Reklama

Reklama

​Prezydenci największych polskich miast z apelem do MEN

Konflikt w oświacie sięga zenitu, a do stawki dołącza kolejny wielki gracz. Samorządy, które w dużym stopniu finansują system oświaty, apelują do rządu o dialog i grożą pozwem zbiorowym.

W warszawskim Ratuszu przedstawiciele 12 największych polskich metropolii jednym głosem skrytykowali to, co dzieje się w oświacie w ostatnich miesiącach i latach. Ich zdaniem reforma edukacji została fatalnie skalkulowana, a większość obowiązków związanych z jej realizacją spoczęła na samorządach. Tym samym ich koszty rosną.

Reklama

- Możemy mieć do czynienia z największym strajkiem w historii polskiej edukacji. Nie można do tego dopuścić. Ustawowy obowiązek pomocy nauczycielom spoczywa na minister edukacji - powiedział prezydent Lublina Krzysztof Żuk.

Samorządowcy zgodnie podkreślają, że strajk, który zaplanowano na 8 kwietnia, nie leży w ich interesie. Musieliby zorganizować zajęcia zastępcze, poszukać np. wolontariuszy, przeorganizować całą pracę szkół. A to może się wiązać z dodatkowymi kosztami.

- Sytuacja jest bardzo poważna, dlatego apelujemy do rządu o zaprzestanie niszczenia polskiej edukacji i wielopłaszczyznowy dialog z polskimi samorządami. Do tej pory mamy do czynienia tylko z monologiem minister Zalewskiej. Rząd próbuje przerzucić koszty na samorządy. Pan premier ma czelność mówić, że to samorządy nie dopłacają do oświaty. Jest dokładnie odwrotnie. Stąd nasz wspólny apel - o dialog a nie monolog - mówił prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski.

- Uważamy, że nauczyciele powinni zarabiać godnie. Apeluję do minister Zalewskiej, by została z nami, a nie uciekała do Brukseli. Pytam też panią minister: Co mamy powiedzieć uczniom, którzy będą uczyć się do godz. 18 lub 20? Otóż znalazło się nagle 1,2 mld zł na propagandę, a nie na nauczycieli - dodał prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski.

Prezydent Lublina pokazał z kolei wykres, jak w ostatnich latach rosły wydatki na oświatę. - Gdybyśmy nie wykładali własnych środków, mielibyśmy katastrofalną zapaść finansową w oświacie. Apelujemy, by minister Zalewska chciała z nami rozmawiać i uzgadniać finansowanie - podkreślił Żuk.

Pozew zbiorowy?

Prezydenci największych polskich miast nie wykluczają złożenia pozwu zbiorowego przeciwko rządowi, który miałby zrekompensować do tej pory poniesione koszty związane z reformą edukacji. Obecnie trwają wyliczenia w poszczególnych miastach, choć niektóre już wiedzą, jaki był dotychczasowy koszt reformy.

- Liczymy koszty i bierzemy pod uwagę bardzo poważnie tego typu rozwiązania - powiedział Trzaskowski.

Żuk: - Lublin do reformy edukacji dopłacił już 20 mln zł. Mamy to wyliczone, choć pewnie jeszcze te koszty wzrosną.

Truskolaski: - Na przykładzie Białegostoku widać, że reforma kosztowała nas 8,2 mld zł. Dostaliśmy od rządu 2,1 mld, więc tak naprawdę można wyliczyć, że nasz koszt wyniósł nieco ponad 6 mld zł.

Trzaskowski: W Warszawie koszty edukacji to 4,5 mld zł, z czego z rządu dostajemy 2 mld zł. Przekroczyliśmy więc 50 proc. tego finansowania.

Na pytanie, kiedy można spodziewać się złożenia pozwu, Trzaskowski powiedział, że w najbliższych dniach prezydenci poinformują o kolejnych działaniach.

Truskolaski: - Żeby było jasne, nam strajk nauczycieli nie jest na rękę. Nie stawiamy ultimatum. Czekamy na rozwój wydarzeń, ale czasu już nie ma. Liczymy, że rząd szybko dogada się z nauczycielami, strajku nie będzie, a wtedy siądzie też z nami do rozmów.

Wynagrodzenia

Prezydenci podkreślali, że rosnące koszty edukacji spoczywają głównie na ich barkach. Rząd zapewnia płacę zasadniczą, ale wszelkie inne dodatki, jak np. motywacyjny, to domena samorządów. Sęk w tym, że niektóre nieco przeszarżowały z obietnicami wyborczymi i już wcześniej obiecały specjalne dodatki dla młodych nauczycieli. To też potęguje koszty samorządów, a nie jest narzucone przez rząd.

Samorządowcy włączyli się więc w spór, który od dłuższego czasu prowadzą Związek Nauczycielstwa Polskiego, Solidarność oświatowa, Ministerstwo Edukacji Narodowej i sami nauczyciele. Czasu jest niezwykle mało, bo do egzaminów pozostały trzy tygodnie. Jeśli żadna ze stron nie ustąpi, prawdopodobnie będziemy mieli do czynienia z największym paraliżem w historii polskiej oświaty.

Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje