Reklama

Reklama

Posłowie przeciwni odwołaniu szefa sejmowej komisji sprawiedliwości

Sejmowa Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka nie zgodziła się w piątek na odwołanie przewodniczącego tej komisji Stanisława Piotrowicza (PiS). Członkowie komisji odrzucili wniosek PO-KO w tej sprawie.

Wniosek o odwołanie szefa komisji sprawiedliwości został złożony we wtorek przez posłów PO-KO. Jako przyczynę złożenia wniosku wskazano na komentarze z 2001 r. dotyczące umorzenia śledztwa w sprawie księdza oskarżanego o molestowanie dzieci oraz - jak napisano - "ewentualnego wpływu" Piotrowicza jako prokuratora na przebieg postępowania. Zdaniem wnioskodawców przewodniczący komisji "emocjonalnie i z głębokim zaangażowaniem usprawiedliwiał księdza, w którego sprawie prokuratura, kierowana przez pana Stanisława Piotrowicza, umorzyła postępowanie".

Reklama

Poseł PO-KO Michał Szczerba uzasadniając wniosek powiedział, że "są poważne wątpliwości w zakresie przestrzegania podstawowych zasad moralnych i etycznych przez przewodniczącego komisji sprawiedliwości Stanisława Piotrowicza. Osoba pełniąca tak ważną funkcję i posługująca się uprawnieniami wynikającymi z regulaminy Sejmu powinna cechować się nieposzlakowaną opinią".

Stanisław Piotrowicz podziękował posłom opozycji i wyraził zadowolenie ze złożenia wniosku. "Przez 18 lat rozsiewane są pod moim adresem oszczerstwa i zniesławienia. Ten wniosek pozwala mi po raz kolejny publicznie sprostować te kłamliwe rzeczy" - oświadczył Piotrowicz.

Jednak po kilkunastu minutach burzliwej dyskusji, na wniosek posła Janusza Sanockiego, komisja przeszła do głosowania. Za odwołaniem Piotrowicza głosowało sześciu posłów, 15 było przeciw, dwóch wstrzymało się od głosu.

Po zakończeniu posiedzenia Piotrowicz powiedział dziennikarzom, że w sprawie, o której mowa we wniosku, nigdy nie prowadził śledztwa, nie wykonywał czynności procesowych ani nie podejmował decyzji merytorycznych. "Jedynie wystąpiłem w roli rzecznika prasowego i jako taki miałem obowiązek na życzenie mediów poinformować opinię publiczną o sposobie zakończenia tego postępowania" - wyjaśnił.

Jego zdaniem uczynił to wówczas "ze starannością". "Rzetelnie zacytowałem fragment wyjaśnień podejrzewanego. Cytowałem również wypowiedzi innych świadków" - zaznaczył. "Manipulacja medialna sprowadzała się do tego, że cytowane przeze mnie wypowiedzi świadków przypisano mnie" - powiedział przewodniczący. W konsekwencji - kontynuował - "dorobiono ideologię", że zbagatelizował tę sprawę.

"Na tamtym etapie umorzenie postępowania w moim przekonaniu było słuszne. Zresztą taką decyzję podjął niezależny prokurator" - podkreślił Piotrowicz.

Z kolei Michał Szczerba powiedział dziennikarzom, że Piotrowicz nie powinien dalej przewodniczyć komisji, która zajmuje się kwestią przestrzegania prawa.

Natomiast posłanka PO-KO Kamila Gasiuk-Pihowicz oświadczyła, że "nawet najmniejszy przejaw lekceważenia zbrodni pedofilii powinien spotkać się z najostrzejszą reakcją". "Każdy, kto bagatelizuje doniesienia o zbrodniach pedofili, powinien raz na zawsze zniknąć z życia publicznego. Właśnie dlatego został złożony wniosek o odwołanie Stanisława Piotrowicza z funkcji przewodniczącego sejmowej komisji" - podkreśliła Gasiuk-Pihowicz.

Wyraziła też zdziwienie, że politycy PiS akceptują w swoich szeregach osobę, taką jak Stanisław Piotrowicz". "To jest (...) akceptowanie pobłażliwego stosunku dla pedofilii" - dodała posłanka.

Według wnioskodawców na ujawnionym w mediach nagraniu z listopada 2001 roku przewodniczący komisji sprawiedliwości "emocjonalnie i z głębokim zaangażowaniem usprawiedliwiał księdza, w którego sprawie prokuratura, kierowana przez pana Stanisława Piotrowicza, umorzyła postępowanie". "Należy wskazać, że w dniu 25 czerwca 2004 r. Sąd Rejonowy w Krośnie skazał 65-letniego ks. M. na dwa lata więzienia z zawieszeniem na pięć lat za molestowanie sześciu dziewczynek" - podkreślono we wniosku.

W uzasadnieniu wyrażono pogląd, że Piotrowicz w "bulwersujący" sposób "tłumaczył księdza skazanego za molestowanie dzieci". Przytoczono także słowa szefa komisji z konferencji z 2001 roku. "Ksiądz w swoich zeznaniach potwierdził, że istotnie brał dzieci na kolana, a czynił to podczas lekcji religii. (...) dzieci przytulał do siebie, głaskał, zdarzało się też i tak, że pocałował. Zdarzało się, że na kolanach siedziało kilkoro dzieci. Dzieci były szczęśliwe, zadowolone. Nie było w tym żadnego podtekstu seksualnego" - zacytowano.

"Biorąc pod uwagę powyższe, należy wyrazić wątpliwości w zakresie przestrzegania podstawowych zasad moralnych i etycznych przez przewodniczącego" - oceniono we wniosku. Zaznaczono też, że osoba pełniąca tak ważną funkcję powinna "cechować się nieposzlakowaną opinią".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy