Reklama

Reklama

Portret Karczewskiego za 7,7 tys. zł zawisł wreszcie na ścianie

Pod koniec 2018 r. cała Polska usłyszała o portrecie Stanisława Karczewskiego z PiS. Dzieło kosztowało 7,7 tys. zł, służby prasowe Senatu nie chciały go jednak pokazać. Po dwóch latach doczekało się w końcu "premiery". Obraz zajął już godne miejsce w poczekalni przed gabinetem marszałka Senatu. - Portret, tak wykpiony, wisi. Mój wizerunek ucierpiał, bardzo źle się z tym czuję - powiedział Interii Stanisław Karczewski. Zdradził też, dlaczego jego portret powstał jeszcze w trakcie poprzedniej kadencji.

Do tej pory nikt nie mógł oglądać portretu Karczewskiego, choć ten został zamówiony pod koniec 2017 r. Kopię ujawnili dziennikarze "Super Expressu". Nie było jednak pewności, czy portret faktycznie tak wygląda, bo służby prasowe nie chciały pokazać obrazu opinii publicznej.

Reklama

- Obraz znajduje się w magazynie Archiwum Senatu i będzie tam do końca obecnej kadencji. Po jej zakończeniu, zgodnie z senacką tradycją, zostanie umieszczony w galerii portretów byłych marszałków Senatu, która znajduje się w saloniku recepcyjnym przed gabinetem marszałka - usłyszeli dziennikarze w senackim biurze prasowym.

Jak dowiedziała się Interia, przyszedł czas na premierę. Portret, który kosztuje blisko 8 tys. zł, zajął wreszcie należne mu miejsce w galerii portretów byłych marszałków. Gdzie można go obejrzeć? 

- Jest w poczekalni przed gabinetem marszałka, obok wizerunku innych polityków - mówi nasz informator.

Kiedy wybuchła afera, Stanisław Karczewski zapewniał, że nie znał ceny obrazu. Opowiadał, że portret trzeba było robić w trakcie kadencji, a nie po jej zakończeniu, bo senacki malarz zachorował. - To jest mój pierwszy portret zrobiony za życia, miałem taki swoisty niesmak. Nawet nie chciałem oglądać tego portretu - wyznał ówczesny marszałek na antenie RMF FM w rozmowie z Robertem Mazurkiem. Czy zmienił zdanie?

- Dziwi mnie, że poważny dziennikarz w poważnym medium podejmuje tak niepoważny temat - powiedział Interii Karczewski. Argumentuje, że "to nie on ustalał ceny", zaś sprawę swojego portretu nazywa "złośliwością polityczną". - Zostałem skrzywdzony. Cóż z tym, że namalowano mój portret, skoro portretuje się wszystkich marszałków? Tomasz Grodzki również będzie sportretowany - usłyszeliśmy od obecnego wicemarszałka Senatu.

Jak podkreśla polityk, obraz z jego wizerunkiem powstał w trakcie kadencji, na specjalne życzenie malarza: - Mój portret został namalowany na życzenie artysty, który jakoby tracił wzrok i chciał mnie namalować wcześniej. Nie na koniec kadencji tylko na początku - przekazał Interii Stanisław Karczewski.    

Usłyszeliśmy, że dotychczas jeden artysta tworzył wizerunki wszystkich marszałków w odrodzonym Senacie. Tradycja ich portretowania pojawiła się już za czasów II RP.

Jakub Szczepański

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje