny minister zdrowia Marian Zembala, opierając się na porozumieniu zawartym ze związkiem i z Naczelną Radą Pielęgniarek i Położnych, podpisał rozporządzenie, zgodnie z którym wynagrodzenia wzrastały po 400 zł przez cztery lata. Ostatnia część przypadła na wrzesień tego roku. Pieniądze te były wypłacane w formie dodatku.

Za sukces środowiska pielęgniarskiego można uznać porozumienie zawarte z obecnym ministrem zdrowia Łukaszem Szumowskim. "Pakiet Szumowskiego" obejmuje wzrost wynagrodzenia zasadniczego pielęgniarek i położnych zatrudnionych na umowę o pracę o co najmniej 1,1 tys. zł od 1 września tego roku i o kolejne 100 zł od 1 lipca 2019 r. Porozumienie przewiduje także, że od 1 stycznia 2019 r. zostaną wprowadzone normy zatrudnienia pielęgniarek i położnych.

- Pielęgniarki i położne bardzo pozytywnie odebrały "pakiet Szumowskiego", który daje nadzieję na trwałe uregulowania systemowe zmierzające do poprawy warunków pracy i płacy. Może znikną wreszcie jednoosobowe obsady na oddziałach szpitalnych, a pielęgniarka będzie miała pod opieką kilku, nie kilkunastu czy kilkudziesięciu pacjentów. Nasi koledzy lekarze, mając lepszy lobbing, zadbali o to wcześniej i wymogli na płatniku standardy obsad na dyżurach i automatycznie mogli dyktować warunki. Nam to, niestety, do tej pory się nie udało. Może teraz... - podsumowuje Zofia Małas, prezes NRPiP.

Często same pielęgniarki mają już dość pracy i chcą odejść z zawodu. Rozżalone piszą na forach internetowych: "Za niski prestiż społeczny, słabe wynagrodzenie, praca zmianowa, w niedziele i święta".

"Uciekłam z tego niewolnictwa po zaledwie pięciu latach pracy. Nocki, świątki i piątki - nierzadko dyżury nocne w pojedynkę, bo sytuacje typu: choroba dzieci koleżanek, problemy rodzinne, a personelu brak i oknami się nie pcha. Dodam tylko, że często przy pełnym obłożeniu i po zabiegach. Państwowy ZOZ i prywatne dwie placówki. Dziękuję, nie (...)".

Czy faktycznie pielęgniarki są niedoceniane? - Oczywiście! - mówi dr Marek Janus, chirurg z wieloletnim doświadczeniem. - To zawód wymagający odpowiedzialności, predyspozycji. Pielęgniarki to jeden z filarów służby zdrowia. Doświadczona pielęgniarka pracująca z powołania to prawdziwy skarb dla każdego lekarza.

Walka o lepszy byt pielęgniarek to strajki, w tym pamiętne białe miasteczko. Chociaż od tego wydarzenia minęło już 11 lat, postulaty nadal wydają się niespełnione. Wtedy protest trwał do połowy lipca 2007 r. Czy coś to dało pielęgniarkom? Nic!

Gdy pielęgniarki z Centrum Zdrowia Dziecka strajkowały w czerwcu 2016 r., jedynym komentarzem ministra Radziwiłła było lakoniczne stwierdzenie, że "w tym strajku chodzi przede wszystkim o kasę". W Lublinie na początku lipca tego roku w szpitalu przy ul. Jaczewskiego pielęgniarki odeszły od łóżek pacjentów na znak protestu. - Pielęgniarki są zmęczone, zdeterminowane i wyczerpane ciągłą walką o naszą lepszą sytuację. Jesteśmy buforem między pacjentem a lekarzem. To na nas spada ten największy ciężar - stwierdziła wtedy Dorota Ronek, tamtejsza sekretarz związku zawodowego pielęgniarek.

Komu etat, komu?

- W Polsce mamy zatrudnionych 230 tys. pielęgniarek i 27 tys. położnych. W przeliczeniu na 1000 mieszkańców - 5,2, o połowę mniej niż średnia UE (9,4)  Występuje też ogromna luka pokoleniowa. Średnia wieku wynosi 52 lata. Tylko 33 tys. pielęgniarek i położnych ma do 40 lat, ponad 170 tys. jest pod pięćdziesiątkę, a 42 tys. - po sześćdziesiątce - wylicza Zofia Małas.

Jak to wygląda w praktyce? - Jako szpital oczywiście borykamy się z pielęgniarskimi problemami kadrowymi, jednak w porównaniu z innymi szpitalami jesteśmy w całkiem dobrej sytuacji. Wiele pielęgniarek jest na urlopach rodzicielskich oraz na zwolnieniach lekarskich L-4, głównie z uwagi na ciąże. Braki kadrowe związane ze zwolnieniami lekarskimi i urlopami rodzicielskimi nie dają pełnego komfortu kadrowego, jednak nie wpływają negatywnie na płynne funkcjonowanie szpitala. Niepokoi fakt, że nowe osoby nie zgłaszają się do pracy bądź, jeśli już się pojawią, często przeprowadzają rekonesans co do wysokości wynagrodzenia w miejscowych szpitalach - informuje Bartosz Sobański ze Szpitala Klinicznego Przemienienia Pańskiego UM w Poznaniu.

Także w Warszawie odczuwa się spadek zainteresowania zawodem pielęgniarki. - Instytut Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka zatrudnia 800 pielęgniarek i położnych. Podobnie jak inne jednostki ochrony zdrowia zauważamy problemy dotyczące zatrudnienia personelu pielęgniarskiego. Ponad połowa pielęgniarek to osoby, które ukończyły

40. rok życia. Widzimy niepokojący trend dotyczący spadku zainteresowania pracą na stanowisku pielęgniarki czy położnej, którego prawdopodobna przyczyna tkwi w braku pielęgniarek/położnych na terenie kraju oraz braku atrakcyjności wynagrodzenia. Wprowadzamy nowe pomysły w obszarze wynagrodzeń. Mamy jednak pełną świadomość, że niezbędne są rozwiązania systemowe, które pozwolą na uzupełnienie kadry pielęgniarskiej i wymianę pokoleniową w tym zawodzie - skomentowała sytuację rzecznik prasowa CZD Katarzyna Gardzińska.

Jest o co się bać, bo w 2033 r. zabraknie aż 169 tys. pielęgniarek i położnych! W przedziale wiekowym 61-70 lat, mającym już uprawnienia emerytalne, znajduje się ponad 30 tys. kobiet. A gdzie są następczynie?

- Kto będzie się opiekował pielęgniarkami na emeryturze? Gdy pokolenie wykształcone w latach 80. odejdzie, powstanie luka - ostrzega Małgorzata Szubstarska, ale dodaje: - Nie poleciłabym tej pracy młodym dziewczynom. Kwestia finansów i szacunku dla zawodu. Na Zachodzie jest inaczej, lepiej. Tu jesteśmy sprowadzone do roli służebnej. Z perspektywy czasu nie warto.

- Muszę wytrzymać do emerytury jeszcze dwa lata. Ale cieszę się, że moja córka nie została pielęgniarką. Szkoda zdrowia, do tego brak szacunku dla pielęgniarek i pieniądze byle jakie. Za to ogromna odpowiedzialność za życie i zdrowie. Dziś na pewno nie wybrałabym tego zawodu. Doba pielęgniarki ma nie 24 godziny, ale 25. A pieniądze nie wystarczą na godziwe życie - podsumowuje jedna z pielęgniarek z izby przyjęć na Pomorzu.

Kształcenie pielęgniarek i położnych regulowane jest dyrektywą UE. Rocznie prawie 5 tys. absolwentów otrzymuje dyplom pielęgniarki lub położnej na niemal stu uczelniach wyższych. Ale ok. 2 tys. nie podejmuje pracy w wyuczonym zawodzie, tylko ucieka do tych lepiej płatnych (np. kosmetologia) lub wyjeżdża za granicę. W Polsce za to zarejestrowano jedynie 174 obcokrajowców wykonujących zawód pielęgniarki lub położnej.

Ministerstwo Zdrowia deklaruje oczywiście zwiększenie liczby pielęgniarek i położnych. Jednym z wabików jest specjalny program stypendialny, który ma zachęcać do studiowania pielęgniarstwa i położnictwa oraz do podejmowania pracy w tym zawodzie.

Ale to chyba słaba zachęta, bo ruchu w zatrudnieniu pielęgniarek nie widać. Te, które kończą naukę w zawodzie, uciekają za granicę lub muszą zdobyć doświadczenie w pracy w szpitalach, na co zwyczajnie brakuje czasu, bo chorzy czekają. Niech to da do myślenia nam wszystkim. Doceńmy pielęgniarki, póki jeszcze je mamy.

Tomasz Wojciechowski 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy