Reklama

Reklama

Pierwsza rocznica tragicznego pożaru escape roomu w Koszalinie

W sobotę mija rok od pożaru w koszalińskim escape roomie, w którym zginęło pięć nastolatek. W reakcji na tragedię, służby skontrolowały 525 funkcjonujące w kraju escape roomy. Kontrole wykazały wiele nieprawidłowości w kwestii ochrony przeciwpożarowej.

4 stycznia w pożarze tzw. escape roomu w Koszalinie zginęło pięć piętnastoletnich dziewcząt, a jeden mężczyzna został ciężko poparzony. Po tragedii ówczesny szef MSWiA Joachim Brudziński polecił komendantowi głównemu PSP kontrolę wszystkich escape roomów w Polsce. Zmieniono również przepisy dotyczącego ochrony przeciwpożarowej.

Reklama

W pierwszym półroczu ubiegłego roku służby skontrolowały wszystkie 525 funkcjonujące w kraju escape roomy, przy czym - jak podkreślają strażacy - już w pierwszym tygodniu kontrole objęły zdecydowaną większość tego typu obiektów.

Kontrole wykazały, wiele nieprawidłowości. W 78 proc. tego typu lokali (411 z 525) służby stwierdziły łącznie 1905 nieprawidłowości z zakresu ochrony przeciwpożarowej. 739 nieprawidłowości dotyczyło warunków ewakuacji.

W ramach działań pokontrolnych komendanci powiatowi i miejscy PSP wydali łącznie 133 decyzje administracyjne w sprawie usunięcia uchybień dotyczących ochrony przeciwpożarowej, oraz 79 decyzji o zakazie eksploatacji lokali. Nałożono również 389 obowiązków, z czego 132 nadano rygor natychmiastowej wykonalności; wystawiono także 48 grzywien mandatów karnych. W 142 przypadkach, gdy stwierdzone nieprawidłowości znajdowały się poza zakresem PSP wystąpiono z wnioskami do innych organów.

Zmiany w przepisach ochrony przeciwpożarowej

Rok po tragedii w Koszalinie rzecznik komendanta głównego PSP st. bryg. Paweł Frątczak, wspominając te wydarzenia, zaznaczył, że choć strażacy obok gaszenia pożarów i niesienia pomocy, prowadzą dziesiątki tysięcy kontroli różnego rodzaju obiektów w całej Polsce, to w żadnym wypadku nie oznacza to, że właściciele obiektów są zwolnieni z myślenia i odpowiedzialności.

Frątczak zwrócił również uwagę, że ludzie korzystając z obiektów użyteczności publicznej zwykle wierzą, że osoby, które są tam odpowiedzialne za bezpieczeństwo przestrzegają przepisów i w związku z tym im nic nie grozi. "W tym przypadku tak nie było" - zaznaczył. Podkreślił, że "do tej tragedii nie powinno było dojść".

Już po kilku dniach od tragedii w Koszalinie komendant główny PSP, w wyniku prowadzonej kontroli wystąpił do szefa MSWiA o zmianę przepisów rozporządzenia tego resortu z czerwca 2010 r. w sprawie ochrony przeciwpożarowej budynków, innych obiektów budowlanych i terenów. Nowelę rozporządzenia 11 stycznia podpisał szef MSWiA.

Zmienione rozporządzenie uszczegóławia m.in. przepisy ochrony przeciwpożarowej dotyczące ewakuacji w obiektach, w których prowadzona jest działalność gospodarcza o charakterze rozrywkowym. Chodzi o lokale, w których organizowane są gry lub zabawy, w trakcie których ich uczestnicy uwalniają się z zamkniętej przestrzeni lub w inny sposób ograniczona jest możliwość przemieszczania się tych uczestników.

Według nowych przepisów właściciel, zarządca, użytkownik lub inny faktycznie władający takim obiektem lub jego częścią, powinien przed rozpoczęciem działalności oraz co najmniej raz na 2 lata, przeprowadzać praktyczne sprawdzenie organizacji ewakuacji ludzi w miejsce bezpieczne, na zewnątrz budynku lub do sąsiedniej strefy pożarowej, a także sprawdzenie spełniania wymagań ochrony przeciwpożarowej.

Tragedia w Koszalinie

Do tragicznego pożaru w escape roomie "To Nie Pokój" w Koszalinie doszło 4 stycznia 2019 roku po godz. 17. Zginęło w nim pięć 15-letnich dziewcząt, uczennic klasy III "d" Gimnazjum nr 9, obecnie SP nr 18. Według wstępnych ustaleń prokuratury, przyczyną pożaru był ulatniający się z butli gaz (butle zasilały piecyki w budynku). Ogień miał uniemożliwić 25-letniemu pracownikowi escape roomu dotarcie do nastolatek. Mężczyzna został poparzony, nie otworzył dziewczętom drzwi. One same mogły to zrobić dopiero po rozwiązaniu ostatniej zagadki. W obiekcie nie było dróg ewakuacyjnych. Dziewczęta zatruły się tlenkiem węgla. Spoczęły obok siebie na koszalińskim cmentarzu komunalnym.

6 stycznia ubiegłego roku organizator escape roomu 28-letni Miłosz S. usłyszał zarzuty, a następnego dnia decyzją Sądu Rejonowego w Koszalinie został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. Potem sąd kilkakrotnie przedłużał mu areszt; ostatnio został mu on przedłużony do 30 marca 2020 r.

Miłosz S. jest podejrzany o umyślne stworzenie niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie i nieumyślne doprowadzenie do śmierci pięciu nastolatek. Czyn ten jest zagrożony karą do 8 lat więzienia. Takie same zarzuty usłyszały w październiku jeszcze trzy osoby: Małgorzata W. - babcia organizatora escape roomu, która rejestrowała działalność., Beata W. - matka podejrzanego, która współprowadziła działalność, i Radosław D. - pracownik escape roomu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne