PO: Kryzys największy od lat, a rząd urządza farsę

Rząd PiS pokazuje, że zależy mu jedynie na dobrym przekazie medialnym w czasie kampanii wyborczej, a nie na rozwiązaniu konfliktu z nauczycielami - ocenili we wtorek posłowie PO. Zaapelowali też do premiera Mateusza Morawieckiego, by powiedział, co może zaoferować nauczycielom.

Nadzwyczajne spotkanie

W poniedziałek w Centrum Partnerstwa Społecznego "Dialog" odbyło się nadzwyczajne posiedzenie Prezydium Rady Dialogu Społecznego na temat sytuacji w oświacie. Uczestniczyli w nim m.in. wicepremier Beata Szydło, minister edukacji narodowej Anna Zalewska i szefowa MRPiPS Elżbieta Rafalska. Według związkowców strona rządowa nie przedstawiła podczas spotkania żadnych nowych propozycji. Wicepremier Beata Szydło poinformowała zaś, że rozmowy w sprawie sytuacji w oświacie będą kontynuowane w poniedziałek 1 kwietnia. Zapewniła, że rząd jest otwarty na dialog.

Reklama

Posłanka PO, b. szefowa MEN Krystyna Szumilas mówiła na wtorkowej konferencji, że na wyniki poniedziałkowych rozmów czekali w napięciu rodzice, nauczyciele i uczniowie, bo - jak stwierdziła - trwa największy kryzys w szkolnictwie od kilkudziesięciu lat. Podkreślała, że oczekiwano poważnych działań i propozycji. "Tymczasem rząd urządził farsę, przyszły nieprzygotowane panie minister, bez poważnych propozycji. To, co mówiły, to nie są poważne rozwiązania, to nie jest poważna rozmowa" - powiedziała posłanka PO.

Jak oceniła, poniedziałkowe spotkanie pokazało, że rządowi "zależy tylko i wyłącznie na dobrym przekazie medialnym, a nie na rozwiązaniu konfliktu".

Szumilas: Za kryzys odpowiadają Anna Zalewska i premier Morawiecki

Podkreślała, że jej zdaniem za kryzys z nauczycielami odpowiada szefowa MEN Anna Zalewska oraz premier. "Panie premierze, odwagi, proszę nie chować się za plecami pań minister tylko stanąć i powiedzieć co pan może zaoferować nauczycielom, rodzicom i uczniom (...) to pana odpowiedzialność, pan odpowiada za budżet" - powiedziała Szumilas, zwracając się do szefa rządu.

Pytana o słowa wicemarszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego (PiS), że centrala ZNP jest reprezentacją opozycji politycznej, Szumilas przypomniała, że ZNP liczy 220 tys. członków i są to "nauczyciele pracujący w szkołach, nie mają barw politycznych". "Dla nich ważne są dzieci, nauczyciele, dobra edukacja. W proteście biorą także udział nauczyciele, którzy nie są w ZNP" - zaznaczyła.

Poseł PO Andrzej Halicki uważa, że rząd nie podchodzi do protestu poważnie, mimo że - jak ocenił - sytuacja w szkolnictwie jest dramatyczna. Według niego rząd "manipuluje liczbami, faktami i próbuje w sprawie nauczycieli rozgrywać związki zawodowe przeciw sobie". Zdaniem posła PO, "dziwną rolę odgrywa tu Piotr Duda", który - jak ocenił - nie zachowuje się jak szef "Solidarności", tylko jak członek ekipy rządowej.

Czego domagają się związki?

ZNP chce zwiększenia o 1000 zł tzw. kwoty bazowej służącej do wyliczania średniego wynagrodzenia nauczycieli. Forum Związków Zawodowych żąda zwiększenia o 1000 zł wynagrodzenia zasadniczego nauczycieli na wszystkich stopniach awansu zawodowego. Sekcja Krajowa Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" domagała się natomiast wcześniej podwyżki o 15 proc. jeszcze w tym roku, a później poinformowała, że żąda m.in. podniesienia płac w oświacie, podobnie jak w resortach mundurowych, czyli nie mniej niż 650 zł od stycznia tego roku i kolejnych 15 proc. od stycznia 2020 r. do wynagrodzenia zasadniczego bez względu na stopień awansu zawodowego nauczyciela.

Strajk a egzaminy

Procedury sporu zbiorowego w styczniu rozpoczęły ZNP i Wolny Związek Zawodowy "Solidarność - Oświata", należący do FZZ, prowadzą referenda strajkowe. Jeśli taka będzie wyrażona w referendum wola większości, strajk rozpocznie się 8 kwietnia. Oznacza to, że jego termin może zbiec się z zaplanowanymi na kwiecień egzaminami zewnętrznymi: 10, 11 i 12 kwietnia ma odbyć się egzamin gimnazjalny, 15, 16 i 17 kwietnia - egzamin ósmoklasisty, a 6 maja mają rozpocząć się matury.

Jak podał w poniedziałek prezes ZNP Sławomir Broniarz, dotychczas za strajkiem w szkołach, które weszły w spór zbiorowy, opowiedziało się od 85 proc. do 90 proc. pracowników. Powiedział, że do sporu zbiorowego weszło ponad 85 proc. placówek edukacyjnych.

Od 11 marca w budynku kuratorium oświaty w Krakowie akcję okupacyjną prowadzą nauczyciele z sekcji oświatowej "Solidarności". W czwartek szef Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" Ryszard Proksa poinformował, że jeżeli postulaty pracowników oświaty nie zostaną uwzględnione przez rząd, to w poniedziałek przedstawiciele "Solidarności" rozpoczną protest głodowy. Decyzja o proteście głodowym zapadła podczas nadzwyczajnego posiedzenia Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" w Krakowie. W poniedziałek tę formę protestu rozpoczęły trzy osoby.

Co proponuje MEN?

W ramach negocjacji płacowych, które rozpoczęły się w styczniu, szefowa MEN zaproponowała nauczycielom przyspieszenie trzeciej z zapowiedzianych pięcioprocentowych podwyżek. Chodzi o trzy podwyżki wynagrodzeń nauczycieli po 5 proc., zapowiedziane w 2017 r. przez ówczesną premier Beatę Szydło. Pierwszą podwyżkę nauczycielom przyznano od kwietnia 2018 r., drugą - od stycznia 2019 r. Trzecią podwyżkę nauczyciele mają otrzymać - zgodnie z projektem nowelizacji ustawy Karta nauczyciela, który trafił na początku marca do konsultacji - we wrześniu 2019 r. Pierwotnie trzecią podwyżkę nauczyciele mieli dostać w styczniu 2020 r. Podczas negocjacji szefowa MEN zapowiedziała też przyznanie dodatku "na start" nauczycielom stażystom, a dodatku za wyróżniającą się pracę nie tylko nauczycielom dyplomowanym, ale także kontraktowymi i mianowanym. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje