Reklama

Reklama

​Premier dla Interii: Nowe programy nie rozsadzą budżetu

- Zapewniam, że utrzymamy deficyt w ryzach, współfinansowanie środków unijnych jest niezagrożone, a dodatkowo mamy duży apetyt na przyśpieszenie inwestycji - deklaruje w rozmowie z Interią premier Mateusz Morawiecki. Nową "piątkę PiS" w 2019 r., jego zdaniem, prawdopodobnie uda się sfinansować bez nowelizacji budżetu.

Bartosz Bednarz, Interia: Prawo i Sprawiedliwość ogłosiło na konwencji nowy program wyborczy. Chodzi m.in. o 500 zł na każde dziecko, jednorazowy dodatek dla emerytów i rencistów w wysokości 1100 zł, a także zwolnienie z PIT dla pracujących, którzy nie ukończyli 26. roku życia. Jakie będą rzeczywiste koszty programu w 2019 r.?

Reklama

Premier Mateusz Morawiecki: - W 2019 r. będzie to nieco powyżej 20 mld zł. Ten rok jest nietypowy, bowiem poszczególne propozycje wchodzić w życie będą stopniowo, a przez to obowiązywać nie przez cały rok, tylko jego część. Całościowo jest to program obliczony na ok. 40 mld zł rocznie. Rozmawiamy właśnie o szczegółach legislacyjnych. W najbliższy wtorek przedstawimy szczegóły dotyczące zaproponowanych przez nas nowych zobowiązań wobec Polaków. 

40 mld zł rocznie to znacząca suma w budżecie państwa. Niektórzy eksperci wspominają, że może to ograniczyć środki np. na inwestycje w służbę zdrowia czy inwestycje w infrastrukturę.

- Już to kiedyś słyszeliśmy, że pieniędzy miało nie być. Budżet miał pękać w szwach, PKB spadać, a Polska miała podzielić los Grecji. Jak dotąd nie tyko zapewniliśmy finansowanie programów, ale istotnie zmniejszyliśmy dług publiczny w relacji do PKB. Teraz to wygląda zupełnie inaczej niż kilka lat temu - zarówno pod względem zarządzania finansami publicznymi, jak i walki z patologiami podatkowymi i szarą strefą polskiej gospodarki. Z samego uszczelnienia VAT między 2015 a 2019 r. zyskaliśmy ok. 60 mld zł. Założyliśmy na ten rok wpływy z VAT na poziomie nieco poniżej 180 mld i jest wysoce prawdopodobne, że ten poziom przekroczymy. Ale tu nie chodzi tylko o kwoty. Chodzi o bezcenną wiarygodność - do czego się zobowiązujemy, to realizujemy. I to jest największy ból i problem opozycji, przyzwyczajonej do lekkiego traktowania danego społeczeństwu słowa. Delikatnie to ująłem.

Czy możliwe jest, by program sfinansować w ramach przyjętego niedawno budżetu na 2019 r., tj. bez jego nowelizacji? 

- Zacznę od uwagi bardziej ogólnej - otóż, sam fakt, że w sposób odpowiedzialny mogliśmy zaproponować rodakom "nową piątkę" programową jest wynikiem tego, że państwo polskie jest wreszcie sprawne i coraz lepiej zarządzane. Odzyskaliśmy powagę i sterowność tam, gdzie jeszcze 4-5 lat temu byliśmy ośmieszani i zagubieni. Mówię na przykład o administracji celno-skarbowej, czy cyfryzacji polskiej administracji i jej usługach. Jest duża szansa, że nie będzie potrzebna nowelizacja budżetu, bo już widzę, że styczeń i luty tego roku pod względem wpływów podatkowych jest solidny. Programy uszczelniania podatków zdają egzamin. Nowe rozwiązania w Ministerstwie Finansów, tj. split payment (czyli podzielona płatność - red.) i STIR (System Teleinformatyczny Izby Rozliczeń, który pozwala na weryfikację przepływów na rachunkach bankowych - red.) - działają dobrze i przynoszą efekty. To, w połączeniu z wcześniejszymi rozwiązaniami (m.in. JPK, Sent 1, Sent 2, Sent3, analiza danych, pakiet paliwowy - red.) istotnie zwiększa dochody budżetowe. Dobrze zarządzana strona wydatkowa też nie jest bez znaczenia. 

Jak kształtują się wpływy z podatków za styczeń 2019 r? 

- Dochody podatkowe były wyższe w stosunku do stycznia 2018 r. o prawie 8 procent, czyli ok. 2,6 mld zł. W każdej z głównych grup podatkowych mamy duże plusy. W przypadku podatku VAT jest to wzrost o ponad 12 procent, w przypadku podatku bankowego - wzrost o blisko 5 procent, PIT to 15 procent in plus.  

Zmiana zasad przyznawania pieniędzy w ramach "Rodzina 500+" to rozszerzenie programu na wszystkie dzieci, także na pierwsze. Bez wyjątków? 

- Bez kryterium dochodowego, bez żadnych dodatkowych zapisów ograniczających przyznanie pieniędzy - na każde pierwsze dziecko. Czyli zarówno na pierwsze dziecko w rodzinie już korzystającej z 500 plus, np. wielodzietnej, jak na jedyne obecnie dziecko w przypadku rodziny 2+1. 

- Wybraliśmy taki rodzaj rozwoju, że staramy się włączać w efekty wzrostu gospodarczego jak najszersze grupy ludzi, a nie tylko wybrańców. Państwo powinno być nie tylko sprawne, dobrze zarządzane, ale powinno też być państwem z sercem - wspierać godne życie ludzi i pomagać w poszerzaniu ich wolności osobistych, realizacji marzeń od samego początku. Ale w kraju, nie za granicą. Najpierw jest zatem 500 plus, potem, kiedy młody człowiek wchodzi w dorosłość, może skorzystać z zerowego podatku PIT. Następnie już jako rodzic wraca do 500 plus, ma coraz lepiej płatną pracę w Polsce, po to też obniżamy podatek PIT, odkłada na drugą emeryturę w ramach Pracowniczych Planów Kapitałowych. Chcemy uczynić z Polski naprawdę dobre miejsce do życia, tak na co dzień. I bez względu na miejsce zamieszkania, status społeczny, czy zawodowy.  

A jednorazowy dodatek dla emerytów i rencistów? Niezależnie od wysokości emerytur, od rodzaju przyznanych rent otrzymają oni 1100 zł w 2019 r.? 

- Emerytura plus to dodatek dla ok. 9,5 mln osób. Wszyscy z rentami specjalnymi, rodzinnymi, tak samo jak każdy emeryt dostaną 1100 zł brutto. Dla budżetu to koszt ok. 10,5 mld zł. W planach mamy już też, by Emeryturę+ wypłacać w kolejnych latach. 

Trybunał Konstytucyjny nie stwierdzi pana zdaniem, że zwolnienie z PIT dla osób do 26. roku życia będzie niekonstytucyjne, bowiem narusza zasadę równego traktowania? 

- Odpowiedzialne państwo musi się zmierzyć z wysokim bezrobociem młodych ludzi. Krok, na który się zdecydowaliśmy, ma zatrzymać Polaków w kraju, zapobiegać ich emigracji zarobkowej, zachęcać do podejmowania pierwszej pracy w Polsce, by tu na miejscu nabierali doświadczenia i zdobywali kompetencje. Mam nadzieję, że są to cele zgodne z Konstytucją i odpowiadają naszym priorytetom gospodarczym, społecznym i demograficznym. Robimy wszystko, żeby zapobiegać kolejnym falom migracji, zachęcamy tych, którzy wyjechali, by wracali do kraju i podejmowali na lepszych warunkach pracę w Polsce. Tego typu preferencje dostrzegamy w wielu krajach rozwiniętych. Dlaczego nie zrobić czegoś podobnego nad Wisłą? To, co proponujemy, to mechanizm szyty na miarę, odpowiedź na specyficzne dla Polski problemy, czyli: wypychanie młodych ludzi na tzw. śmieciówki, opóźnienie momentu wchodzenia na rynek pracy czy drenaż umysłów, skutkujący tym, że młodzi zdolni Polacy pracują na PKB bogatszych państw niż Polska. Tworzymy warunki, żeby młodzi ludzie czuli się potrzebni i czuli się dobrze w swojej własnej ojczyźnie.  

Kolejny punkt programu to odbudowa lokalnych połączeń autobusowych.

- Z finansowego punktu widzenia ten projekt wzbudza mniejsze zainteresowanie, a jest niezwykle ciekawy i potrzebny. Pozwoli bowiem na odbudowę transportu między powiatami i gminami. Umownie nazywamy to PKS-ami, ale nie oznacza to, że państwo czy powiaty będą odbudowywać PKS. Nasz program to zasilenie powiatów i gmin środkami z budżetu państwa, po to, żeby na trasach lokalnych były odtwarzane połączenie, które w ogromnej większości będą oparte o przewoźników prywatnych. Skorzystają, mamy nadzieję, na tym mniejsze społeczności, które będą bardziej mobilne, będą miały łatwiejszy dostęp do pracy, do rodziny. Dziś setki wsi w Polsce odciętych jest od transportu zbiorowego - "bus" nie jeździ tam nawet raz dziennie.

Dlatego kontynuujemy rozwój infrastruktury. Z jednej strony to właśnie odbudowa połączeń autobusowych, z drugiej - warty 6 mld zł program drogowy dla gmin i powiatów (Fundusz Dróg Samorządowych). To jest też wzmocnienie podażowej strony gospodarki narodowej. 

Jakie będą długoterminowe skutki programu PiS dla gospodarki?

- Warto zwrócić uwagę na sytuację budżetu i bardzo wysokie deficyty budżetowe w czasach Platformy Obywatelskiej. Wtedy deficyt finansów publicznych wynosił od 100-110 mld zł, tj. nawet ok. 8 proc. PKB. Czy to będzie dzisiaj 1 czy 1,6, czy może 2,1 proc. PKB, to nie jest najbardziej fundamentalna sprawa z makroekonomicznego punktu widzenia. A jeśli chodzi o poziom długu publicznego do PKB, to w 2017 r. spadł on w liczbach bezwzględnych, a w 2018 spadnie w ujęciu procentowym do PKB. Pod tym względem nie widzę tutaj żadnej sprzeczności między zakładanymi wydatkami a celami rozwojowymi. 

- Zatrzymanie ludzi w Polsce, stworzenie im nowych perspektyw pracy i lepszego życia, to właśnie tworzenie mechanizmów prorozwojowych. To jest program, który ma pomóc w budowie i PKB, i oszczędności czy inwestycji. I to na wielu płaszczyznach. Pieniądze, które przekazujemy - ludzie oszczędzają. Jedna trzecia - wynika z naszych badań - jest przez beneficjentów odkładana. Częściowo są one angażowane w edukację dzieci czy wspólne wyjazdy na ferie i wakacje. W większości są - a to niezwykle ważne - wydatkowane w kraju. To nie są pieniądze wydawane na dobra luksusowe, na drogą biżuterię, drogie samochody, a na potrzeby codzienne rodziny, która chce szczęśliwiej i godniej żyć. Biznes to rozumie, tak samo jak ekonomiści. Jest to dobra wiadomość dla handlu detalicznego, dla polskich producentów z sektora rolno-spożywczego, turystycznego, ale również elektroniki. Branże te na pewno zyskają. 

Sam program rusza w okresie, gdy coraz więcej mówi się o spowolnieniu gospodarczym. 

- Dlatego jest to jednocześnie klasyczne działanie antycykliczne. Makroekonomiści patrzą na to jak na właściwe zachowanie dla tej fazy cyklu koniunkturalnego. Następuje spowolnienie wokół nas. Kiedy zbliża się, jest spowolnienie, to keynsowska klasyka sugeruje luzowanie. Używa się do tego polityki monetarnej, fiskalnej lub regulacyjnej. Na politykę monetarną nie mamy wpływu - jest to wyłączna prerogatywa Rady Polityki Pieniężnej i NBP. Polityka regulacyjna jest skomplikowanym narzędziem i nasi regulatorzy są w pełni niezależni. Mamy jednak politykę fiskalną i z niej korzystamy. 

Ktoś, kto nie ma wiary w to, jak zarządzamy finansami, może mówić, że budżet nie wytrzyma. A ja mogę zapewnić, że na pewno utrzymamy deficyt w ryzach, współfinansowanie środków unijnych jest niezagrożone, a dodatkowo mamy duży apetyt na przyśpieszenie inwestycji - dużych inwestycji infrastrukturalnych, które przyczynią się do realnego skoku cywilizacyjnego Polski za kilka lat.

Rozmawiał Bartosz Bednarz 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje