Reklama

Reklama

Premier: Opozycja broni statusu prezesa NIK

Opozycja bierze na siebie odpowiedzialność za brak możliwości odwołania prezesa NIK Mariana Banasia, skoro nie chce współpracować przy zmianie konstytucji, tak, aby to odwołanie było możliwe - mówił w poniedziałek premier Mateusz Morawiecki.

Premier w poniedziałek na konferencji prasowej po posiedzeniu rządu był pytany o "Plan B" w sprawie odwołania ze stanowiska prezesa NIK Mariana Banasia, o którym mówił jakiś czas temu.

"W ramach planu, który wtedy sygnalizowaliśmy, trzeba było wtedy przekonać opozycję do współpracy. Skoro opozycja broni dzisiaj statusu prezesa NIK, trudno sobie wyobrazić, że my zbierzemy sami dwie trzecie lub trzy piąte głosów w parlamencie, skoro mamy 235 głosów" - powiedział Morawiecki.

Reklama

"Postawiliśmy sprawę bardzo jednoznacznie, opozycja - która nie chce współpracować, bierze na siebie odpowiedzialność w tej kwestii" - oświadczył szef rządu.

Afera wokół szefa NIK

Marian Banaś został wybrany na prezesa NIK na 6-letnią kadencję 30 sierpnia br. Wcześniej, od czerwca br. był ministrem finansów, a jeszcze wcześniej wiceministrem w tym resorcie i szefem Krajowej Administracji Skarbowej. We wrześniu stacja TVN podała, że prezes NIK zaniżał w oświadczeniach majątkowych dochody z wynajmu kamienicy w Krakowie, mowa była także o powiązaniach ze stręczycielami wynajmującymi w kamienicy pokoje na godziny.

Na początku grudnia Prokuratura Regionalna w Białymstoku wszczęła śledztwo dotyczące m.in. podejrzeń nieprawidłowości w oświadczeniach majątkowych i deklaracjach podatkowych Banasia. Podstawą wszczęcia śledztwa są trzy zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, które wpłynęły do białostockiej prokuratury: od grupy posłów opozycji, m.in. posła Jana Grabca (KO), Generalnego Inspektora Informacji Finansowej i z CBA, które przeprowadziło kontrolę oświadczeń majątkowych Banasia.

Banaś oświadczył, że był gotów zrezygnować z funkcji prezesa NIK, ale stał się przedmiotem brutalnej gry politycznej i od złożenia rezygnacji odstąpił. Zapowiedział, że będzie kontynuował misję prezesa NIK w poczuciu odpowiedzialności. Zadeklarował też, że jest gotów odpowiedzieć na każde pytanie śledczych, a jeśli zajdzie potrzeba zrzec się immunitetu przysługującego prezesowi NIK.

Kadencja prezesa NIK trwa sześć lat, licząc od dnia złożenia przysięgi. W przypadku Banasia kończy się 30 sierpnia 2025 r. Wcześniej można go odwołać tylko w ściśle określonych okolicznościach, m.in. skazania prawomocnym wyrokiem, złożenia nieprawdziwego oświadczenia lustracyjnego lub niemożliwości pełnienia funkcji.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy