Reklama

Reklama

Poseł PO-KO: Aferę Łukasza Piebiaka trzeba przykryć czymś na Brejzę

Aferę Łukasza Piebiaka trzeba przykryć czymś na Brejzę; robi się pokazówkę, uruchamia się aparat szczucia, nienawiści i hejtu dla odwrócenia uwagi od wielkiej afery rządu PiS - ocenił w środę poseł PO-KO Krzysztof Brejza.

Funkcjonariusze CBA prowadzą w środę na terenie woj. kujawsko-pomorskiego szereg przeszukań mających związek ze śledztwem ws. afery fakturowej. Przeszukania odbywają się w blisko 30 miejscach, w tym w Urzędzie Miasta Inowrocławia, innych instytucjach i mieszkaniach.

"Robi się pokazówkę"

Reklama

Brejza poinformował w środę na konferencji prasowej w Sejmie, że o godzinie 6 rano funkcjonariusze CBA wtargnęli do mieszkania byłej dyrektor jego biura poselskiego. "Zabezpieczono jej telefony, zabezpieczono dyski twarde, komputery, zabrano telefony jej ośmioletnich dwóch córek. Wiemy wszyscy w czym rzecz - aferę Łukasza Piebiaka, trzeba przykryć czymś na Brejzę" - podkreślił poseł PO-KO.

Jak dodał, "oczywiście niczego nie ma na Brejzę". "Robi się pokazówkę, uruchamia się aparat szczucia, nienawiści, aparat hejtu dla odwrócenia uwagi od wielkiej afery rządu PiS, afery Jarosława Kaczyńskiego i Zbigniewa Ziobry. Wielkiego zorganizowanego systemu hejtu, nienawiści i niszczenia przeciwników politycznych" - ocenił Brejza.

"Od czterech lat tropię afery, nadużycia, przekręty rządu PiS i będę to czynić dalej" - zadeklarował poseł PO-KO. "Chciałem poinformować prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę i szefa TVP Jacka Kurskiego, że jestem pewien, że prędzej, czy później będą czynności wykonane ze sprawdzeniem ich telefonów i ich udziałem w tym aparacie niszczenia, nie tylko sędziów, ale polityków opozycji. Ja się nie ugnę, nie zniszczycie mnie, mojej rodziny, będę działać konsekwentnie" - podkreślił Brejza.

Przeszukania

Rzecznik prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk poinformowała, że środowe przeszukania są kolejnymi tego typu czynnościami realizowanymi w tym roku w śledztwie. Wyjaśniła, że podobne działania miały miejsce w maju br.

Postępowanie dotyczące wyłudzenia pieniędzy przez pracowników Wydziału Kultury, Promocji i Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta Inowrocławia miało swój początek w październiku 2017 r. CBA przeprowadziło wówczas w inowrocławskim magistracie kontrolę, a po jej wstępnych ustaleniach oraz w efekcie zawiadomienia złożonego przez prezydenta Inowrocławia Ryszarda Brejzę, wszczęto śledztwo.

Jak poinformowała w środę Wawryniuk, w toku postępowania zarzuty przekroczenia uprawnień, poświadczenia nieprawdy w dokumentach oraz oszustwa przedstawiono 16 osobom - pracownikom Wydziału Kultury, Promocji i Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta Inowrocławia oraz przedsiębiorcom współpracującym z magistratem. Zarzuty usłyszała między innymi była naczelnik Wydziału Kultury, Promocji i Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta Inowrocławia, która pełniła również funkcję rzecznika prasowego prezydenta Inowrocławia.

Wawryniuk wyjaśniła, że jak dotąd w postępowaniu ustalono, iż od 2015 do 2017 r. podejrzani - posługując się podrobionymi fakturami wystawionymi na rzecz Urzędu Miasta Inowrocławia przez współpracujących z urzędem przedsiębiorców - wypłacali z budżetu gminy pieniądze za usługi, które nie miały miejsca lub nie były świadczone na rzecz Urzędu, ale innego podmiotu.

Rzecznik poinformowała, że - według dotychczasowych ustaleń podejrzani wyłudzili w ten sposób około 200 tys. zł.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje