"Polityka wzięła górę nad samorządnością"

Marszałek woj. śląskiego Janusz Moszyński (PO), nad którego odwołaniem w piątek będą głosować radni sejmiku, uważa, że złożony przez jego klub wniosek o dymisję nie ma merytorycznego uzasadnienia.

- Polityka w złym tego słowa znaczeniu wzięła górę nad samorządnością - ocenił.

Reklama

Podczas wtorkowej konferencji prasowej marszałek podsumował 200 dni swojego urzędowania. Nie chciał oceniać swoich szans na pozostanie na stanowisku.

- Od oceny szans są bukmacherzy. Powiem tylko, że pogłoski o mojej śmierci są przesadzone - mówił Moszyński, cytując Marka Twaina.

Aby zmienić zarząd województwa, Platforma, z której regionalnymi władzami zawieszony w prawach członka PO Moszyński jest skonfliktowany, musi mieć poparcie radnych PiS. Rada regionalna PO wycofała partyjną rekomendację dla Moszyńskiego po tym, gdy nie wystąpił on o odwołanie swojego zastępcy, czego także chciała PO. Wcześniej Moszyński miał być współorganizatorem konferencji programowej, uznanej w PO za potencjalnie rozłamową.

W ubiegłym tygodniu przedstawiciele PO i PiS informowali, że uzgodniono ramowy kształt przyszłej koalicji w samorządzie - nowy marszałek ma być z PO, przewodniczący sejmiku z PiS; ta druga partia ma mieć też dwóch przedstawicieli w zarządzie, zamiast - jak dziś - jednego. Nowym marszałkiem miałby być lider PO w regionie, poseł Tomasz Tomczykiewicz, który potwierdza, że rozważa objęcie tej funkcji.

Mimo tych uzgodnień, gotowej już umowy koalicyjnej wciąż nie podpisano. Według docierających do dziennikarzy nieoficjalnych informacji, z porozumienia liderów są niezadowoleni niektórzy radni obu ugrupowań, którzy mogą w piątek zagłosować inaczej. Sprawa odwołania zarządu ostatecznie rozstrzygnie się więc dopiero w piątek.

Podczas wtorkowej konferencji Moszyński zaznaczał, że nie jest to pożegnalne spotkanie. Prasowe publikacje o swoim rychłym odejściu nazwał efektem "awanturnictwa niektórych regionalnych polityków". Wyraził nadzieję, że "sejmik znajdzie w sobie na tyle niezależności od zewnętrznych nacisków politycznych, aby znaleźć rozwiązanie dobre dla województwa, a nie dobre dla tej czy innej partii".

Marszałek zapewnił, że gdyby w sejmiku, jak w parlamencie, możliwe byłoby złożenie wniosku o wotum zaufania dla zarządu, wystąpiłby o to. Prawo nie daje jednak takiej możliwości, podobnie jak np. oddania się do dyspozycji sejmiku. Marszałek może jedynie zrezygnować, a tego nie chce zrobić, uważając, że nie ma wobec niego merytorycznych zarzutów, a wniosek o odwołanie podyktowany jest wyłącznie względami politycznymi.

PO, z której wywodzi się Moszyński, jest w śląskim sejmiku dominującym klubem radnych. 21 maja radni tej partii złożyli wniosek o odwołanie marszałka po tym, gdy rada regionalna śląskiej Platformy cofnęła mu rekomendację do pełnienia funkcji. W czerwcu PO i PiS podjęły rozmowy o koalicji w regionalnym samorządzie, wypracowując projekt umowy koalicyjnej. Dotychczas PO i PiS współpracowały w zarządzie województwa i sejmiku bez formalnej umowy.

Zawarcie umowy koalicyjnej i ewentualne objęcie przez Tomczykiewicza stanowiska marszałka województwa zakończyłoby kilkumiesięczny konflikt w śląskiej PO, którego początki sięgają planów zorganizowania przez Moszyńskiego wraz z prezydentem Gliwic Zygmuntem Frankiewiczem określanej jako rozłamowa konferencji programowej partii w Gliwicach.

Obaj działacze zostali za to zawieszeni. Konferencję ostatecznie odwołano, Frankiewicza przywrócono w prawach członka partii; Moszyński jest nadal zawieszony, bo w międzyczasie nie zastosował się do decyzji rady regionalnej PO dotyczącej odwołania innego członka zarządu województwa, Jarosława Kołodziejczyka, któremu partia cofnęła rekomendację. Moszyńskiego w konflikcie z macierzystą partią wspierali m.in. śląscy samorządowcy.

W 48-osobowym śląskim sejmiku PO ma 21 radnych, a współpracujące z tą partią w regionie PSL 3, co razem daje połowę głosów - do większości brakuje jednego. PiS ma 16 radnych, a LiD - 8. Jesienią ubiegłego roku zarząd województwa (tworzą go przedstawiciele PO, PiS i PSL) uzyskał poparcie 40 z 47 obecnych na sesji radnych, 7 było przeciw.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje